Siostra wynajęła stary ceglany budynek. W połowie miał rampę, z żaluzjowymi
podnoszonymi roletami dla dostawców. Siostra chciała założyć hodowlę psów.
Przyjechała przyjaciółka i miała ze sobą psa (innego niż w rzeczywistości). Był
bardzo szybki, żywy i wskakiwał wszędzie, po czym zeskakiwał i biegał dalej.
Duży biały Shih-tzu. Wszyscy sprzątaliśmy ten budynek i wymiataliśmy tony pyłu i
kurzu, spod których zaczynały się wyłaniać mozaikowe podłogi. Miała być jakaś
wycieczka, zwiedzanie małego miasteczka. Ludzie zaczęli się zbierać w budynku.
Przewodnik nakazał wyruszenie w drogę, a ja się zorientowałem, że leżę w łóżku i
nie bardzo chciało mi się wychodzić spod ciepłej kołdry. Wyszedłem jednak i
przechodziliśmy przez jakiś targ. Przyjaciółka kupiła sobie bluzkę z napisem
biały elf. Był jakiś stragan ze świeżymi produktami umieszczonymi w lodzie.
Wyciągnąłem spod lodu dużą oliwkę i nagle nastąpił wybuch. Domek kilkaset metrów
dalej dosłownie się rozsypał w bardzo widowiskowy sposób.
Spojrzałem w ciemne
niebo. Było widać setki gwiazd, lekko zakrytych półprzejrzystymi chmurami. Co
chwilę chmury były rozjaśniane czerwono fioletowymi smugami, przez coś co przez
nie przelatywało z zawrotnymi prędkościami. Pomyślałem, że to rakiety
hipersoniczne, ale leciały gdzieś dalej...
Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niebo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niebo. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 marca 2026
sobota, 8 czerwca 2013
Rubinowa gwiazda i ciasteczkowy bałwan
Jechałem z tatą samochodem. Była głęboka noc. Mrok
rozpraszały jedynie reflektory auta. Ściany drzew ciągnęły się monotonnie po
obu stronach drogi. W końcu dojechaliśmy nad jezioro. Usiadłem na trawie i
spojrzałem do góry. Niebo przybrało niesamowitą barwę. Opalizowało ciekawym
odcieniem zieleni i jakby emanowało wewnętrzną poświatą.
To niezwykłe zjawisko
tworzyło kształt kraba. Dostrzegłem też niezwykłą gwiazdę. Była dużo jaśniejsza
od pozostałych i miała intensywnie głęboką czerwoną barwę niczym rubin. Nagle
dostrzegłem jakiś ruch. Pobiegłem w tamtą stronę i rozpoznałem nasze auto,
które zaczęło staczać się ze wzniesienia. Nie mogłem nic zrobić. Po chwili, już
trochę rozpędzone, uderzyło w inny samochód.
Zderzenie nastąpiło w miejscu
pasażera z przodu, czyli tam, gdzie zazwyczaj siedziałem. Co dziwne wgniecenie
było idealnie równe o koncie 90 stopni. Miejsce pasażera po prostu przestało
istnieć. Poszedłem do lasu i trafiłem na polankę. Była cała pokryta śniegiem i
oświetlona ciepłym beżowym światłem.
Czułem na niej zapach ciasteczek, a na
samym jej środku dostrzegłem bałwana. Wydawało mi się, że się porusza i że to
on był źródłem przyjemnego zapachu.
niedziela, 6 maja 2012
Smoczy raj
Przestronne wnętrze okrągłej budowli wypełniało czerwonej
barwy światło. Im byłem niżej tym było intensywniejsze. Byłem bezcielesnym
obserwatorem, który widział wszystko z oddali. Miałem wrażenie, że byłem duchem
smoka.
Wysoka, szczupła, ciemnowłosa kobieta przechodziła kolejne próby.
Zakapturzeni kapłani zadawali jej ból na różne wymyślne sposoby, lecz ona była
nieugięta. Bez problemu odpowiadała na skomplikowane pytania czym wprawiała
kapłanów w osłupienie. Nikt nie zaszedł tak daleko.
Na dnie budowli
znajdował się podest, a na nim umieszczona była kamienna tablica. Ostatnia
próba polegała na wyryciu na niej brakujących symboli. Kobieta ubrana w białą
suknię, która mocno kontrastowała z otoczeniem,
dostała dziwny sztylet. Na jego
rękojeści umieszczonych było kilka małych ostrzy, a trzymający go człowiek
musiał się zranić by go użyć. Niewiasta nie zważając na swoje cierpienie wyryła
symbole, które pokryła jej krew. Momentalnie znalazła się na soczysto zielonej
polanie.
Niebo było intensywnie błękitne, a światło słoneczne wydawało się
padać ze wszystkich stron, nie mając jednego źródła. Po chwili do kobiety
podbiegły dzieci. Uśmiechnęła się i mocno je przytuliła...
środa, 14 marca 2012
Morderczy rytuał
Wędrowałem między wieżowcami i blokami. Spotkałem koleżankę. Miała kikuty zamiast nóg, a
na nich okrągłe, zamszowe buty (Koleżanka
jeździ na wózku, nie może chodzić, ale ma nogi). Przywitała mnie jak się
mijaliśmy i podreptała w stronę czarnego, błyszczącego ścigacza. Jakaś kobieta
w czarnym, skórzanym kombinezonie pomogła
jej usadowić się na motorze i po chwili ruszyła z piskiem na jednym
kole. Po chwili natknąłem się na jej matkę. Skądś wiedziałem, że rozmawiała
wcześniej z moim ojcem. Przywitałem się i zadałem jakieś pytanie.
Nerwowo odwróciła głowę i przyspieszyła kroku, nie odzywając się do mnie. Doszedłem do marketu. Zobaczyłem ją jak wychyla się spomiędzy regałów nieopodal mnie. Rozmawiała z chłopcem, chyba z synem. Usłyszałem tylko strzęp rozmowy "...uważaj na niego". Miałem wrażenie, że może się to odnosić do tego, o czym rozmawiała z moim ojcem. W innej części marketu spotkałem swoją siostrę. Poszliśmy razem do kina. Kino było stare i trochę przerażające. Spoczęliśmy na drewnianych, uchylnych fotelach. Sufit i ściany były wyłożone starymi, poczerniałymi deskami.
Rozpoczął się seans. Była to jakaś bajka renderowana komputerowo, ale nie pamiętam o czym. Miałem też wrażenie jakby omdlenia i przysypiania podczas seansu. Znalazłem się przy drzwiach do domku jednorodzinnego. Otworzyła mi młoda dziewczyna o krótkich blond włosach. Jej ciało zdobiły liczne kolczyki i kolorowe tatuaże. Była naga i trzymała aparat fotograficzny. Miała mi robić zdjęcia, akty. Poprosiła, żebym się rozebrał, co z pewnymi oporami zrobiłem. Zabrała moje rzeczy. Po chwili do pokoju weszła starsza rudowłosa kobieta. Pierwsze co poczułem to wstyd.
Skuliłem się za kanapą i chciałem tłumaczyć, że to nie tak jak myśli. Ale potem opanowało mnie przerażenie. Kobieta nie była zaskoczona. Zrozumiałem, że znalazłem się w pułapce i pewnie spotka mnie coś złego. Do pokoju wszedł jeszcze starszy, siwowłosy mężczyzna i stanął przy drzwiach. Czując, że prawdopodobnie nie wyjdę z tej sytuacji żywy, chciałem zrobić wszystko by odwlec ten moment i poprosiłem o wyjaśnienia.
Mężczyzna był niechętny, ale kobieta się zgodziła. Przyniosła starą kasetę VHS
i uruchomiła magnetowid. Nagranie przedstawiało opis jakiegoś rytuału.
