piątek, 28 października 2011

Terapia


Prowadziłem terapię dla osób nadużywających alkoholu. Jedna z kobiet się nie pojawiła, co mnie zaniepokoiło. Postanowiłem ją odszukać i odkryć przyczynę Jej nieobecności. Ślad prowadził do wojskowego poligonu, ukrytego gdzieś głęboko w lesie. Przedzierałem się przez gęste chaszcze, aż się ściemniło. Wyciągnąłem latarkę, lecz bateria nie starczyła na długo. 
Otoczyła mnie ciemność nocy. Gdy już wzrok przyzwyczaił się do mroku, zacząłem dostrzegać kontury drzew i nieco kontrastującą z leśnym podłożem ścieżkę. Trzymając się jej dotarłem do dużego namiotu. Był tam ruski handlarz bronią. Jak to bywa u ruskich handlarzy bronią, sprzedawał także inne rzeczy na boku. Były tam wiertarki, ozdoby i lampki choinkowe, uszczelki, Commodore 64 i pełno innych, mniej lub bardziej użytecznych przedmiotów. 
Po pewnych trudnościach z komunikacją, udało mi się nabyć nowe baterie i tak uzbrojony mogłem kontynuować poszukiwania. Zaraz po moim wyjściu, do namiotu weszła kobieta w średnim wieku, bardzo dostojnie ubrana w bufiastą suknię. Obwieszona była biżuterią, a dusząca woń perfum była wyczuwalna nawet z kilkudziesięciu metrów. Bardzo mnie zdziwiła obecność kogoś takiego w samym środku dzikiego lasu. Wchodząc do namiotu zgubiła jakiś przedmiot. Podkradłem się dyskretnie by zobaczyć co to było.
Dostrzegłem wisiorek należący do poszukiwanej kobiety. Wiedziałem już co należy zrobić. Teraz wystarczyło śledzić wystrojoną kobietę. Doprowadziła mnie do sporej, starej szopy na polanie. Usłyszałem jej podniesiony głos na który odpowiadał, równie nerwowy głos męski. Okrążyłem chatę i cicho wkradłem się tylnym wejściem. Odnalazłem zagubioną uczestniczkę. Była skneblowana, skrępowana i naga. Rozwiązałem jej pęta i nałożyłem swoją marynarkę. Była przerażona, bała się jakiegokolwiek dotyku. Cofnęła się i przycupnęła skulona w kącie. 
Po Jej policzkach spływały łzy. Mężczyzna i kobieta, którzy znajdowali się w innym pomieszczeniu, chyba coś usłyszeli. Skrzypiące deski obwieszczały, że się zbliżają do drzwi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz