Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lipca 2014

Operacja…

Odwiedził mnie kolega ”Szachista”, z którym nie widziałem się już od wielu lat. Chciał pożyczyć ode mnie jakąś książkę. Zacząłem więc przeglądać swoje księgozbiory. Powyciągałem zewnętrzne rzędy książek i zacząłem na nowo odkrywać schowane i zapomniane już woluminy. Po chwili zebrała się mała wieża książek, które chciałbym przeczytać, ale tej poszukiwanej nie znalazłem. Odnalazłem jednak „Siły rynku” Richarda
Morgana, książkę którą kiedyś zacząłem czytać, a która zaginęła podczas przedświątecznych porządków. Miała charakterystyczną okładkę z dominującą czerwienią. Wielokrotnie jej poszukiwałem, niestety bezskutecznie.
Szedłem na autobus wraz z siostrą i siostrzenicą. Widziałem, że autobus stoi na przystanku i zaczęliśmy biec. Wskoczyłem jak już ruszał, dosłownie w ostatniej chwili, ale siostra z dzieckiem niestety zostały w tyle. Autobus to stary przegubowy Ikarus. W tylnej części miał wyrwany dach, więc przeszedłem do przodu.. Usiadłem na

skórzanym fotelu. Za mną siedział bardzo zamknięty w sobie chłopak z brodą i kręconymi włosami. Naprzeciwko mnie natomiast jakiś pijaczek, który coś bełkotał. Nagle wstał i zaczął nachalnie prosić współpasażerów o pieniądze na wino. Wstałem by go uspokoić i nagle poczułem ostrze wbite w plecy. Odwróciłem się i dostrzegłem chłopaka wybiegającego z autobusu, a za nim zamknęły się drzwi. Usiadłem i spokojnie poczekałem, aż autobus dojedzie do szpitala. Wysiadłem i poszedłem do dość dużej szpitalnej sali. Po chwili odwiedziła mnie
babcia. Powiedziała, że ma dla mnie prezent i po chwili wniesiono do sali kanapę. Pokazała mi guziczki i okazało się, że rozkłada się automatycznie, oraz automatycznie ścieli. Po chwili poproszono mnie bym przyszedł na blok operacyjny. Położyłem się na stole, a chirurdzy bez znieczulenia otworzyli mi klatkę piersiową. Postanowiłem zadzwonić do Niej. Czekając na połączenie, chirurdzy robili swoje i po chwili wyjęli
mi serce. Pokazali otwór po ostrzu w jednej z komór i zaczęli zszywać nicią krawiecką. Krew zabawnie mi chlupotała, gdy kiwałem się zniecierpliwiony na stole. Gdy odebrała powiedziałem, że chwilowo jestem bez serca, ale już mnie naprawiają. Miała zaniepokojony głos i pytała się, czy to przypadkiem nie jest niebezpieczne. Chirurg zabrał mi telefon, powiedział do słuchawki, że nie życzy sobie rozmów podczas operacji i rozłączył połączenie…

wtorek, 4 grudnia 2012

Gorączkowe sny


Dawno nic nie pisałem. Przez osiem dni męczyłem się z ponad czterdziestostopniową gorączką, a temperaturę udawało mi się nieco zbić najwyżej na kilka godzin. Nie chorowałem poważniej od kilkunastu lat i już niemal zapomniałem, że podczas wysokiej gorączki nawiedzał mnie zawsze ten sam sen. Tak było i tym razem. Uciekam, a za mną toczy się ogromna kamienna kula. Nie mogę jej zgubić. Nie ważne jak skręcę i gdzie wejdę, ciągle jest tuż za mną. Kula przypomina tą z filmu z Indianą Jonesem. Budzę się zlany potem, a jak znowu zasypiam, to sen się powtarza. 
Pojawił się też inny sen. Uciekam w nim przez ciemny i dziwny las. Zamiast drzew są wysokie kolumny z niechlujnie poukładanych na sobie książek. Są oplecione lianami i pokryte mchem. Lawirując między nimi wpadam w końcu w bagno ze szmat. Plączę się w kawałkach materiału i coraz głębiej zapadam. Jak nie spałem, gorączka powodowała halucynacje. Wydawało mi się, że gdzieś w pokoju czyha na mnie jakiś Azjata, który chce mnie skrzywdzić. Czułem się osaczony i bezbronny. 
Mimo iż go nie widziałem, to wyczuwałem obecność i bardzo mnie to przerażało. Wydawało mi się też, że kwiat, którego zarys widziałem, powiększa się i wypełnia przestrzeń.
Został mi przepisany antybiotyk o nazwie Duomox. Odradzam go każdemu i jeśli jakiś lekarz komuś go przepisze, lepiej zażądać innego. Dla mnie okazał się całkowicie nieskuteczny. Pojawiły się powikłania. Najpierw zapalenie gardła, a potem płuc. Wylądowałem w końcu w szpitalu z ostrą niewydolnością oddechową i spędziłem tam kilka dni. 
Przez cały pobyt nie udało mi zasnąć ani na chwilę. Od kilku dni znowu jestem w domu i powoli dochodzę do siebie, choć nadal "nie mam głosu". Czuję się bardzo wycieńczony i osłabiony, a nieco większy wysiłek jak chociażby umycie kilku talerzy i kubków powoduje lekką zadyszkę. Na szczęście gorączka ustąpiła już całkowicie, a nowy antybiotyk przepisany w szpitalu zdaje się działać bardzo dobrze.

