Spojrzałem przez okno na rozgwieżdżone nocne niebo. Mrok
rozświetlił samolot. Nie miał lewego skrzydła, a z miejsca w którym powinno się
znajdować, buchały potężne płomienie. Samolot wpadł w korkociąg i spadał
kierując się w stronę lotniska. Zniknął za wysokim wieżowcem i po chwili
zobaczyłem błysk i słup szaro-czarnego
dymu. Spojrzałem na telefon. Ktoś próbował się do niego włamać. Oprogramowanie
próbowało do tego nie dopuścić, ale nie radziło sobie za dobrze. Zostawiłem
więc telefon i udałem się do innego pokoju. Usiadłem na wygodnym fotelu.
Dopiero po chwili zauważyłem, że na kanapie naprzeciwko mnie leniwie wyleguje
się ogromna jaszczurka. Przypominała trochę Agamę Brodatą o jaskrawo pomarańczowo-zielonej barwie. Wielkością
przewyższała jednak nawet Warana z Komodo. Uniosła nieco głowę i w niby uśmiechu
pokazała wachlarz cienkich i ostrych zębów przypominających igły. Były czyste i
śnieżnobiałe. Nie chcąc prowokować gada
do ich użycia, wyszedłem do kuchni. Był dzień. Spojrzałem przez okno. Na
zewnątrz stał czołg pomalowany w barwy maskujące.
Po jego prawej stronie
znajdował się wojskowy Hammer, a po lewej
ustawiono kuchnię polową. Unosił się z niej biały dym. Wszędzie krzątali
się żołnierze. Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem i zobaczyłem Ją.
Poprosiła mnie o czystą kartkę papieru. Zacząłem poszukiwania, ale nie mogłem
żadnej znaleźć. Wszystkie były zadrukowane lub zapisane. Sprawdziłem w
drukarce, ale kaseta na papier była pusta. Zajrzałem do biurka.
Zacząłem
przeglądać stare zeszyty, ale i one były zapisane, przeważnie nutami.
Dostrzegłem w końcu kopertę, której nie zdążyłem wcześniej otworzyć, a leżała
chyba od dawna. Rozdarłem krawędź cienkim sztyletem, a w środku znajdowała się
poszukiwana czysta kartka białego papieru…
























