Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atrium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atrium. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2012

Obcy


Znalazłem się wewnątrz jakiegoś budynku, chyba biurowca. Towarzyszył mi oddział żołnierzy ubranych w czarne mundury. Poruszaliśmy się wolno i cicho, uważając na każdy krok. Doszliśmy do rozległego atrium i schowaliśmy  za kolumnami, dyskretnie się zza nich wychylając. Stały tam dziwne humanoidalne stwory. Kosmici. 
Było ich kilka różnych rodzajów. Jedni przypominali mrówki z wielkimi żuwaczkami na twarzy. Pokryci byli ciemnobrązowym pancerzem. Mieli wąskie tułowia, z których wyrastały grube, czarne, rzadkie włosy. Czułem do nich jakąś sympatię. Miałem wrażenie, że to są „ci dobrzy”. Inne stwory przypominały żuki. 
Były znacznie większe od tych pierwszych, mogły mieć nawet ze trzy metry wysokości. Pokrywał je bardzo gruby, granatowy, połyskliwy pancerz. Wyglądali na agresywnych. Obie rasy prowadziły ze sobą spór w dziwnym skrzekotliwym języku. Pomiędzy nimi poruszały się jeszcze inne stwory, zbudowane z mlecznobiałych segmentów. 
Były tłuste i jakby pokryte warstwą śluzu. Oczy miały wyłupiaste i intensywnie żółte, a otwór gębowy niewielki i czerwony. Przypominały trochę ludziki „Michelin”. Wydawali się być całkowicie neutralni względem pozostałych. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Jeden z żołnierzy nie wytrzymał i nacisnął na spust karabinu. Jeden z mrówkowatych obcych padł. Rozpoczęło się piekło. 
Najpierw wszyscy kosmici rzucili się na siebie nawzajem, wdając się w zażartą walkę. Po chwili dostrzegli ludzi i skierowali swą agresję na nich. Rozpoczęła się wojna w której nie mieliśmy szans. Zarządziłem natychmiastowy odwrót. Wybiegliśmy z budynku prosto na rampę statku kosmicznego. Tuż za mną zaczęła się zamykać, a statek uniósł się pionowo w górę. Był ogromny, podłużny i zaokrąglony na przedzie. Na wysokości kilkudziesięciu metrów włączyły się główne silniki. Przyspieszenie było potężne. 
Widziałem jak mkniemy nad ulicami, pomiędzy szklanymi drapaczami chmur. Światła latarni i samochodów zamieniały się w długie smugi. Wznosiliśmy się. Dostrzegłem setki innych podobnych ziemskich statków. Wszystkie kierowały się ku niebu. Opuszczaliśmy nasz dom, Ziemię…

niedziela, 16 października 2011

Cthulhu


Siedzę w wagonie na drewnianej ławce. Jest twarda i niewygodna. Do mych uszu dobiega rytmiczny i miarowy stukot żeliwnych kół i charakterystyczny dźwięk pracy parowej lokomotywy, ciągnącej cały skład. Na zakrętach mogłem dostrzec jej lśniące w słońcu chromowane elementy i wielkie obłoki pary. Za oknem rozciąga się przepiękny widok na ocean. Jedziemy na krawędzi wysokiego klifu. Po drugiej stronie przemyka niekończący się ciąg kamienic w pastelowych kolorach. Ich dachy wykończone są w nietypowy sposób. Są to blanki, takie jak na murach obronnych,  z tą różnicą, że są zaokrąglone na krawędziach. Przypominają przez to dziecięce rysunki. Zbliżamy się do tunelu zagłębiającego się w ogromną skalistą górę. Po pewnym czasie dojeżdżamy do stacji kolejowej skrytej głęboko w jej wnętrzu. Jedyna droga prowadzi przez wąski tunel do monumentalnego pomieszczenia.  W chwili, gdy się w nim znalazłem, zaparło mi dech w piersiach. Podłogę pokrywają duże eleganckie kwadraty z ciemnoszarego betonu. Upstrzona jest licznymi pasami i wysepkami zieleni, oraz równo przystrzyżonymi drzewkami owocowymi. Liczne ławki nadają pomieszczeniu niemal parkowy charakter. Spoglądając w górę dostrzegam szklany dach, niczym w wiktoriańskiej palmiarni, przez który wpada naturalne jasne światło słoneczne. Znajduje się niespodziewanie wysoko, bo niemal kilometr nade mną. Ściany to naturalnie postrzępiona grafitowa skała. Moją uwagę przykuwa jedna ze ścian, która jest czymś w rodzaju ogromnego akwarium z krawędziami płynnie zatapiającymi się w pozostałe skalne ściany. Podobnie jak całe pomieszczenie, jest ogromne i sięga niemal sklepienia. Jednolita tafla szkła może mieć nawet kilkanaście metrów grubości. Kilkadziesiąt metrów za szkłem wyrastają z piaszczystego dna, grube jak najstarsze dęby, stalowe kolumny krat. Owinięte są grubymi linami przez co z daleka przypominają ogromną sieć. Zaintrygowany podszedłem do akwarium i nagle podpłynęło największe stworzenie jakie kiedykolwiek widziałem.