Chodziłem po mieszkaniu. Przystanąłem przy oknie. Powinienem
być na parterze, ale widok sugerował, że znajdowałem się na ostatnim piętrze
wieżowca. Wiedziałem, że znajduję się na swoim rodzinnym osiedlu, tylko widok
był inny. Nie było bloków, wieżowców i ulic, a łąki i pola.
Na południu zaś
dostrzegłem leniwie wijący się strumyk, a dalej rozległe lasy. Znowu przemierzałem domowe pomieszczenia i
dostrzegłem drzwi, których nie powinno być. Spróbowałem je otworzyć, ale niestety
były zamknięte. Bezszelestnie pojawiła się Ona. Przestraszyła mnie dotykając
mego ramienia. Wyszeptała „Dlaczego nie wchodzisz?”. Odpowiedziałem, że
próbowałem, ale są zamknięte.
„Otwórzmy je” odparła łagodnym i kojącym głosem.
Położyłem dłoń na klamce, a Ona swoją na mojej. Drzwi uchyliły się bez oporu.
Weszliśmy razem do pomieszczenia. Znajdowało się tam kolejnych kilkanaście
drzwi. Otwieraliśmy je po kolei, a te które się nie otwierały, wyważaliśmy
wspólnymi siłami. Za każdymi drzwiami kryły się szafy. Były tam stare ubrania i
przedmioty. Niektóre z niech można śmiało nazwać antykami.
Najbardziej zapadł
mi w pamięci wielki globus w odcieniach sepii i stara lampa naftowa. Wyszliśmy
z budynku. Stary samochód zatrzymał się gwałtownie tuż przy Nas. Wzbił przy tym
tumany kurzu. Drzwi otworzył mężczyzna w średnim wieku. Na głowie miał kapelusz. Nakazującym tonem zaprosił Nas do środka i ruszył z
dużym przyspieszeniem.
Samochód mimo archaicznego wyglądu, napędzany był
elektrycznie. Lawirowaliśmy po wiejskich drogach. Tuż przed zakrętem
zjechaliśmy z drogi i zatrzymaliśmy się za zaroślami. Po chwili drogą
przejechały transportery opancerzone. Wiedziałem, że to mnie szukają, ale nie
miałem pojęcia dlaczego. Gdy się oddaliły, ruszyliśmy w dalszą drogę i
dojechaliśmy do centrum miasta.
Kamienice były zupełnie inaczej wykończone.
Zapamiętane przeze mnie secesyjne elewacje przypominały teraz barokowe, z
bogatymi zdobieniami i wykończone złotą farbą. Przed jedną z kamienic siedziało jury. Naprzeciwko
zaś kandydaci, którzy właśnie w skupieniu wypełniali testy. Byłem ciekawy co to
za casting i kogo szukają. Ich odpowiedzi nie były zbyt jasne.
Mówili coś o
Internecie i telewizji. Dali mi nawet ulotkę, ale była tak zrobiona, że szybko
się pokruszyła i rozpadła. Przeszedłem obok nich i wstąpiłem do najbliższej
kamienicy. Korytarz był zaniedbany, a farba na ścianach łuszczyła się i
odpadała. Na suficie migała świetlówka świecąca zielonym światłem. Czułem atmosferę zepsucia i niepokoju. Wszedłem
łukowatym wejściem do wielkiej sali. Panował tam zupełnie inny klimat.
Pomieszczenie było jasno oświetlone i pokryte kolorowymi roślinami.
Można by to
miejsce śmiało nazwać Baśniowym Ogrodem i chyba właśnie tak się nazywało.
Dostrzegłem Elfkę w zielonej sukni. Sadziła konwalie i tulipany. Wyglądała na strapioną. Wyjaśniła mi, że
tworzy właśnie przedszkole, ale rodzice widząc korytarz, nie zostawiają swoich
dzieci pod jej opieką. Próbowałem ją pocieszyć i pomogłem przy sadzeniu
kwiatów.
Jakieś dwie dziewczynki przeszły przez korytarz i zachwyciły się
przedszkolem. Ucieszyła się. Po chwili jednak spojrzała na mnie jakby sobie o
czymś przypomniała. Spytała się, gdzie jest Ona i dlaczego Jej nie ma przy
mnie…