środa, 14 marca 2012

Morderczy rytuał

Wędrowałem między wieżowcami i blokami. Spotkałem koleżankę. Miała kikuty zamiast nóg, a na nich okrągłe, zamszowe buty (Koleżanka jeździ na wózku, nie może chodzić, ale ma nogi). Przywitała mnie jak się mijaliśmy i podreptała w stronę czarnego, błyszczącego ścigacza. Jakaś kobieta w czarnym, skórzanym kombinezonie pomogła  jej usadowić się na motorze i po chwili ruszyła z piskiem na jednym kole. Po chwili natknąłem się na jej matkę. Skądś wiedziałem, że rozmawiała wcześniej z moim ojcem. Przywitałem się i zadałem jakieś pytanie. 
Nerwowo odwróciła głowę i przyspieszyła kroku, nie odzywając się do mnie. Doszedłem do marketu. Zobaczyłem ją jak wychyla się spomiędzy regałów nieopodal mnie. Rozmawiała z chłopcem, chyba z synem. Usłyszałem tylko strzęp rozmowy "...uważaj na niego". Miałem wrażenie, że może się to odnosić do tego, o czym rozmawiała z moim ojcem. W innej części marketu spotkałem swoją siostrę. Poszliśmy razem do kina. Kino było stare i trochę przerażające. Spoczęliśmy na drewnianych, uchylnych fotelach. Sufit i ściany były wyłożone starymi, poczerniałymi deskami. 
Rozpoczął się seans. Była to jakaś bajka renderowana komputerowo, ale nie pamiętam o czym. Miałem też wrażenie jakby omdlenia i przysypiania podczas seansu. Znalazłem się przy drzwiach do domku jednorodzinnego. Otworzyła mi młoda dziewczyna o krótkich blond włosach. Jej ciało zdobiły liczne kolczyki i kolorowe tatuaże. Była naga i trzymała aparat fotograficzny. Miała mi robić zdjęcia, akty. Poprosiła, żebym się rozebrał, co z pewnymi oporami zrobiłem. Zabrała moje rzeczy. Po chwili do pokoju weszła starsza rudowłosa kobieta. Pierwsze co poczułem to wstyd. 
Skuliłem się za kanapą i chciałem tłumaczyć, że to nie tak jak myśli. Ale potem opanowało mnie przerażenie. Kobieta nie była zaskoczona. Zrozumiałem, że znalazłem się w pułapce i pewnie spotka mnie coś złego. Do pokoju wszedł jeszcze starszy, siwowłosy mężczyzna i stanął przy drzwiach. Czując, że prawdopodobnie nie wyjdę z tej sytuacji żywy, chciałem zrobić wszystko by odwlec ten moment i poprosiłem o wyjaśnienia.
 Mężczyzna był niechętny, ale kobieta się zgodziła. Przyniosła starą kasetę VHS i uruchomiła magnetowid. Nagranie przedstawiało opis jakiegoś rytuału. Mężczyzna nerwowo zerkał przez okno na niebo. Dostrzegłem tam dwa jasne punkty, chyba planety, które zbliżały się do siebie. 
Gdy nagranie zostało odtworzone mniej więcej w połowie, mężczyzna zbliżył się trochę do mnie. Dostrzegłem w jego dłoni zdobiony sztylet. Powiedział, że pora już to kończyć. Zbliżyłem się szybko do niego, popchnąłem go palcem, tak że cofnął się zaskoczony do tyłu i opadł na kanapę. Z moich ust wydobyło się głośne "NIE!". Powiedziałem "Mam prawo wiedzieć co się ze mną stanie i czy będzie to miało jakiś głębszy sens".
 Wszyscy byli zaskoczeni tym co zrobiłem, a ja odniosłem wrażenie, że przez moment zapanowałem nad całą tą sytuacją. Usłyszeliśmy kroki na schodach i do pokoju weszła mała dziewczynka. Tuliła misia i przecierała zaspane oczy. Mężczyzna spojrzał przez okno i wymamrotał "za późno". 
Wszyscy momentalnie wybiegli z domu chwytając po drodze dziewczynkę. Zostałem sam, zmarznięty, ale żywy. Podszedłem do regału z książkami i chwyciłem lekko wysunięty wolumin. Usłyszałem pstryknięcie jakiegoś mechanizmu i regał odchylił się odrobinę od ściany. Za nim musiało być jakieś pomieszczenie...

piątek, 13 stycznia 2012

"Unexpected Lady"


Jechałem autem po jakimś niewielkim, obcym mieście. Skrzyżowania były jakieś dziwne i źle oznakowane. Pasy na przejściach zamiast poziomych były pionowe. Były jakieś dziwne zakazy i nakazy. Raz ulica jednokierunkowa, raz dwu. Bez żadnego ładu i składu. Skrzyżowania przecięte rondem i inne pułapki na nieostrożnych kierowców. 
Udało mi się je pokonać, a nie był to wyczyn łatwy i przyjemny. Zatrzymałem się przed wejściem do eleganckiej restauracji. Zszedłem do toalety w piwnicy. Było tam wielu znanych ludzi, w tym aktorki z seriali i kinowych superprodukcji. Toaleta była bardzo przestronna i wspólna dla kobiet i mężczyzn. Z jednej z licznych kabin wyszedł starszy człowiek z długą białą brodą. 
Ubrany był w ciemnogranatową togę z motywem gwiazd i księżyców. Zgubił jakąś starą i pożółkłą księgę. Chciałem ją podnieść i oddać, lecz w chwili gdy ją dotknąłem znalazłem się w innym świecie. Ubrany byłem w kolczugę, a otaczały mnie potężne i grube mury zamku. Wszyscy zwracali się do mnie z szacunkiem i trwogą, jakbym był kimś ważnym i potężnym. Grupka usłużnych ludzi nie odstępowała mnie na krok. Byli to rycerze, kapłani i jakiś astrolog w turbanie, tak gruby, że niemal się toczył niczym piłka. Spędziłem tam sporo czasu. 
Zdążyłem począć dwóch synów, lecz obaj zmarli, zanim zdążyli dorosnąć. Urodziło się kolejne dziecko. Na kołysce była tabliczka z imieniem. Było napisane po angielsku "Unexpected Lady". Dziwne imię dla córki. Miałem wrażenie, że spędziłem tam całe życie...

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Powietrza… !


Znajduję się na obcej planecie lub na księżycu Jowisza. Teraz przypomina już Ziemię. Niebo zasnute jest gęstymi,  ciężkimi chmurami, które z trudem się przewalają po nieboskłonie. Jadę autobusem, a na drodze panuje chaos. Każdy jedzie jak chce. Po prawej stronie mijamy duże gmachy, jeden z nich to budynek sądu. Wszystkie są zniszczone. Ściany boczne i tylne jeszcze jakoś się trzymają, ale po przednich pozostały tylko kopce cegieł i gruzu z wystającymi  grubymi belkami. Pomieszczenia jakby ścięte, są widoczne z zewnątrz. Część sprzętów biurowych jeszcze się uchowało. Wysiadłem na najbliższym przystanku, a autobus wjechał spiralą na estakady, które w tym miejscu krzyżowały się wielopoziomowo. 
Kolumny je podtrzymujące są popękane, ale wciąż wyglądają solidnie. Dostrzegam dziesiątki ludzi, są niespokojni, a nawet agresywni względem siebie. Atakują się wzajemnie czym popadnie. Ranią się bezlitośnie i zachowują jakby byli nieświadomi swojego stanu. Biegnę w kierunku podziemnego przejścia pod rondem. Wychodzę po drugiej stronie do budynku przypominającego kaplicę w budowie.  Ściany są z czerwonych cegieł pomiędzy którymi jest biała fuga.
 Krzyżowe sklepienie pokryte jest białym tynkiem. Okna są wąskie i wysokie z przezroczystymi, kwadratowymi szybkami. Pomieszczenie jest ascetycznie puste. Wychodzę otwartymi drzwiami. Znajduję się nad rzeką, która wylała i zalała bulwary oraz alejki. Z trudem ominąłem rozlewisko. Wszedłem do najbliższego wieżowca. Spotkałem sąsiadkę, która zaprosiła mnie do siebie. Okazało się, że ma właśnie urodziny, a ja mam dla niej prezent. Wręczyłem jej grubą książkę. Potem zaczęli się schodzić inni goście. Usiadłem na łóżku, a z radioodbiornika właśnie dobiegał jakiś ważny komunikat. Wywnioskowałem z niego, że w wyniku zamieszek uległy uszkodzeniu urządzenia terraformacyjne produkujące powietrze. Bez nich atmosfera była bardzo rozrzedzona. 
Ci co się tu urodzili byli do niej przystosowani fizjologicznie. Niestety nie byłem jednym z nich. Zacząłem się dusić. Rozpaczliwie walczyłem o każdy kolejny haust powietrza...