Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2012

Słodki sen


Dyrektor fabryki czekolady oprowadzał mnie po zakładzie. Przemierzaliśmy rozległe hale z wielkimi kadziami wypełnionymi płynną, brązową masą. Wielkie maszyny produkowały batony, pralinki i cukierki. Były ich setki o różnych kolorach i smakach. Przejeżdżały na taśmach transmisyjnych przez słodkie wodospady czekolady. 
Samej czekolady były dziesiątki odmian, zaczynając od białej, przez mleczną, gorzką, a kończąc na  przeróżnych kombinacjach tychże. Dyrektor zachęcał mnie do degustacji i prosił o wyrażenie opinii na temat ich smaku. Szczególnie zasmakowały mi praliny w delikatnej, białej i kruchej czekoladzie. 
Wyszliśmy na wewnętrzny dziedziniec. Charakterystycznym elementem był wysoki komin zbudowany z ciemnożółtej cegły o kilkunastometrowej średnicy. Nagle usłyszałem alarm i wszyscy pracownicy zaczęli wbiegać na komin po krętych metalowych schodach, wijących się wokół niego. Wbiegłem za nimi, trzymając się mocno poręczy. Z góry widziałem meandrującą i dziką rzekę przepływającą tuż obok fabryki. 
Z innej strony dostrzegłem domki jednorodzinne, a niedaleko także swój dom. Alarm w końcu ucichł, więc zeszliśmy i kontynuowałem zwiedzanie fabryki łakoci. Ekipa sprzątająca kończyła sprzątać dziedziniec z fali słodkiej czekolady, która go wcześniej zalała...

piątek, 6 stycznia 2012

Awaria


Mój komputer uległ awarii. Wyczerpałem wszystkie znane mi sposoby jego naprawy. Przyszedł do mnie przyjaciel i przyniósł batoniki mające kształt pamięci RAM otoczonej radiatorami. Oblane były białą czekoladą. Po chwili mój komputer się uruchomił, ale system operacyjny był jakiś inny. Przypominał ten, który jest instalowany na Macach. W lewym górnym rogu ekranu pojawił się napis iPad. Przyszedł do mnie inny kolega i nagle otworzyła się przeglądarka z kilkoma zakładkami. Były tam uruchomione jakieś proste gry i muzyka streamingowana online.
Znalazłem się na starym rynku w jakimś starym mieście. Kamienice były stare, ale w bardzo dobrym stanie. Miejsce to tętniło życiem mimo późnej nocy. Tłumy ludzi przelewały się przez wybrukowany plac. Wszyscy byli ubrani w eleganckie stroje wiktoriańskie. Na niebie pojawił się jakiś kształt. Opadał powoli. Z małego punktu stał się jakąś postacią przyczepioną do białego, okrągłego spadochronu. Człowiek ten wylądował niedaleko mnie, ale nim zdążyłem mu się lepiej przyjrzeć, opadła na niego czasza spadochronu. Kotłował się przez jakiś czas pod płócienną tkaniną, aż w końcu udało mu się z niej uwolnić. 
Mężczyzna był przebrany za Draculę. Przypominał powszechnie znany wizerunek Vlada Tepesa. Nagle podbiegła ogromna, potężna kobieta, przebrana za wikinga. Ubrana była w skórę z futrem, a na głowie miała hełm z rogami. Wystawały spod niego dwa blond warkocze. Z oburzeniem wydarła się na biednego ”Vlada”, który przedstawił się jako Robert. Skulił się pod natłokiem wyzwisk zwalistej kobiety. Nie spodobało jej się, że tak wylądował. Co by było, gdyby każdy tak lądował. 
Postanowiłem wcielić się w rolę mediatora i po chwili razem przemierzaliśmy wąskie alejki uroczego miasta. Niektóre mijane kamienice był wybudowane na wzór pruski, z drewnianymi belkami zatopionymi w mury. Inne były zbudowane w stylu secesyjnym, a jeszcze inne jakby wyjęte ze średniowiecza. Udaliśmy się do dekadenckiej knajpki urządzonej w obszernej piwnicy. Znajdowały się tam wielkie beczki piwa, a także bardziej kameralne odnogi ze stolikami stylizowanymi na wzór gotycki.
 Po chwili kelnerka  w bufiastej sukni przyniosła nam kieliszki z płonącym absyntem. Wypiłem go i znalazłem się w pociągu ze swoim komputerem i monitorem pod pachą. Pociąg był nietypowy. Mógł mieć z piętnaście metrów szerokości, a jego długość, aż trudno by było sobie wyobrazić. Zostawiłem sprzęt w przedziale i po chwili odnalazł mnie mój przyjaciel. Udaliśmy się razem do bufetu. Nad ladą była metalowa siatka. Sprzedawca grał z kelnerką w karty. Wyglądali jakby siedzieli w klatce. Niechętnie wstał na widok klientów. Był chudy i odzywał się w sposób bardzo opryskliwy.
 Sprawiał wrażenie, że klienci byli dla niego złem koniecznym, które niechętnie, ale musiał tolerować. Kupiliśmy ciastka z kremem. Wyglądały trochę jak bagietki z ciasta francuskiego. W środku miały nadzienie z delikatnego waniliowego kremu i odrobiny marmolady. Były bardzo dobre. Wracając przedzieraliśmy się przez labirynt korytarzy z przesuwnymi drzwiami. W końcu dotarliśmy do naszego przedziału. Siedziały tam cztery dziewczyny, a właściwie siedziały trzy, a czwarta leżała im na kolanach. 
Grały na gitarze i śpiewały strasznie przy tym fałszując. Przyjaciel powiedział, że wyjeżdża za granicę. Nie będzie go między szóstym, a szesnastym. Udaje się do Meksyku...