sobota, 22 października 2011

Zimorodki

Siostra dostała nową pracę i samochód służbowy. Przyjechała nim i zaparkowała na trawniku przed balkonem. Krzyknąłem do niej, że tu się nie parkuje. Odpowiedziała, że wszyscy tak robią (nikt tak nie robił). Wzruszyłem ramionami i wyszedłem na spacer. Minąłem procesję ortodoksyjnych judaistów.

Na piaszczystej ścieżce w lesie zobaczyłem jakiś niewybuch. Przykucnąłem by mu się dokładniej przyjrzeć. Mógł mieć z trzydzieści kilka centymetrów długości i około dziesięciu średnicy.Był stary i zardzewiały.
Ktoś odkręcił czubek i wyjął materiał wybuchowy. Zostawiłem go i poszedłem dalej. Po chwili podbiegły jakieś dzieci i zaczęły się nim bawić. Ponieważ już wiedziałem, że nie stanowi zagrożenia, postanowiłem kontynuować wędrówkę. 
Doszedłem do rzeki. Płynęła wolno i leniwie. Było ciepło, a słońce odbijało się tysiącami kryształków w tafli wody.Przy brzegu przechadzały się dzikie psy i koty. Nagle z nieba sfrunął gang Zimorodków. Piękne ptaki. Skrzydła i grzbiet miały w  głębokim odcieniu błękitu, a brzuszki złociste. Zaczęły atakować i przepędzać psy i koty. Włączyłem aparat fotograficzny i zacząłem im robić zdjęcia. Jeden z Zimorodków przyfrunął do mnie i usiadł mi na ramieniu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz