Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tunel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tunel. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 października 2014
Kosmiczny konwój
Coś niedobrego wydarzyło się na Ziemi. Resztki ludzkości utworzyły wielką flotyllę statków kosmicznych. Ogromny konwój tworzyły tysiące statków. Byłem kapitanem największej jednostki. Była to ogromna stacja kosmiczna o nazwie "D Star". Kształtem przypominała dziecięcą zabawkę, wielkiego bąka, a zewnętrzne poszycie miało blado seledynowy kolor. Ponieważ miała napęd, stała się największym statkiem. Jednostką flagową. Miałem tytuł "Strażnika". Wydawał się być bardzo prestiżowy. Prowadziłem tą kosmiczną karawanę w kierunku pobliskiej mgławicy, opalizującej chmury pyłu. Wlatując w nią znalazłem się przed szeregiem pierścieni z zakrzywionej czasoprzestrzeni. Pierścienie miały zróżnicowaną średnicę, ale tworzyły coś w rodzaju nieregularnego tunelu. Jeden z pierścieni przez który przelecieliśmy miał niebezpiecznie małą średnicę. Krawędź stacji zahaczyła o niego i nastąpiło momentalne odkształcenie kadłuba, tak jakby umieszczono na nim ogromną niewidzialną masę. Ktoś powiedział, że uszkodzeniu uległy pompy paliwowe i pomost cumowniczy.
niedziela, 30 października 2011
Katedra
Cała rodzina zjechała się do babci na jakąś okolicznościową
imprezę. Był obowiązkowy poczęstunek. Siostra wyszła na balkon i zwinęła białą płócienną
markizę, która łopotała na wietrze niczym żagiel. Wszyscy zbierali się do wyjścia.
Babcia odciągnęła mnie dyskretnie na bok i konspiracyjnie poprosiła, abym
kiedyś przyszedł do niej i pomógł posprzątać mieszkanie.
Następnie zaprowadziła
mnie do piwnicy. Coś przycisnęła i otworzył się ukryty tunel. Pomachała mi na pożegnanie i wróciła do
mieszkania. Tunel był wąski i ciemny. Wyprowadził mnie na zewnątrz budynku. Odnalazłem
nasze auto, w którym już usadowiła się większa część rodziny. Niestety nie było
już dla mnie miejsca. Ojciec wzruszył
jedynie ramionami i odjechali. Podszedłem do kuzyna i jego narzeczonej. Stali
pod drzewami razem z Nią. Złapałem Ją delikatnie za dłoń i przytuliłem czule.
Też byli w podobnej sytuacji co ja. Deficyt wolnych miejsc w aucie ich też nie
ominął. Po chwili podjechała koleżanka jeszcze z czasów licealnych i krzyknęła,
że mamy wsiadać i z chęcią nas podrzuci. Ruszyła z piskiem opon na biegu
wstecznym, niemal natychmiast osiągając zawrotną prędkość. Tuż przed wyjazdem z
parkingu zawróciła niemal w miejscu o 180 stopni i kontynuowała szaloną jazdę
już przodem. Dryftem ominęła rodzinę z dzieckiem i psem. Wysadziła nas przy
jednej z głównych ulic i pomknęła dalej. Jakaś kobieta spytała mnie o drogę,
więc jej ją wskazałem.
Szliśmy dalej wzdłuż alei, aż dostrzegłem boczną
uliczkę, której nie powinno być w tym miejscu. Nigdy jej tam nie było.
Weszliśmy w nią. Była tam duża brama miejska, zbudowana z czerwonej cegły, z
wrotami na wpółotwartymi. Nad bramą umieszczony był herb miasta.
Gdy
przeszliśmy bramę, naszym oczom ukazała się wielka katedra, pokryta mozaiką w szarości,
czerni i bieli. Po bokach miała dwie kwadratowe wysokie wieże. Uchyliłem
ogromne wrota okute ciemną stalą. We wnętrzu panował ogromny przepych. Ściany
zdobiły liczne ornamenty i płaskorzeźby pokryte złotem. Sklepienia dekorowały
freski wykonane z niezwykłą starannością i pieczołowitością.
Lecz coś mi nie
pasowało. Rzeźby i zdobienia były jakieś dziwne. Po lewej stronie głównej nawy
była rzeźba przedstawiająca kaczkę, która była trzymana przez tukana, który z
kolei przytrzymywany był przez świnię. Wykonana była z ciemnego, wypolerowanego
drewna. Świątynia swym bogactwem przypominała włoskie bazyliki. Czułem aż
rażący przesyt złotego blasku. Za główną nawą była kolejna, równie długa lecz węższa. W
miejscu, gdzie powinien znajdować się ołtarz był wysoki tron. Siedział na nim ogromny
posąg, przedstawiający postać mężczyzny ubranego w garnitur z głową kozła.
Rozbrzmiewała w nim dziwna muzyka. Epicki podniosły chór. Głosy kobiece
przeplatały się z męskimi. Towarzyszyła im niemal cała orkiestra. Powtarzające
się fragmenty, śpiewane po łacinie, niemal wprowadzały w trans. Poszliśmy do
przodu mijając rzędy ławek wypełnione wiernymi. W jednym z pierwszych rzędów
czekała już rodzina, która zajęła nam miejsca...
http://www.youtube.com/watch?v=hFxB2NErJeU
http://www.youtube.com/watch?v=hFxB2NErJeU
niedziela, 16 października 2011
Cthulhu
Siedzę w wagonie na drewnianej ławce. Jest twarda i
niewygodna. Do mych uszu dobiega rytmiczny i miarowy stukot żeliwnych kół i
charakterystyczny dźwięk pracy parowej lokomotywy, ciągnącej cały skład. Na
zakrętach mogłem dostrzec jej lśniące w słońcu chromowane elementy i wielkie
obłoki pary. Za oknem rozciąga się przepiękny widok na ocean. Jedziemy na
krawędzi wysokiego klifu. Po drugiej stronie przemyka niekończący się ciąg
kamienic w pastelowych kolorach. Ich dachy wykończone są w nietypowy sposób. Są
to blanki, takie jak na murach obronnych, z tą różnicą, że są zaokrąglone na
krawędziach. Przypominają przez to dziecięce rysunki. Zbliżamy się do tunelu
zagłębiającego się w ogromną skalistą górę. Po pewnym czasie dojeżdżamy do
stacji kolejowej skrytej głęboko w jej wnętrzu. Jedyna droga prowadzi przez
wąski tunel do monumentalnego pomieszczenia. W chwili, gdy się w nim znalazłem, zaparło mi
dech w piersiach. Podłogę pokrywają duże eleganckie kwadraty z ciemnoszarego
betonu. Upstrzona jest licznymi pasami i wysepkami zieleni, oraz równo
przystrzyżonymi drzewkami owocowymi. Liczne ławki nadają pomieszczeniu niemal
parkowy charakter. Spoglądając w górę dostrzegam szklany dach, niczym w
wiktoriańskiej palmiarni, przez który wpada naturalne jasne światło słoneczne.
Znajduje się niespodziewanie wysoko, bo niemal kilometr nade mną. Ściany to
naturalnie postrzępiona grafitowa skała. Moją uwagę przykuwa jedna ze ścian,
która jest czymś w rodzaju ogromnego akwarium z krawędziami płynnie
zatapiającymi się w pozostałe skalne ściany. Podobnie jak całe pomieszczenie,
jest ogromne i sięga niemal sklepienia. Jednolita tafla szkła może mieć nawet
kilkanaście metrów grubości. Kilkadziesiąt metrów za szkłem wyrastają z
piaszczystego dna, grube jak najstarsze dęby, stalowe kolumny krat. Owinięte są
grubymi linami przez co z daleka przypominają ogromną sieć. Zaintrygowany
podszedłem do akwarium i nagle podpłynęło największe stworzenie jakie
kiedykolwiek widziałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








