Przez ostatnie dwa tygodnie często dręczą mnie koszmary. Jestem na jakiejś imprezie. Są tam moi najbliżsi przyjaciele oraz znajomi. Zabawa odbywa się w podniszczonych i częściowo zrujnowanych katakumbach. Wszyscy razem tańczymy i dobrze się bawimy. Z mrocznego korytarza wychodzi nagle lekarka w białym fartuchu. Zakłada stetoskop i zaczyna mnie osłuchiwać oraz badać. W końcu stwierdza musisz iść ze mną prosto do szpitala. Nie jest dobrze. Wtedy się budzę. Inne sny kończą się podobnie niepokojąco, ale nie bardzo je pamiętam…
W następnym tygodniu będę miał badanie PET (Pozytonowa
Tomografia Emisyjna). Od zakończenia radioterapii minęły prawie trzy miesiące i ma to być badanie kontrolne, sprawdzające efekty leczenia. Choć czuję się coraz lepiej i ciągle pracuję nad odzyskaniem kondycji, która została niemal wyzerowana przez leczenie, ciągle podświadomie obawiam się nawrotu choroby.
Z wcześniejszych snów pamiętam jeszcze sen z Putinem sprzed dwóch tygodni. Siedział na tronie z niedbale założoną nogą na nogę. Tron był na środku placu w jakimś porcie. Putin siedział i przyzywał jakieś osobliwie wyglądające potwory. Jednego widziałem z bliska. Przypominał trochę olbrzymiego krokodyla. Z czoła wyrastała wypustko-wędka z świecącą kuleczką na końcu, taką, jaką posiadają niektóre ryby głębinowe. Na grzbiecie posiadał metalowe wypustki przypominające ostrza. Potrafił stanąć na dwóch łapach, które były zakończone orlimi szponami z błonami między palcami...


