piątek, 24 października 2014

Kosmiczny konwój


Coś niedobrego wydarzyło się na Ziemi. Resztki ludzkości utworzyły wielką flotyllę statków kosmicznych. Ogromny konwój tworzyły tysiące statków. Byłem kapitanem największej jednostki. Była to ogromna stacja kosmiczna o nazwie "D Star". Kształtem przypominała dziecięcą zabawkę, wielkiego bąka, a zewnętrzne poszycie miało blado seledynowy kolor. Ponieważ miała napęd, stała się największym statkiem. Jednostką flagową. Miałem tytuł
"Strażnika". Wydawał się być bardzo prestiżowy. Prowadziłem tą kosmiczną karawanę w kierunku pobliskiej mgławicy, opalizującej chmury pyłu. Wlatując w nią znalazłem się przed szeregiem pierścieni z zakrzywionej czasoprzestrzeni. Pierścienie miały zróżnicowaną średnicę, ale tworzyły
coś w rodzaju nieregularnego tunelu. Jeden z pierścieni przez który przelecieliśmy miał niebezpiecznie małą średnicę. Krawędź stacji zahaczyła o niego i nastąpiło momentalne odkształcenie kadłuba, tak jakby umieszczono na nim ogromną niewidzialną masę. Ktoś powiedział, że uszkodzeniu uległy pompy paliwowe i pomost cumowniczy.

sobota, 27 września 2014

Szach! Ale nie mat...

Trzy miesiące temu zakończyłem radioterapię. Tydzień temu z hakiem miałem badanie kontrolne PET (Pozytonowa Tomografia Emisyjna). Są też już jej wyniki zinterpretowane przez multidyscyplinarną komisję lekarską. Ustaliła ona, że pozostała nieaktywna masa w okolicy mostka o wymiarach 27x58x97 mm i pewnie tak już zostanie. Jest większa o 1 cm od tego co było przed radioterapią, ale lekarka powiedziała, że może to być obrzęk po radioterapii. Podobno przy tak dużych nowotworach jak mój, takie nieaktywne guzy pozostają i o ile nie powodują uciążliwych dolegliwości, to tak je zostawiają. Trzeba je tylko obserwować, czy nie zaczynają się nagle mocno rozrastać, bo może
Rozbawiło mnie :)
świadczyć to o nawrocie choroby. Wyczuwam ją, gdy mocniej nacisnę obszar między żebrami, tuż poniżej mostka. Poza tym radioterapia uszkodziła mi tkankę kostną w kręgosłupie, ale to typowy efekt uboczny leczenia. Uproszczając, jest dobrze, a jeśli nic się nie zmieni przez 5 lat to zostaną uznany za wyleczonego. Jeśli chodzi o samopoczucie to też jest dobre i staram się być aktywny fizycznie, by jak najszybciej odbudować swoją kondycję :)

środa, 24 września 2014

Co potrafimy zrobić przez sen?

"Jak wynika z wcześniejszych badań (ale też zapewne własnych doświadczeń każdego z nas), podczas snu reagujemy na głośniejsze dźwięki, jasne światło, silniejsze zapachy, czy dźwięk naszego imienia. Francuscy i brytyjscy naukowcy postanowili sprawdzić, czy we śnie możemy także wykonywać bardziej złożone czynności."
Co potrafimy zrobić przez sen? 

wtorek, 16 września 2014

Jak śnią niemowlaki...

"U maluszków bardzo dużo jest fazy REM. Badacze noworodkowych mózgów odkryli, że architektura niemowlęcego snu bardzo różni się od tej naszej, dorosłej. Okazuje się, że ich mózgi pozostają aktywne we wszystkich fazach snu i czuwania. A nawet śpiąc, odbierają bodźce z otoczenia."
Co się śni niemowlakom? Śpią inaczej niż dorośli... 

niedziela, 14 września 2014

Koszmary...

Przez ostatnie dwa tygodnie często dręczą mnie koszmary. Jestem na jakiejś imprezie. Są tam moi najbliżsi przyjaciele oraz znajomi. Zabawa odbywa się w podniszczonych i częściowo zrujnowanych katakumbach. Wszyscy razem tańczymy i dobrze się bawimy. Z mrocznego korytarza wychodzi nagle lekarka w białym fartuchu. Zakłada stetoskop i zaczyna mnie osłuchiwać oraz badać. W końcu stwierdza musisz iść ze mną prosto do szpitala. Nie jest dobrze. Wtedy się budzę. Inne sny kończą się podobnie niepokojąco, ale nie bardzo je pamiętam…
 

W następnym tygodniu będę miał badanie PET (Pozytonowa
Tomografia Emisyjna). Od zakończenia radioterapii minęły prawie trzy miesiące i ma to być badanie kontrolne, sprawdzające efekty leczenia. Choć czuję się coraz lepiej i ciągle pracuję nad odzyskaniem kondycji, która została niemal wyzerowana przez leczenie, ciągle podświadomie obawiam się nawrotu choroby.
 

Z wcześniejszych snów pamiętam jeszcze sen z Putinem sprzed dwóch tygodni. Siedział na tronie z niedbale założoną nogą na nogę. Tron był na środku placu w jakimś porcie. Putin siedział i przyzywał jakieś osobliwie wyglądające potwory. Jednego widziałem z bliska. Przypominał trochę olbrzymiego krokodyla. Z czoła wyrastała wypustko-wędka z świecącą kuleczką na końcu, taką, jaką posiadają niektóre ryby głębinowe. Na grzbiecie posiadał metalowe wypustki przypominające ostrza. Potrafił stanąć na dwóch łapach, które były zakończone orlimi szponami z błonami między palcami...

wtorek, 26 sierpnia 2014

SEN z Lorda Byrona

Dwoiste życie nasze: sen ma świat udzielny
Śród otchłani, nazwanych bytem i nicestwem,
Nazwanych, lecz nieznanych, - sen ma świat udzielny,
Z rzetelną władzą rządząc nad marnym królestwem.
Mary i życie biorą, i postaci noszą,
Rozczulają i dręczą, i łechcą rozkoszą.
Troski dzienne ciężarem przywalają sennym
I ujmują ciężaru naszym pracom dziennym.
One się do istoty naszej mogą wcielić,
Zabrać połowę czasu i byt nasz podzielić.
Jak posłańce wieczności - błysną i przepadną,
Jako przeszłości duchy - często przyszłość zgadną,
Jak wróżące Sybille - ciemność do ich ręki
Składa tyrańskie berło rozkoszy i męki.
One, gdy zechcą, na to przerobić nas mogą,
Czym nie byliśmy nigdy; - one rażą trwogą,
Wywołując cień z grobów. - Więc mary są cienie?
Przeszłość nie jestże cieniem? czymże jest marzenie?
Robotą duszy, - dusza może wyprowadzić
Z nicestwa światy nowe i na nich osadzić
Doskonalsze od ziemskich kształty promieniste,
Wlać im duch trwalszy, niźli w ciała rzeczywiste.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Zalane miasto