Mężczyzna nerwowo zerkał przez okno na niebo. Dostrzegłem tam dwa jasne punkty,
chyba planety, które zbliżały się do siebie.
Gdy nagranie zostało odtworzone mniej więcej w połowie, mężczyzna zbliżył się trochę do mnie. Dostrzegłem w jego dłoni zdobiony sztylet. Powiedział, że pora już to kończyć. Zbliżyłem się szybko do niego, popchnąłem go palcem, tak że cofnął się zaskoczony do tyłu i opadł na kanapę. Z moich ust wydobyło się głośne "NIE!". Powiedziałem "Mam prawo wiedzieć co się ze mną stanie i czy będzie to miało jakiś głębszy sens".
Wszyscy byli zaskoczeni tym co zrobiłem, a ja odniosłem wrażenie, że przez moment zapanowałem nad całą tą sytuacją. Usłyszeliśmy kroki na schodach i do pokoju weszła mała dziewczynka. Tuliła misia i przecierała zaspane oczy. Mężczyzna spojrzał przez okno i wymamrotał "za późno".
Wszyscy momentalnie wybiegli z domu chwytając po drodze dziewczynkę. Zostałem sam, zmarznięty, ale żywy. Podszedłem do regału z książkami i chwyciłem lekko wysunięty wolumin. Usłyszałem pstryknięcie jakiegoś mechanizmu i regał odchylił się odrobinę od ściany. Za nim musiało być jakieś pomieszczenie...
Nerwowo odwróciła głowę i przyspieszyła kroku, nie odzywając się do mnie. Doszedłem do marketu. Zobaczyłem ją jak wychyla się spomiędzy regałów nieopodal mnie. Rozmawiała z chłopcem, chyba z synem. Usłyszałem tylko strzęp rozmowy "...uważaj na niego". Miałem wrażenie, że może się to odnosić do tego, o czym rozmawiała z moim ojcem. W innej części marketu spotkałem swoją siostrę. Poszliśmy razem do kina. Kino było stare i trochę przerażające. Spoczęliśmy na drewnianych, uchylnych fotelach. Sufit i ściany były wyłożone starymi, poczerniałymi deskami.
Rozpoczął się seans. Była to jakaś bajka renderowana komputerowo, ale nie pamiętam o czym. Miałem też wrażenie jakby omdlenia i przysypiania podczas seansu. Znalazłem się przy drzwiach do domku jednorodzinnego. Otworzyła mi młoda dziewczyna o krótkich blond włosach. Jej ciało zdobiły liczne kolczyki i kolorowe tatuaże. Była naga i trzymała aparat fotograficzny. Miała mi robić zdjęcia, akty. Poprosiła, żebym się rozebrał, co z pewnymi oporami zrobiłem. Zabrała moje rzeczy. Po chwili do pokoju weszła starsza rudowłosa kobieta. Pierwsze co poczułem to wstyd.
Skuliłem się za kanapą i chciałem tłumaczyć, że to nie tak jak myśli. Ale potem opanowało mnie przerażenie. Kobieta nie była zaskoczona. Zrozumiałem, że znalazłem się w pułapce i pewnie spotka mnie coś złego. Do pokoju wszedł jeszcze starszy, siwowłosy mężczyzna i stanął przy drzwiach. Czując, że prawdopodobnie nie wyjdę z tej sytuacji żywy, chciałem zrobić wszystko by odwlec ten moment i poprosiłem o wyjaśnienia.
Mężczyzna był niechętny, ale kobieta się zgodziła. Przyniosła starą kasetę VHS
i uruchomiła magnetowid. Nagranie przedstawiało opis jakiegoś rytuału.
Mężczyzna nerwowo zerkał przez okno na niebo. Dostrzegłem tam dwa jasne punkty,
chyba planety, które zbliżały się do siebie. Gdy nagranie zostało odtworzone mniej więcej w połowie, mężczyzna zbliżył się trochę do mnie. Dostrzegłem w jego dłoni zdobiony sztylet. Powiedział, że pora już to kończyć. Zbliżyłem się szybko do niego, popchnąłem go palcem, tak że cofnął się zaskoczony do tyłu i opadł na kanapę. Z moich ust wydobyło się głośne "NIE!". Powiedziałem "Mam prawo wiedzieć co się ze mną stanie i czy będzie to miało jakiś głębszy sens".
Wszyscy byli zaskoczeni tym co zrobiłem, a ja odniosłem wrażenie, że przez moment zapanowałem nad całą tą sytuacją. Usłyszeliśmy kroki na schodach i do pokoju weszła mała dziewczynka. Tuliła misia i przecierała zaspane oczy. Mężczyzna spojrzał przez okno i wymamrotał "za późno".
Wszyscy momentalnie wybiegli z domu chwytając po drodze dziewczynkę. Zostałem sam, zmarznięty, ale żywy. Podszedłem do regału z książkami i chwyciłem lekko wysunięty wolumin. Usłyszałem pstryknięcie jakiegoś mechanizmu i regał odchylił się odrobinę od ściany. Za nim musiało być jakieś pomieszczenie...
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Powietrza… !
Znajduję się na obcej planecie lub na księżycu Jowisza.
Teraz przypomina już Ziemię. Niebo zasnute jest gęstymi, ciężkimi chmurami, które z trudem się
przewalają po nieboskłonie. Jadę autobusem, a na drodze panuje chaos. Każdy
jedzie jak chce. Po prawej stronie mijamy duże gmachy, jeden z nich to budynek
sądu. Wszystkie są zniszczone. Ściany boczne i tylne jeszcze jakoś się
trzymają, ale po przednich pozostały tylko kopce cegieł i gruzu z
wystającymi grubymi belkami.
Pomieszczenia jakby ścięte, są widoczne z zewnątrz. Część sprzętów biurowych
jeszcze się uchowało. Wysiadłem na najbliższym przystanku, a autobus wjechał
spiralą na estakady, które w tym miejscu krzyżowały się wielopoziomowo.
Kolumny je podtrzymujące są popękane, ale
wciąż wyglądają solidnie. Dostrzegam dziesiątki ludzi, są niespokojni, a nawet
agresywni względem siebie. Atakują się wzajemnie czym popadnie. Ranią się
bezlitośnie i zachowują jakby byli nieświadomi swojego stanu. Biegnę w kierunku
podziemnego przejścia pod rondem. Wychodzę po drugiej stronie do budynku
przypominającego kaplicę w budowie. Ściany
są z czerwonych cegieł pomiędzy którymi jest biała fuga.
Krzyżowe sklepienie
pokryte jest białym tynkiem. Okna są wąskie i wysokie z przezroczystymi,
kwadratowymi szybkami. Pomieszczenie jest ascetycznie puste. Wychodzę otwartymi
drzwiami. Znajduję się nad rzeką, która wylała i zalała bulwary oraz alejki. Z
trudem ominąłem rozlewisko. Wszedłem do najbliższego wieżowca. Spotkałem
sąsiadkę, która zaprosiła mnie do siebie. Okazało się, że ma właśnie urodziny,
a ja mam dla niej prezent. Wręczyłem jej grubą książkę. Potem zaczęli się
schodzić inni goście. Usiadłem na łóżku, a z radioodbiornika właśnie dobiegał
jakiś ważny komunikat. Wywnioskowałem z niego, że w wyniku zamieszek uległy
uszkodzeniu urządzenia terraformacyjne produkujące powietrze. Bez nich
atmosfera była bardzo rozrzedzona.
Ci co się tu urodzili byli do niej
przystosowani fizjologicznie. Niestety nie byłem jednym z nich. Zacząłem się
dusić. Rozpaczliwie walczyłem o każdy kolejny haust powietrza...
niedziela, 8 stycznia 2012
Kamieniołomy
Szukałem kogoś. Ktoś został porwany. Nie wiem kto, ale ktoś
ważny. Poszukiwania doprowadziły mnie do wielkich kamieniołomów. Wszędzie było
pełno ochroniarzy i żołnierzy. Dyskretnie przemykałem od jednego zacienionego
miejsca do drugiego, od skały do skały. Jakoś udawało mi się uniknąć wykrycia
przez strażników. Skały były jasno szare, a unoszący się pył drobny jak mąka.
Osadzał się wszędzie. W oddali zobaczyłem wielką jaskinię.
Powoli i ostrożnie
zbliżałem się do niej. Ciemne wejście
miało łukowaty kształt. W końcu znalazłem się wewnątrz. Było tam chłodno
i wilgotno, a ochroniarzy było coraz więcej. Przemierzając ją i niemal cudem unikając wykrycia doszedłem
w końcu do wielkiej komory w której były podwieszone kwadratowe klatki. W
jednej z nich był mały robocik.
Uwolniłem go, a z wdzięczności przekazał mi
informacje o osobie której poszukiwałem i wskazówki jak ją odnaleźć. Była
zamknięta w niewielkim pomieszczeniu. Drzwi były zamknięte i dopiero po wielu
próbach udało mi się je wyważyć. Zobaczyłem Ją. Jak mogłem nie pamiętać, że to
Jej szukałem. Niestety wywołany moimi licznymi próbami hałas zwrócił uwagę
strażników. Chwyciłem Ją za rękę i zaczęliśmy uciekać w stronę wyjścia.
Przemknęliśmy
obok kilku żołnierzy, którzy znudzeni nawet do końca nie skojarzyli kto obok
nich przebiegł. Byliśmy już na zewnątrz, a pościg był coraz liczniejszy.
Skręciliśmy w wąskie schody wykute w skale, prowadzące na górę. Znaleźliśmy się
w mieście i pędząc lawirowaliśmy po wąskich uliczkach. Kamienice obok których
przebiegaliśmy zbudowane były z okrągłych kamieni połączonych betonem. Jeszcze
kilka skrętów, schody do góry i znaleźliśmy się na tarasie, na którym urządzona
była kawiarnia. Szybko przysiedliśmy się do czyjegoś stolika i zaczęliśmy
konwersację. Zadyszani ochroniarze przebiegli dalej nie zwracając na nas uwagi.
Fortel się udał. Spojrzałem w niebo i nagle sobie uświadomiłem, że znajdujemy
się na księżycu jakiejś obcej planety.
Nad Nami przeleciały jakieś roboty.
Znaleźliśmy się na pokładzie jakiegoś statku. Sam kapitan oprowadzał Nas po
pokładzie. Zobaczyliśmy mostek, w którym panował nieład, maszynownię oraz
kajuty, w których spotkaliśmy moje koleżanki. Wyszliśmy na pokład i oparliśmy
się o barierki. Delikatna bryza schładzała Nam twarze. Płynęliśmy wolno wąskim
kanałem. Nagle kanał się skończył, a statek poruszał się dalej, przeraźliwie
drapiąc nawierzchnię ulicy.
Okropny dźwięk zdzieranej masy metalu był nie do
wytrzymania. Zakryłem uszy, a po chwili byłem już u mojej babci. Razem z
siostrą obierałem ziemniaki na obiad. Wyrzuciłem stos obierek do kosza i
zaniosłem worek ze śmieciami do zsypu. Gdy wróciłem do mieszkania, na kanapie
dostrzegłem kostium żaby. Siostra powiedziała, że to męża. Wyszedłem z pokoju i
przechodząc przez przedpokój dostrzegłem w lustrze odbicie dziadka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























