poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Wyścig osobliwie medyczny

Wraz z moim przyjacielem A. braliśmy udział w wyścigu. W pierwszym etapie był to rajd między gliniankami i strumieniami. Mój przyjaciel kierował, a ja byłem pilotem. Udało nam się go wygrać. Na mecie czekało na nas kilku znajomych oraz czarnowłosa półazjatka. Drugi etap wyścigu był dużo bardziej nietypowy. Trzeba było wsiąść do pojazdu będącego połączeniem gokarta i wózka sklepowego. Troszkę przypominał pojazd Buggy. Każda para zawodników dostawała jeszcze bijące świńskie serce i należało przejechać odcinek zanim przestanie bić. A. odebrał telefon. Byłem na tyle
blisko, że słyszałem rozmowę. Jakiś jego znajomy odebrał w jego imieniu list polecony i było w nim zawiadomienie o wystawieniu listu gończego. A. się załamał, ale powiedziałem mu, by się nie martwił, że go ukryję. Nie był w stanie prowadzić, więc zaofiarowałem się, że pojadę sam. Udało mi się ukończyć etap chyba na drugim lub trzecim miejscu. Było to o tyle trudne, że ręką w której trzymałem bijące i ciepłe serce,
musiałem jednocześnie zmieniać biegi. Na mecie podbiegła do mnie ciemnowłosa półazjatka i była zafascynowana sercem, które ciągle jeszcze biło. Wystawały z niego tętnice i żyły. Po chwili podszedł do nas stary, siwy i lekko zgarbiony mężczyzna. Otworzył szeroko buzię i zobaczyłem, że ma w gardle dziurę na wylot o średnicy pięciozłotówki. Krawędzie rany były przypalone. Dziewczyna oniemiała z zachwytu. Okazało się, że właśnie się rozpoczął bardzo osobliwy zjazd medyczny.

1 komentarz:

  1. Myślę, że duży wpływ na treść tego snu miał artykuł, który czytałem przed snem.

    http://wyborcza.pl/1,75476,14489852,To__muzeum__oficjalnie_nie_istnieje__Sa_tego_powody___.html?as=1

    OdpowiedzUsuń