wtorek, 11 listopada 2014

Dwie Ziemie


Słońce zaszło i powoli zaczynało się ściemniać. Wielka tarcza drugiej Ziemi wypełniała niebo. Wydawało się, że jej krawędź styka się z horyzontem, a sama jej tarcza lekko faluje jak tafla wody smagana wiatrem. Większość ludzi udała się na nią, rozbierając miasta w celu pozyskania zasobów potrzebnych na tą podróż. Pozostały jedynie ruiny, rdzewiejące stalowe belki wystające z ziemi, niczym kości ogołoconych miast. Na planecie pozostali jedynie starcy, dzieci, chorzy
fizycznie i szaleńcy. Pozostałem mając przeczucie, że druga Ziemia jest tylko iluzją. Fatamorganą zwodzącą naiwnych obietnicą zaczęcie wszystkiego od nowa. Obawiałem się, że ci wszyscy nieszczęśnicy wyruszyli w podróż bez powrotu i utkną bez paliwa w kosmicznej próżni. Ziemia zaś stała się przeraźliwie pustym miejscem. Widziałem w oddali dzieciaki chowające się pod kartonami. Walczyły o przetrwanie unikając obłąkanych szabrowników, którzy pozostali na planecie. Doszedłem do domu i zastałem tam Velociraptora. Jest to mały drapieżny dinozaur, bardzo szybki i zwinny. Był okaleczony, tak jakby go
ktoś potraktował miotaczem ognia, a jego oko się zagotowało i pękło. Na początku się go przestraszyłem. Myślałem, że mnie zaatakuje. Po chwili zauważyłem jednak, że to on jest skrajnie przerażony. Oczyściłem mu rany, a on zaczął się do mnie łasić jak pies.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz