Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztylet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztylet. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 września 2012

Tabula Rasa... ?

Spojrzałem przez okno na rozgwieżdżone nocne niebo. Mrok rozświetlił samolot. Nie miał lewego skrzydła, a z miejsca w którym powinno się znajdować, buchały potężne płomienie. Samolot wpadł w korkociąg i spadał kierując się w stronę lotniska. Zniknął za wysokim wieżowcem i po chwili zobaczyłem błysk i  słup szaro-czarnego dymu. Spojrzałem na telefon. Ktoś próbował się do niego włamać. Oprogramowanie próbowało do tego nie dopuścić, ale nie radziło sobie za dobrze. Zostawiłem więc telefon i udałem się do innego pokoju. Usiadłem na wygodnym fotelu. 
Dopiero po chwili zauważyłem, że na kanapie naprzeciwko mnie leniwie wyleguje się ogromna jaszczurka. Przypominała trochę Agamę Brodatą o jaskrawo  pomarańczowo-zielonej barwie. Wielkością przewyższała jednak nawet Warana z Komodo. Uniosła nieco głowę i w niby uśmiechu pokazała wachlarz cienkich i ostrych zębów przypominających igły. Były czyste i śnieżnobiałe.  Nie chcąc prowokować gada do ich użycia, wyszedłem do kuchni. Był dzień. Spojrzałem przez okno. Na zewnątrz stał czołg pomalowany w barwy maskujące. 
Po jego prawej stronie znajdował się wojskowy Hammer, a po lewej  ustawiono kuchnię polową. Unosił się z niej biały dym. Wszędzie krzątali się żołnierze. Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem i zobaczyłem Ją. Poprosiła mnie o czystą kartkę papieru. Zacząłem poszukiwania, ale nie mogłem żadnej znaleźć. Wszystkie były zadrukowane lub zapisane. Sprawdziłem w drukarce, ale kaseta na papier była pusta. Zajrzałem do biurka. 
Zacząłem przeglądać stare zeszyty, ale i one były zapisane, przeważnie nutami. Dostrzegłem w końcu kopertę, której nie zdążyłem wcześniej otworzyć, a leżała chyba od dawna. Rozdarłem krawędź cienkim sztyletem, a w środku znajdowała się poszukiwana czysta kartka białego papieru… 

środa, 30 maja 2012

Sopor Aeternus


Wraz z kilkudziesięcioma innymi ludźmi siedziałem w niewielkiej sali. Panował półmrok, a oświetlona była jedynie  scena w rogu. Na podeście stała Anna Varney. Śpiewała na swym kameralnym koncercie. Zeszła ze sceny i przechodząc między krzesłami na widowni, podeszła do mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń, więc ją chwyciłem i wstałem. Zaprowadziła mnie na scenę i zaczęliśmy tańczyć. Poczułem się wyróżniony. Niespodziewanie spróbowała mnie pocałować. 
Odepchnąłem ją lekko i wybiegłem z sali, a ona kontynuowała koncert. Chyba się jej przestraszyłem.  Drzwi zamknęły się za mną, a ja znalazłem się na korytarzu. Widziałem sporo znajomych z liceum, ze studiów oraz poznanych jeszcze później. Nagle drzwi od sali koncertowej znowu się otworzyły i ku memu zaskoczeniu zobaczyłem tam Ją. Okazało się, że też była na koncercie. Powoli do mnie podeszła. Objęła mnie, spojrzała w oczy i zaczęła całować. Długo i namiętnie... 
Znalazłem się w namiocie. Wyszedłem na zewnątrz i odkryłem, że byłem w lesie, a nieopodal znajdowało się jezioro. Była noc i padał intensywny deszcz. Wróciłem więc do namiotu. Tym razem dostrzegłem tam Ją. Siedziała z podkurczonymi nogami. Powiedziała, że zamierza się przeprowadzić. Podała nawet adres. Nazwa ulicy zaczynała się na "P" i była dość długa, a numer mieszkania to 2310... Znalazłem się w mieście. Miałem złe przeczucia. Natknąłem się na patrol policji. Zapytałem się ich, czy mogliby mi pomóc odnaleźć adres, który mi podała. 
Zaczęli mnie wypytywać, co wydało mi się podejrzane. Miałem wrażenie, że już tam byli. Nie wiem dlaczego, ale podałem im fałszywe imię i nazwisko. Chyba przedstawiłem się jako Marek. Ruszyłem w drogę według ich wskazówek, a mimo to błądziłem. Przeszedłem obok placu zabaw, na którego środku znajdował się mały staw rybny. Pływały tam niewielkie pomarańczowe i złote ryby. W końcu dotarłem do bardzo długiego, szarego i wysokiego wieżowca. 
Klatka schodowa obudowana była rusztowaniem, więc trzeba się było mocno schylić, by do niej wejść. Będąc już wewnątrz budynku znów musiałem trochę pobłądzić zanim odnalazłem windę. Sama winda także była osobliwa. Jej długość i szerokość były na tyle duże, że bez trudu można by tam wjechać autobusem. Nie miała drzwi, ani żadnych innych zabezpieczeń. Wznosiła się bardzo wolno, a mijane piętra były bardzo wysokie. Jakieś trzy razy wyższe niż zazwyczaj bywają w blokach. Wysiadłem na trzecim lub czwartym piętrze. 
Odnalazłem mieszkanie z właściwym numerem i zapukałem. Po chwili drzwi się uchyliły i zobaczyłem tam Ją. Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Odkryłem, że mam dla Niej jakiś prezent. Była to szklana kula. Wewnątrz niej znajdowała się jakaś ciecz. Z dna unosiły się cztery kolumny z drobnych pęcherzyków powietrza. Każda z nich była podświetlona światłem o innej barwie, a odcienie się zmieniały. 
Między nimi pływał miniaturowy delfin. W chwili, gdy oboje ją dotknęliśmy przenieśliśmy się do jakiejś alternatywnej rzeczywistości lub gry. Niewiele z tego pamiętam, ale było tam dziwnie i opuściliśmy ją. W drzwiach do pokoju dostrzegłem Jej współlokatora. Zachowywał się dość agresywnie. Wyciągnął nóż i ruszył w Jej stronę. 
Zagrodziłem mu drogę i zostałem dźgnięty w brzuch. W tym samym momencie drzwi do mieszkania wyważyła policja. Obudziłem się...

Jest to sen z nocy 25/26.05.2012

niedziela, 6 maja 2012

Smoczy raj


Przestronne wnętrze okrągłej budowli wypełniało czerwonej barwy światło. Im byłem niżej tym było intensywniejsze. Byłem bezcielesnym obserwatorem, który widział wszystko z oddali. Miałem wrażenie, że byłem duchem smoka. 
Wysoka, szczupła, ciemnowłosa kobieta przechodziła kolejne próby. Zakapturzeni kapłani zadawali jej ból na różne wymyślne sposoby, lecz ona była nieugięta. Bez problemu odpowiadała na skomplikowane pytania czym wprawiała kapłanów w osłupienie. Nikt nie zaszedł tak daleko. 
Słuchając kapłanów domyśliłem się, że ostatecznym celem było dostanie się do smoczego raju. 
Na dnie budowli znajdował się podest, a na nim umieszczona była kamienna tablica. Ostatnia próba polegała na wyryciu na niej brakujących symboli. Kobieta ubrana w białą suknię, która mocno kontrastowała z otoczeniem,
dostała dziwny sztylet. Na jego rękojeści umieszczonych było kilka małych ostrzy, a trzymający go człowiek musiał się zranić by go użyć. Niewiasta nie zważając na swoje cierpienie wyryła symbole, które pokryła jej krew. Momentalnie znalazła się na soczysto zielonej polanie. 
Niebo było intensywnie błękitne, a światło słoneczne wydawało się padać ze wszystkich stron, nie mając jednego źródła. Po chwili do kobiety podbiegły dzieci. Uśmiechnęła się i mocno je przytuliła...

środa, 14 marca 2012

Morderczy rytuał

Wędrowałem między wieżowcami i blokami. Spotkałem koleżankę. Miała kikuty zamiast nóg, a na nich okrągłe, zamszowe buty (Koleżanka jeździ na wózku, nie może chodzić, ale ma nogi). Przywitała mnie jak się mijaliśmy i podreptała w stronę czarnego, błyszczącego ścigacza. Jakaś kobieta w czarnym, skórzanym kombinezonie pomogła  jej usadowić się na motorze i po chwili ruszyła z piskiem na jednym kole. Po chwili natknąłem się na jej matkę. Skądś wiedziałem, że rozmawiała wcześniej z moim ojcem. Przywitałem się i zadałem jakieś pytanie. 
Nerwowo odwróciła głowę i przyspieszyła kroku, nie odzywając się do mnie. Doszedłem do marketu. Zobaczyłem ją jak wychyla się spomiędzy regałów nieopodal mnie. Rozmawiała z chłopcem, chyba z synem. Usłyszałem tylko strzęp rozmowy "...uważaj na niego". Miałem wrażenie, że może się to odnosić do tego, o czym rozmawiała z moim ojcem. W innej części marketu spotkałem swoją siostrę. Poszliśmy razem do kina. Kino było stare i trochę przerażające. Spoczęliśmy na drewnianych, uchylnych fotelach. Sufit i ściany były wyłożone starymi, poczerniałymi deskami. 
Rozpoczął się seans. Była to jakaś bajka renderowana komputerowo, ale nie pamiętam o czym. Miałem też wrażenie jakby omdlenia i przysypiania podczas seansu. Znalazłem się przy drzwiach do domku jednorodzinnego. Otworzyła mi młoda dziewczyna o krótkich blond włosach. Jej ciało zdobiły liczne kolczyki i kolorowe tatuaże. Była naga i trzymała aparat fotograficzny. Miała mi robić zdjęcia, akty. Poprosiła, żebym się rozebrał, co z pewnymi oporami zrobiłem. Zabrała moje rzeczy. Po chwili do pokoju weszła starsza rudowłosa kobieta. Pierwsze co poczułem to wstyd. 
Skuliłem się za kanapą i chciałem tłumaczyć, że to nie tak jak myśli. Ale potem opanowało mnie przerażenie. Kobieta nie była zaskoczona. Zrozumiałem, że znalazłem się w pułapce i pewnie spotka mnie coś złego. Do pokoju wszedł jeszcze starszy, siwowłosy mężczyzna i stanął przy drzwiach. Czując, że prawdopodobnie nie wyjdę z tej sytuacji żywy, chciałem zrobić wszystko by odwlec ten moment i poprosiłem o wyjaśnienia.
 Mężczyzna był niechętny, ale kobieta się zgodziła. Przyniosła starą kasetę VHS i uruchomiła magnetowid. Nagranie przedstawiało opis jakiegoś rytuału. Mężczyzna nerwowo zerkał przez okno na niebo. Dostrzegłem tam dwa jasne punkty, chyba planety, które zbliżały się do siebie. 
Gdy nagranie zostało odtworzone mniej więcej w połowie, mężczyzna zbliżył się trochę do mnie. Dostrzegłem w jego dłoni zdobiony sztylet. Powiedział, że pora już to kończyć. Zbliżyłem się szybko do niego, popchnąłem go palcem, tak że cofnął się zaskoczony do tyłu i opadł na kanapę. Z moich ust wydobyło się głośne "NIE!". Powiedziałem "Mam prawo wiedzieć co się ze mną stanie i czy będzie to miało jakiś głębszy sens".
 Wszyscy byli zaskoczeni tym co zrobiłem, a ja odniosłem wrażenie, że przez moment zapanowałem nad całą tą sytuacją. Usłyszeliśmy kroki na schodach i do pokoju weszła mała dziewczynka. Tuliła misia i przecierała zaspane oczy. Mężczyzna spojrzał przez okno i wymamrotał "za późno". 
Wszyscy momentalnie wybiegli z domu chwytając po drodze dziewczynkę. Zostałem sam, zmarznięty, ale żywy. Podszedłem do regału z książkami i chwyciłem lekko wysunięty wolumin. Usłyszałem pstryknięcie jakiegoś mechanizmu i regał odchylił się odrobinę od ściany. Za nim musiało być jakieś pomieszczenie...