Siedziałem w obszernym fotelu, mocno zapięty pasami. Za
grubym oknem z pleksiglasu co jakiś czas przemykały mikrometeory, niczym
kosmiczny pył, czasami ocierając się o niego i pozostawiając drobne rysy.
Przelatywaliśmy przez niebezpieczny obszar pasa meteorów. Co chwilę odczuwałem
silne przeciążenia, gdy pilot próbował ominąć olbrzymie skały dryfujące w
przestrzeni kosmicznej. Po kilku takich manewrach ujrzałem wielką planetę
zasnutą czerwonymi chmurami. Weszliśmy w jej atmosferę i po chwili okna zrobiły
się czarne, a w kabinie zapaliły się światła. Odpiąłem pasy i wyszedłem przez
otwarty właz. Schodząc po schodkach słyszałem jak mężczyzna ubrany w garnitur
mówi przez głośniki:
