sobota, 1 marca 2014

"ą"

Wyruszyłem wraz z rodzicami na wycieczkę zagraniczną autokarem. Podejrzewam, że mogła to być  Anglia lub Niemcy. W czasie wolnym od zwiedzania, rodzice postanowili odwiedzić swoich znajomych, którzy właśnie tam mieszkali. Znajomi mieli córkę, która została mi przedstawiona.
Była kilka lat ode mnie młodsza i studiowała architekturę. Miała proste, czarne włosy, sięgające do ramion. Szczupła i o kilkanaście centymetrów niższa ode mnie. Twarzy nie potrafiłem skojarzyć z nikim, kogo znam w rzeczywistości. Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Zbudowała tam makietę osiedla mieszkaniowego. To chyba był jej projekt dyplomowy.
Stylizowane było na styl industrialnej manufaktury z czerwonej cegły. Była bardzo dumna ze swojego projektu, a mi osobiście przypominał trochę Stary Browar, który widziałem  w Poznaniu. Dziewczyna prosiła by nazywać ją „ą”. Pokazywała mi swoje strony w Internecie, oraz swój logotyp. Była to właśnie mała litera „ą”, ale wydłużona w taki sposób, że była wysokości litery „l”, biała na bordowym tle. Rozstaliśmy się, ale
przyjechała do mnie, bo chciała mnie poznać. Pokazałem jej starą część mojego rodzinnego miasta, a następnie wsiedliśmy w autobus miejski. Przejechał obok mojej szkoły podstawowej. Była jakby trochę inna, jakby przebudowana i pomalowana w pastelowe, jaskrawe barwy. Wysiadłem na chwilę, by pokazać jej co i gdzie się znajdowało, a drzwi autobusu nagle się zatrzasnęły. Udało mi się na
szczęście dobiec i otworzyć je ręcznie na siłę. Usiadłem znowu obok „ą”, a za nami siedziała zakonnica, która pogroziła mi palcem, uznając chyba otwieranie drzwi w ten sposób za akt wandalizmu. Znowu pojechaliśmy do starego miasta i wróciliśmy pieszo do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz