Chodziłem
po górach i dotarłem do wejścia do jaskini. Wszedłem tam i spotkałem liczną
grupę dziewczyn. Większość z nich to moje koleżanki ze szkoły podstawowej i
liceum. Doszliśmy do wielkiej konstrukcji wewnątrz jaskini. Schody pięły się w
górę przechodząc przez budynek przypominający kopalnię połączoną z wiktoriańskim,
opuszczonym dworkiem. Wszędzie były pajęczyny i kurz. Drewniane elementy
skrzypiały złowieszczo strasząc część moich koleżanek. Spytałem się dokąd i po
co zmierzamy.
Odpowiedziały, że ktoś został porwany, chyba jakiś kolega, przez
Cthulhu lub innego Wielkiego Przedwiecznego. Schody zaczęły się wić spiralnie w
górę wokół skalnego szybu. Doprowadziły nas do drewnianej platformy na szczycie
góry. Na niej stała dziwna postać, która przypominała trochę Fauna i odrobinę
diabła Piszczałkę (z filmu "Przyjaciele Wesołego Diabła", który
oglądałem w dzieciństwie). Wzbudził ogólne
przerażenie, ale nie u mnie.
Widziałem, że sam był przerażony. Porozmawiałem z nim i przekazał mi kilka
wskazówek. Udałem się do średniowiecznego miasta otoczonego murem. Strażnicy wpuścili mnie przez
bramę. Ujrzałem mnóstwo straganów. Odbywał się tam jakiś jarmark lub festyn.
Jakieś dziecko płakało. Zgubiło się. Zaopiekowałem się dziewczynką i zaczęliśmy
szukać jej rodziców. Weszliśmy brukowaną uliczką na
najwyższe wzniesienie w
mieście. Była tam wielka zjeżdżalnia, którą postanowiliśmy zjechać. Dotarliśmy
nad brzeg morza. Czekała tam moja siostra wraz ze swoim mężem. Dziewczynka
pobiegła radośnie do niej...
Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarmark. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarmark. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 września 2012
niedziela, 20 maja 2012
Sowa, dziadek i wosk…
Odwiedziłem swoją babcię. Jej mieszkanie wyglądało zupełnie
inaczej niż pamiętałem. Pojawiło się wielkie i masywne łoże z drewna wiśniowego,
z licznymi i misternie wykonanymi płaskorzeźbami. Pojawiła się także równie
masywna i podobnie zdobiona szafa. Na biurku w przedpokoju stała figurka sowy o
wysokości około 40 centymetrów. Wykonano ją bardzo starannie z jasnego drewna.
Artysta, który ją wykonał, odwzorował nawet fakturę piór.
Po chwili babcia
przyniosła kolejną figurkę o podobnej wysokości. Przypominała trochę matrioszkę
i była pomalowana w jaskrawe kolory. Twarz miała wklęsłą, a w oczodołach
znajdowały się miejsca na świeczki. Skorzystałem też z gościnności babci i
poszedłem się wykąpać. Wszedłem do wanny i odkręciłem kurek. Wanna wypełniła
się wodą, aż po same brzegi i to w ułamku sekundy. Ledwo zdążyłem
zakręcić
kurek. Każdy, nawet najdrobniejszy ruch powodował przelanie się wody.
Postanowiłem więc wyjąć korek i trochę jej wypuścić. Gdy tylko go uchyliłem w
wannie pozostała już tylko połowa wody. Dokonałem też ciekawej obserwacji. Na
ściankach wanny pojawiły się woskowe zacieki, których nie było wcześniej.
Szybko skończyłem kąpiel i po wytarciu się opuściłem łazienkę. Natknąłem się na
dziadka.
(Nie żyje już od kilku dobrych lat). Był milczący, a wyraz jego twarzy
był całkowicie neutralny. Przeszedł obok mnie i udał się do "dużego
pokoju". Ja natomiast poszedłem do kuchni. Spojrzałem przez okno i
dostrzegłem po lewej stronie jarmark. Kupcy rozstawili swoje stoiska i namioty
na parkingu. Sprzedawali owoce, warzywa i jakieś gotowe potrawy.
Natomiast po
prawej stronie parking został pokryty morzem czerwonych zniczy.
Były ich
dosłownie tysiące.
Byłem dziś na wycieczce z rodziną. Jak wracaliśmy babcia
zaproponowała, żebyśmy pojechali na cmentarz. Choć tego zupełnie nie planowałem
zapaliłem znicz na grobie dziadka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








