Byłem w mieszkaniu mojej babci. Ktoś mnie zawołał z drugiego
pokoju. Udałem się tam. Na kanapie siedziały dwie młode, niebieskookie
dziewczynki. Mogły mieć z 11 lat. Obie miały ciemne włosy związane w kucyki.
Dziewczynki były bliźniaczkami. Co dziwne były moimi córkami. Sprawiały sporo
problemów wychowawczych i nie potrafiły długo usiedzieć w jednym miejscu.
Miałem im pomóc w nauce tanga, na jakieś zajęcia muzyczne w szkole. Ubrały się
w czerwone spódnice z falbanami, sięgające aż do ziemi. Potem pokazały mi jak
tańczą flamenco. Wychodziło im to rewelacyjnie.
Po chwili do pokoju wszedł
chłopiec z dziewczynką. Też byli bliźniakami, tylko młodszymi o kilka lat od
dziewczynek. Też chyba byłem ich ojcem. Wydawali się być dużo spokojniejsi niż
bliźniaczki... Byłem w mieście. Miałem się spotkać z moim przyjacielem
reżyserem. Chciał porozmawiać o nowym projekcie filmowym. Chciałem wejść do
zabudowanego, kawiarnianego ogródka, ale kelner zagrodził mi drogę.
Twierdził,
że niedługo zamykają. Spostrzegłem przyjaciela przez okno. Rozmawiał z jakimś
znanym aktorem. Dostrzegł mnie i skinął na kelnera by mnie wpuścił. Opowiadał z
pasją o swoim nowym filmie. Miała to być komedia romantyczna w uniwersum magów.
Opowiadał, że niezwykle istotną rolę miała odgrywać Sztuka (określenie na
prawdziwą magię) i wiążące się z nią niebezpieczeństwa w postaci Paradoksów.







