piątek, 9 maja 2014

PET FLT


Poczekalnia w Centrum Medycyny Nuklearnej by Dreamland Traveller

Po kilku dniach udałem się wiec na to badanie. Muszę przyznać, że przebiegło wyjątkowo wręcz sprawnie. Młoda lekarka mnie rozpoznała, choć widziała drugi raz i przeprowadziła dokładny wywiad. Według zaleceń wypiłem pól litra wody i gdy wywołano mój numerek, udałem się do gabinetu. Pielęgniarce udało się założyć wenflon już za pierwszym razem. W gabinecie znajdowała się przezroczysta pneumatyczna rura.  Po chwil pojawiła się w niej tuba. Pielęgniarka wyjęła z  niej metalowy pojemnik przypominający nabój z CO2 do syfonów. Otworzyła go i wtedy rozbrzmiał w pomieszczeniu głośny alarm radiacyjny. Pielęgniarka szybko wstrzyknęła mi jego zawartość, którą okazał się radioaktywny izotop fluoru. Po chwili podała mi jeszcze jakiś dodatkowy kontrast i środek
moczopędny. Dolała glukozy do butelki z wodą i musiałem na godzinę udać się na leżankę do innego pokoju. Wciągu tej godziny trzeba było wypić 1,5 litra wody z glukozą, ale spokojnie, korzystanie z toalety było jak najbardziej wskazane. W poczekalni poznałem Agnieszkę z Warszawy. Cierpiała dokładnie na to samo co ja, tylko jej guzek miał 12 cm, a mój 15. Teraz jeździ co jakiś czas na badania kontrolne. Po godzinie zostałem wezwany na badanie. Ostatnia wizyta w toalecie i udałem się do pomieszczenia z nowoczesnym Pozytonowym Tomografem Emisyjnym. Musiałem zdjęć metalowe elementy. Ponieważ w koszuli miałem plastikowe guziki, nie musiałem jaj zdejmować, jedyne co musiałem zrobić, to opuścić spodnie do kolan z powodu metalowej klamry paska. Położyłem się na urządzeniu. Ułożyłem ręce pionowo za głową i podłączono mi wężyk z kontrastem do wenflonu. Od tej pory jedynym moim zadanie było leżeć nieruchomo. Pierścień we wnętrzu urządzenia rozpędził się niczym w jakimś akceleratorze cząstek, a leżanka na której spoczywałem przesuwała się raz do przodu raz do tyłu. Co jakiś czas mignął mi tylko jakiś laserowy znacznik, prawdopodobnie służący kalibracji urządzenia. Badania przebiegło szybko i sprawnie. Po kilkunastu minutach znowu miałem spodnie na pupie i zegarek na nadgarstku.  Tego dnia musiałem się też odizolować od rodziny, ponieważ byłem radioaktywny. Spędziłem więc noc w mieszkaniu babci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz