Wszedłem wraz z przyjaciółmi P. i Ł. do restauracji typu McDonald. Ustawiliśmy się w kolejce. P. i Ł. zdążyli zamówić jakieś hamburgery, ale gdy nadeszła moja kolej, sprzedawczyni oświadczyła, że niestety zamykają i nie mogą mi nic sprzedać. Zrezygnowany i zawiedziony wyszedłem na zewnątrz i dotarłem nad rzekę W. Dokładnie na cypel, który
znajduje się w połowie mostu przez nią. Była już tam moja siostra. Oznajmiła mi, że właśnie zainstalowano tu nowe ujęcie wody pitnej. Podszedłem na skraj cypla i zauważyłem kratki, przez które wpływała woda wprost z rzeki. Cały półwysep aż drżał i wibrował od maszynerii, którą zainstalowano pod nim. Wzdłuż cypla zainstalowano
złożoną i rozbudowaną sieć unoszących się na wodzie kładek. Były wąskie i mogły mieć maksymalnie pół metra szerokości. Wykonano je z drewna tekowego i zanurzały się, gdy się po nich chodziło. Na środku zamontowano bardzo złożoną rzeźbę, tak jakby labirynt z metalowych prętów, przypominających wijące się gałęzie.
Należało się po tym wspiąć. Na samym szczycie było naczynie przypominające puchar. Udało mi się do niego dotrzeć, a wewnątrz był piękny złoty sygnet z symbolem sowy. Miała rozłożone skrzydła i mieniła się w płomiennych odcieniach zachodzącego słońca. Zejście było dużo trudniejsze. W chwili, gdy dotykało się gałęziopodobnych prętów, te zaczynały się zaciskać, i łatwo było zostać uwięzionym niczym w klatce. Kiedy byłem już na dole, niestety utknąłem. Użyłem jednak siły. Przy maksymalnym wysiłku udało mi się odgiąć pręty na
tyle, by się przez nie przecisnąć. Uwolniłem się, a pręty odgięły się na poprzednią pozycję. Ostrożnie wracałem po kładce, starając się zachować równowagę. Zanurzała się pod ciężarem ciała, a przy skrajnych krawędziach znajdowała się nawet tuż pod powierzchnią wody. Widziałem, że inni, którzy chodzili po tym pomoście, często lądowali w wodzie i płynęli z nurtem rzeki.
(Teraz podczas pisania uświadomiłem sobie, że ta rzeka płynie w rzeczywistości w drugą stronę). Dotarłem na cypel i zauważyłem, że woda w rzece zaczyna przybierać. Powoli, ale jednak na tyle szybko, że było to zauważalne.
Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sowa. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 stycznia 2015
piątek, 15 lutego 2013
Śnieżna sowa origami
Wraz z siostrą przemierzałem alejki jakiegoś niemieckiego
miasta. Obywatele tureckiego pochodzenia obchodzili jakieś święto. Śpiewali,
bawili się, a potem wszyscy zgromadzili się w płytkim basenie i oblewali się
wodą, czerpaną za pomocą mosiężnych mis. Robili to w rytm jakiejś mantry
powtarzanej jednocześnie przez wszystkich. Niemcy przechodzili obok i ignorowali
wszystko to co się działo, jakby tego nie zauważali. Znalazłem się w ciemnym
pokoju.
Siedziałem przy biurku i składałem wielki arkusz papieru. Z moich
starań powstała wspaniała papierowa sowa. Nagle zauważyłem, że w pokoju nie
byłem sam. Na łóżku leżał chłopak, brunet, o włosach takiej długości, że ledwo
zakrywały mu uszy. Miał na nich duże słuchawki. Zdjął je i powiedział
prowokująco „Na pewno nie poleci”. Śledząc jego spojrzenie mój wzrok utkwił na
sowie stworzonej w sztuce orgiami. Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem z
przekonaniem, że poleci. Otworzyłem okno i wyrzuciłem sowę.
Zaczęła opadać w
dół i nagle papier przemienił się w prawdziwe zwierzę. Opierzone skrzydła o
imponującej rozpiętości wystrzeliły w bok i momentalnie uchwyciły wiatr. Wielka
biała sowa zaczęła krążyć dostojnie po okolicy. Usłyszałem dzwonek do drzwi.
Poszedłem do przedpokoju. Znajdował się już tam mężczyzna ubrany w elegancki
garnitur z melonikiem na głowie. Próbując przyjąć jak najwygodniejszą pozycję
usadawiał się niezgrabnie na podłodze, opierając się o drzwi.
Przedstawił się jako przedstawiciel sieci
telefonii komórkowej i chciał odnowić umowę, która właśnie wygasła. Zadawał
pytania z kwestionariusza i próbował zapisywać moje odpowiedzi. Było to trudne,
ponieważ w pomieszczeniu było ciemno z powodu awarii zasilania. Zaproponowałem
mu, żeby poszedł do pokoju i usiadł w fotelu, a ja spróbuję włączyć prąd.
Podszedłem
do skrzynki z bezpiecznikami i zacząłem przełączać pięć wajch w losowej
kolejności. Wiedziałem, że to jakiś szyfr i muszę je ustawić w odpowiedniej
kombinacji. Będąc już blisko jej odkrycia, obudziłem się...
Subskrybuj:
Posty (Atom)









