czwartek, 27 marca 2014

Piekło...

Prawdziwym piekłem jest cierpienie najbliższych.  W czwartek 13 marca miałem znowu jechać  na kilka dni do szpitala, na kolejny cykl chemii. Jak zawsze miał mnie tam zawieźć mój tata. Jednak o 4 nad ranem zadzwoniła babcia z płaczem, by do niej przyjechał. Do szpitala pojechałem więc sam, a tata udał się do babci. Okazało się, że upadła. Prześwietlenie i tomografia komputerowa wykazały, że złamała sobie kręgosłup, a dokładniej roztrzaskała krąg L4 i przez kilka dni leżała w szpitalu. Fragment kości jest odłamany i uciska rdzeń kręgowy. Lekarz chciał ją operować. Rodzice uznali jednak, że ryzyko
jest zbyt duże. Babcia ma już 91 lat i szereg innych dolegliwości, które nie sprzyjają przeprowadzeniu bezpiecznej operacji. Babica trafiła więc do nas i od tej pory codziennie się nią opiekuję, co niestety wyklucza też opuszczanie domu i spacery. Przez poprzedni tydzień prawie nie sypiałem. Babcia przez całe noce jęczała z bólu, mimo bardzo silnych środków przeciwbólowych i mówiła wiele nieprzyjemnych rzeczy. Powinna jak najmniej się ruszać i nosić specjalny gorset usztywniający kręgosłup. Problem w tym, że próbowała wstawać i zdejmowała gorset, bo był niewygodny. Sama chodziła po mieszkaniu, a każdy
kolejny upadek może być tragiczny w skutkach. Ma dużo szczęścia, że ma czucie w nogach i może jeszcze chodzić. Każdy dźwięk wyrywał więc mnie z łóżka. Dostała dzwonek, by dzwoniła, jak będzie chciała np. iść do ubikacji, tak by ktoś ją zawsze przytrzymał i zaprowadził. Niestety babcia okazała się bardzo uparta i nieodpowiedzialna. Sama chadzała i to bez gorsetu, przy okazji i tak wszystkich stawiając na nogi. Kilka dni temu zaproponowałem, by wezwać do niej panią psycholog. Jak na razie bardzo to pomogło. Oczywiście przedstawiliśmy ją jako lekarza z jej szpitala od jej lekarki. Babcia ma jedną lekarkę, której ufa i dla niej inni lekarze, to nie lekarze. Pani psycholog okazała się bardzo kompetentna. Długo rozmawiała z babcią i dobrała dodatkowe leki. Cierpienie babci bardzo mnie dotknęło. Strasznie jest obserwować cierpienie bliskiej osoby i nie mieć na to zbyt dużego wpływu…
Co do mnie. Jak babcia została zawieziona do szpitala, ja również udałem się do szpitala na kilka dni. To był pierwszy raz, jak nikt mnie nie odwiedził i pierwszy raz zniosłem chemię tak źle. Wymiotowałem i czułem mdłości. Nie mogłem patrzeć na jedzenie na stołówce, sam jego zapach był dla mnie skrajnie odpychający. Prawie nie spałem i chyba miałem jakieś przewidzenia, jak się budziłem. Płytki krwi spadły mi sporo poniżej normy, ale enzymy wątrobowe miałem już coraz bliżej górnej jej granicy. W między czasie pojawiły się jeszcze dodatkowe skutki uboczne leczenia. Krwotoki z nosa i drętwienie opuszków palców. Na drętwienie przepisano mi
Mój zestaw leków, potem jeszcze kilka doszło...
magnez, ale pomimo iż biorę już go dwa tygodnie, nadal się nieprzerwanie utrzymuje. Co do krwawień, jak występowały chciałem odstawić Clexan, zastrzyki, które codziennie musiałem sobie robić na krzepliwość krwi. Wolałem jednak tego nie robić bez konsultacji z lekarzem. Intuicja jednak mnie nie myliła i lekarz zdecydował się go na jakiś czas odstawić. Tydzień po opuszczeniu oddziału, musiałem znowu udać się do szpitala, ale tym razem na ambulatoryjne podanie chemii. Pojechałem do szpitala na 6 rano, a chemię dostałem dopiero o 18. Cały dzień przesiedziałem w szpitalnych kolejkach w podziemiach. To był pierwszy dzień wiosny, niezwykle pogodny. Telefon mi
Dzienny zestaw w pudełku...
pokazywał, że było wtedy 21 stopni. Wyszedłem tylko na chwilę, by zadzwonić. Było bardzo ciepło i przyjemnie. Niestety w budynku zasięg jeśli nawet się pojawiał, to był szczątkowy. Po raz pierwszy miałem idealne wyniki krwi. Enzymy wątrobowe były idealnie w normie, a ilość pytek krwi również znacznie wzrosła. Niestety z powodu tak późnego podania chemii, nie zdążyłem już do przyszpitalnej apteki. Tylko tam można kupić od ręki zastrzyki z leukocytami. Trzeba je przewozić jak najszybciej w torbie termicznej, dlatego nie mogłem kupić ich wcześniej. Miałem je brać od następnego dnia. Na szczęście udało mi się je zamówić w innej
Dzienna porcja leków bez pudełka...
aptece, która jeszcze była otwarta. Sprowadzili je na następny dzień, choć na początku twierdzili, że się nie da. Przeważnie jestem już w stanie określić, kiedy maksymalnie nasilą się skutki uboczne po chemii. Tak jak w zegarku nastąpiło to wczoraj. Pomimo iż ból jest bardzo silny, nadal nie biorę środków przeciwbólowych by oszczędzać wątrobę. Dziś ból stawów i pleców nasilił się tak bardzo, że ledwo mogłem chodzić. Jutro i pojutrze powinno już być lepiej. Drętwienie opuszków palców
chyba nawet się nasiliło. Dziś noc znowu była tragiczna. Co chwilę się budziłem. Śniły mi się nieprzyjemne i niepokojące rzeczy. Chyba do mnie strzelano. Gonił mnie wielki spasły nagi mężczyzna. Cały w fałdach tłuszczu, łysy, z przyrodzeniem na wierzchu. Miał chyba ze dwa metry wzrostu i ewidentnie chciał mnie skrzywdzić. Wkręcały mi się jakieś schematy działań, które musiałem wykonywać by przetrwać i się obudzić. Powtarzało się to chyba z kilkanaście razy. Z tego co udało mi się zapamiętać, to różne rzeczy np. cytryny i inne przedmioty spontanicznie zmieniały się w wodę i po prosty rozpływały. Pozostawały po nich tylko kałuże...

Za tydzień znowu idę do szpitala na oddział, na kolejny cykl chemii. Może przyczyna tego drętwienia jest jednak inna niż niedobór magnezu…

3 komentarze:

  1. A nie spróbowałbyś jakiejś bioenergoterapii? Dobry bioenergoterapeuta jest w stanie nawet określić przyczyny fizyczne i duchowe danej choroby.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będąc w szpitalu kilkakrotnie spotkałem bioenergoterapeutę Stefana z Trzcianki. Twierdził, że przejął nowotwór od jakiegoś swojego pacjenta... Ja osobiście ciągle jestem do tego sceptycznie nastawiony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Są różni bio, jedni dobrzy, inni nie za bardzo, tak jak i lekarze. Ten, który przejął nowotwór od pacjenta, to widocznie nie zabezpieczał się energetycznie (podstawa bhp w tym fachu).

    OdpowiedzUsuń