Płynąłem łódką. Wokół mnie rozciągały się ruiny zalanego miasta. Musiało to nastąpić dawno temu, ponieważ resztki budynków zaczęły oplatać rośliny. Niektóre tylko cienką warstwą pomalowały na zielono mchy i porosty. Woda stała w miejscu. Była mętna i gęsta od kwitnącego w niej życia.
Dopłynąłem do wielkiej betonowej kopuły. Wpłynąłem do małej zatoczki wżerającej się w głąb kopuły. Były tam piętrowe platformy, do których można było przymocować łodzie, zależnie od poziomu wody. Wszedłem do środka. Żyjąca tam społeczność w dużej mierze składała się z kobiet. Wszystkie były ubrane w jednakowe
ciemnoniebieskie mundury. Różniły się jedynie przypiętymi symbolami, które określały miejsce w społecznej hierarchii. Swobodnie przemierzałem rozległe trzewia budowli. Doszedłem do wielkiej auli. Ktoś rozszczelnił zewnętrzne grodzie i do sali wlała się woda. Ludzie byli tym uradowani i beztrosko pływali. Pobiegłem do siedziby wyższych oficerów, a właściwie dziewięciu
oficerek, bo były to wyłącznie kobiety. Zastałem je, jak zażywały kąpieli w niewielkim, prostokątnym, acz dość głębokim baseniku. Wyłożony był drobną, błękitną mozaiką, a na jego dno prowadziły schody. Panie śmiały się głośno i dopiero po chwili dostrzegły moją obecność. Zamilkły by wysłuchać mojej relacji i nieskrępowane swoją nagością, pobiegły oburzone
wprost do zalanej auli. Z wymiany zdań wywnioskowałem, że oburzenie wynikało z faktu, że zwykli szeregowi obywatele mają większy basen od nich. Udałem się na targ staroci. Liczne stoiska i kramiki tworzyły zawiłą sieć alejek przykrytych barwnymi płachtami. Widziałem stare naczynia z brązu, stoiska ze świecami z prawdziwego pszczelego wosku i pordzewiałymi
wojskowymi akcesoriami. Wydaje mi się, że szukałem biżuterii dla bliskiej mi osoby. Spotkałem swojego kolegę A. Poprosił bym mu przegrał jakieś dwie gry i podał mi starą dyskietkę. Zdaje mi się, że chodziło mu o gry związane z piłką nożną. Po chwili napotkałem swoją babcię. Koniecznie chciała zajść do fryzjera. Weszliśmy więc do pierwszego napotkanego zakładu fryzjerskiego. Obsługiwał go starszy mężczyzna w
okularach z potarganą fryzurą i papierosem w ustach. Nie budził mojego zaufania, ale babcia ochoczo usiadła na fotelu. Fryzjer założył jej na głowę wojskowy hełm przecięty w połowie, tak, że wystawał z niego czubek głowy. Mężczyzna wziął maszynkę i zaczął golić babci wystającą cześć głowy na łyso. Zdjął hełm i pokazał babci efekt swojej pracy. O dziwo, babcia była zachwycona tą dziwaczną fryzurą i wychwalała
niebywałe zdolności fryzjera. Wyszliśmy i przeszliśmy obok kliniki, która została przekształcona w sklep obuwniczy, ale stary szyld pozostał. Nagle babcia sobie zażyczyła, byśmy zaszli do kosmetyczki, by jej nakremowała i wymasowała stopy. Zaprowadziłem ją do najbliższego salonu kosmetycznego i poszedłem dalej. Usłyszałem krzyki mojego przyjaciela Ł. z wnętrza jednego z domów. Wszedłem i po poszukiwaniach odkryłem, że wpadł do kamiennej studni w przedpokoju. Zacząłem
szukać pomocy lub czegoś, co pomogłoby go wydostać. W kuchni znalazłem swoją siostrę. Siedziała, przy komputerze i robiła w nim porządki. Potem weszła jakaś dziewczyna w kręconych włosach. Powiedziała, że pomoże przyjacielowi, ale dopiero po przyjęciu. Zaczęli schodzić się goście, co dziwne przeważnie pary męsko-męskie. Patrzyli się na mnie tak jakbym się im podobał i zapraszali mnie do stołu. Nie miałem jednak zamiaru korzystać z ich zaproszenia. Kilkakrotnie jakiś facet przechodził obok mnie i niby przypadkowo mnie dotykał. Bardzo mi się to nie podobało. Napawało mnie to wręcz
obrzydzeniem. Wolałem przebywać raczej w kuchni. Spojrzałem jeszcze raz do studni i dostrzegłem, że ze ścian wystają końcówki belek. Odłączyłem kabel sieciowy od komputera w kuchni i zrobiłem na jego końcu pętle.  Wrzuciłem do studni i krzyknąłem by się nim obwiązał i zaczął wspinać po balach, a prowizoryczna lina miała służyć asekuracji.

czwartek, 10 lipca 2014

Kilka snów z kilku dni...

Sprzed 3 dni - Wiedźmin


Byłem wiedźminem i szkoliłem młodych wiedźminów. Potrafiłem się niezwykle dobrze komunikować z drzewami i zwierzętami. Wpajałem młodym szacunek do nich.

Sprzed 2 dni - Gra o Tron



Byłem jednym z aktorów na planie filmowym. Odgrywałem wojownika. Robiłem wszystko, by rozbawić całą ekipę, kamerzystów, scenarzystów i reżysera. Przemierzając ciemne i wilgotne komnaty starego i potężnego zamku, znalazłem dziwny przedmiot. Podniosłem go i z pieczołowitym zainteresowaniem oglądałem baterię typu AA. Potem znalazłem dziwną srebrną monetę. Miała dziurkę w środku i dziwny nominał 39 koron.

Wczorajszy - W biegu…

Pojechałem do Niej. Mieszkanie wyglądało jakoś inaczej i było bliżej centrum miasta w kamienicy. Jej współlokatorka W. pochwaliła się swoim nowym zwierzakiem. Był to York miniaturka. Wychwalała jego urodę pod niebiosa i prosiła wszystkich by go głaskali. W mieszkaniu była też Jej siostra oraz dużo koleżanek. Był też chłopak z którym rozmawiała, który przypominał mi mojego kolegę Wiktora sprzed może 8 lat, jak miał bujną czuprynę. Musiał jechać i wszyscy postanowiliśmy go odprowadzić na dworzec kolejowy. Już miałem wychodzić, gdy zatrzymał mnie mój ojciec, który miał do mnie jakieś absurdalne pretensje. Zaczął mnie przytrzymywać, ale w końcu udało mi się wyrwać z jego uścisku. Wybiegłem szybko by dogonić resztę towarzystwa, niestety nie zdążyłem, a drzwi autobusu zatrzasnęły się za nimi. Pojechałem innym. Przez szybę zobaczyłem ,że czekają już na przystanku na autobus powrotny. Wyskoczyłem i szybko przebiegłem na drugą stronę ulicy. Niestety gdzieś odeszli. Szedłem więc drogą, którą uważałem za właściwą i po jakimś czasie zobaczyłem Ją jak siedzi na głazie, na zboczu skalistego wzgórza. Miała rozmazany makijaż. Przede mną stanęła wielka jaszczurka, przypominająca zieloną Agamę, ale wielkości Legwana z Komodo. Musiałem ją chwycić za ogon i odciągnąć, bo tarasowała jedyną drogę. Potem napotkałem jeszcze wielkie kolorowe węże. Kiedy się przedarłem, nie było już Jej na głazie. Dotarłem do skarpy z betonowym tarasem pomalowanym na biało. Stał tam mój przyjaciel Ł. i pokazał palcem, że Ona jest tam na dole. Było bardzo wysoko i się bałem, ale postanowiłem pokonać strach i skoczyłem najpierw na niższy taras, który był oddalony o wysokość mniej więcej dwóch pięter, a potem na jeszcze kolejny i zjechałem po czymś przypominającym szeroki wspornik. Będąc już na dole wbiegłem do wskazanego wcześniej budynku. Błądziłem po labiryncie korytarzy, aż spotkałem Jej siostrę. Wskazała, że jest w delfinarium. Minąłem wycieczkę, odnosząc wrażenie, że to są Jej podopieczni. W pomieszczeniu za szklaną szybą zobaczyłem Ją. Miała jeszcze bardziej rozmazany makijaż, a po Jej policzkach ciekły strumienie łez. Przytuliłem Ją mocno i zapytałem co się stało. Pokazała mi ślad po ukłuciu i jakąś kopertę, chyba z jakimiś wynikami. Ciągle płakała wtulając się, ale nie zdążyła mi nic wyjaśnić, bo się obudziłem…


Ten sen był niezwykły, bo budziłem się w nocy wielokrotnie i za każdym razem sen był kontynuowany. Niestety pomimo prób kolejnego zaśnięcia i nadziei, na wyjaśnienie wszystkiego w kolejnym śnie, nie udało mi się ponownie zasnąć.
Nie mam też za dużo czasu, do domu zajechałem tylko na chwilę, więc tym razem bez obrazków…

niedziela, 6 lipca 2014

Operacja…

Odwiedził mnie kolega ”Szachista”, z którym nie widziałem się już od wielu lat. Chciał pożyczyć ode mnie jakąś książkę. Zacząłem więc przeglądać swoje księgozbiory. Powyciągałem zewnętrzne rzędy książek i zacząłem na nowo odkrywać schowane i zapomniane już woluminy. Po chwili zebrała się mała wieża książek, które chciałbym przeczytać, ale tej poszukiwanej nie znalazłem. Odnalazłem jednak „Siły rynku” Richarda
Morgana, książkę którą kiedyś zacząłem czytać, a która zaginęła podczas przedświątecznych porządków. Miała charakterystyczną okładkę z dominującą czerwienią. Wielokrotnie jej poszukiwałem, niestety bezskutecznie.
Szedłem na autobus wraz z siostrą i siostrzenicą. Widziałem, że autobus stoi na przystanku i zaczęliśmy biec. Wskoczyłem jak już ruszał, dosłownie w ostatniej chwili, ale siostra z dzieckiem niestety zostały w tyle. Autobus to stary przegubowy Ikarus. W tylnej części miał wyrwany dach, więc przeszedłem do przodu.. Usiadłem na

skórzanym fotelu. Za mną siedział bardzo zamknięty w sobie chłopak z brodą i kręconymi włosami. Naprzeciwko mnie natomiast jakiś pijaczek, który coś bełkotał. Nagle wstał i zaczął nachalnie prosić współpasażerów o pieniądze na wino. Wstałem by go uspokoić i nagle poczułem ostrze wbite w plecy. Odwróciłem się i dostrzegłem chłopaka wybiegającego z autobusu, a za nim zamknęły się drzwi. Usiadłem i spokojnie poczekałem, aż autobus dojedzie do szpitala. Wysiadłem i poszedłem do dość dużej szpitalnej sali. Po chwili odwiedziła mnie
babcia. Powiedziała, że ma dla mnie prezent i po chwili wniesiono do sali kanapę. Pokazała mi guziczki i okazało się, że rozkłada się automatycznie, oraz automatycznie ścieli. Po chwili poproszono mnie bym przyszedł na blok operacyjny. Położyłem się na stole, a chirurdzy bez znieczulenia otworzyli mi klatkę piersiową. Postanowiłem zadzwonić do Niej. Czekając na połączenie, chirurdzy robili swoje i po chwili wyjęli
mi serce. Pokazali otwór po ostrzu w jednej z komór i zaczęli zszywać nicią krawiecką. Krew zabawnie mi chlupotała, gdy kiwałem się zniecierpliwiony na stole. Gdy odebrała powiedziałem, że chwilowo jestem bez serca, ale już mnie naprawiają. Miała zaniepokojony głos i pytała się, czy to przypadkiem nie jest niebezpieczne. Chirurg zabrał mi telefon, powiedział do słuchawki, że nie życzy sobie rozmów podczas operacji i rozłączył połączenie…

sobota, 5 lipca 2014

Szczęście II

Szczęście to harmonijny związek 
instynktu i rozumu, 
zwierzęcych popędów i rozsądnej woli, 
które przemawiając jednym głosem, 
stają się jak koła zębate 
w mechanizmie zegarowym. 
Siłą napędową maszynerii jest energia kosmiczna wprawiająca w ruch planety. 
Imię tej energii brzmi Miłość 
i to ona zapewnia ich obrót w harmonii z Całością. 
Szczęście oznacza łagodne poddanie się owej kosmicznej sile, 
wyrzeczenie się pragnień, 
które - jak błędnie wierzymy - chcemy zrealizować, 
aby nie utrudniać ruchu, 
ale go wspomagać pozwalając się unosić mocy,  
która wprawia w ruch gwiazdy...


Kiedyś już publikowałem swoją definicję szczęścia i postanowiłem ją przypomnieć...



Równo tydzień temu wydarzyło się coś niesamowitego i dla mnie niespodziewanego.
Byłem na urodzinach wspaniałej kobiety, kobiety którą kocham każdą cząsteczką swej duszy, umysłu i ciała. Kocham Ją nieprzerwanie już od jakichś pięciu lat i przez ten czas jestem całkowicie wierny temu uczuciu. Zdążyło się umocnić i mocno dojrzeć. Myślę o Niej każdego dnia i każdej godziny. Dość często gościła w moich snach. W jednym z poprzednich snów całowała mnie moja przyjaciółka. Jak to jednak ze snami bywa, urzeczywistniają się w całkiem inny, wspanialszy sposób. Pocałowała mnie ukochana jubilatka, a przyjaciółka była tego świadkiem. I nie był to pocałunek, tylko POCAŁUNEK!!! Najbardziej namiętny, dziki i żywiołowy jaki miałem okazję doświadczyć w swoim życiu. Czułem go w każdej komórce ciała, przenikał mą duszę, oplatał ją i łączył z Jej duszą, tworząc CAŁOŚĆ. Było to całkowicie spontaniczne i przyjemnie zaskakujące.
Trwał i trwał, poza czasem, poza kruchą materią naszych ciał, poza kontrolą umysłu i uczuć... Po prostu trwał w najczystszej formie. Czułem jak nasze oddechy się zsynchronizowały, a serca biły w tym samym, szalonym, mistycznym rytmie. Wiedziałem, że warto było walczyć, choćby dla tej chwili, że warto ŻYĆ!!! Nie mogliśmy się od siebie oderwać, nie potrzebowaliśmy żadnych słów. Wszelkie próby kończyły się kolejnym uściskiem i kolejnym zbliżeniem naszych spragnionych ust, tak jak Ziemia krąży w namiętnym, grawitacyjnym tańcu ze Słońcem. Widmo uciekającego ostatniego autobusu nocnego, nie miało wtedy absolutnie żadnego znaczenia ( i tak uciekł :) ). Przez te ponad pięć minut (przyjaciółka mi potem powiedziała ile to trwało), doświadczałem prawdziwego SZCZĘŚCIA!!! Zaistniało po prostu, jako stan istnienia, po prostu Byliśmy...