Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2014

Dwie Ziemie


Słońce zaszło i powoli zaczynało się ściemniać. Wielka tarcza drugiej Ziemi wypełniała niebo. Wydawało się, że jej krawędź styka się z horyzontem, a sama jej tarcza lekko faluje jak tafla wody smagana wiatrem. Większość ludzi udała się na nią, rozbierając miasta w celu pozyskania zasobów potrzebnych na tą podróż. Pozostały jedynie ruiny, rdzewiejące stalowe belki wystające z ziemi, niczym kości ogołoconych miast. Na planecie pozostali jedynie starcy, dzieci, chorzy
fizycznie i szaleńcy. Pozostałem mając przeczucie, że druga Ziemia jest tylko iluzją. Fatamorganą zwodzącą naiwnych obietnicą zaczęcie wszystkiego od nowa. Obawiałem się, że ci wszyscy nieszczęśnicy wyruszyli w podróż bez powrotu i utkną bez paliwa w kosmicznej próżni. Ziemia zaś stała się przeraźliwie pustym miejscem. Widziałem w oddali dzieciaki chowające się pod kartonami. Walczyły o przetrwanie unikając obłąkanych szabrowników, którzy pozostali na planecie. Doszedłem do domu i zastałem tam Velociraptora. Jest to mały drapieżny dinozaur, bardzo szybki i zwinny. Był okaleczony, tak jakby go
ktoś potraktował miotaczem ognia, a jego oko się zagotowało i pękło. Na początku się go przestraszyłem. Myślałem, że mnie zaatakuje. Po chwili zauważyłem jednak, że to on jest skrajnie przerażony. Oczyściłem mu rany, a on zaczął się do mnie łasić jak pies.


piątek, 24 października 2014

Kosmiczny konwój


Coś niedobrego wydarzyło się na Ziemi. Resztki ludzkości utworzyły wielką flotyllę statków kosmicznych. Ogromny konwój tworzyły tysiące statków. Byłem kapitanem największej jednostki. Była to ogromna stacja kosmiczna o nazwie "D Star". Kształtem przypominała dziecięcą zabawkę, wielkiego bąka, a zewnętrzne poszycie miało blado seledynowy kolor. Ponieważ miała napęd, stała się największym statkiem. Jednostką flagową. Miałem tytuł
"Strażnika". Wydawał się być bardzo prestiżowy. Prowadziłem tą kosmiczną karawanę w kierunku pobliskiej mgławicy, opalizującej chmury pyłu. Wlatując w nią znalazłem się przed szeregiem pierścieni z zakrzywionej czasoprzestrzeni. Pierścienie miały zróżnicowaną średnicę, ale tworzyły
coś w rodzaju nieregularnego tunelu. Jeden z pierścieni przez który przelecieliśmy miał niebezpiecznie małą średnicę. Krawędź stacji zahaczyła o niego i nastąpiło momentalne odkształcenie kadłuba, tak jakby umieszczono na nim ogromną niewidzialną masę. Ktoś powiedział, że uszkodzeniu uległy pompy paliwowe i pomost cumowniczy.

czwartek, 27 września 2012

Inside View


Wraz z grupą znajomych znaleźliśmy się przy rzece. Prowizorycznym promem skleconym z desek i beczek mieliśmy się przeprawić na wyspę. Odbywał się tam dziwny festiwal, który był połączeniem festiwalu fantastyki, takiego jak Polcon, Pyrcon czy Copernicon z festiwalem muzycznym, takim jak Castle Party. Spośród wielu prelekcji moją uwagę przykuła prezentacja Googla. Promowali swoją nową usługę o nazwie Inside View. Schludnie ubrany wykładowca uruchomił aplikację na ogromnym wyświetlaczu. Prezentacja rozpoczęła się od widoku na kulę ziemską znaną z Google Earth. 
Obraz zaczął się powiększać przechodząc przez warstwę chmur. Ukazał się zarys kontynentu, a potem miasta. Przybliżanie następowało nadal, aż cały ekran wypełnił dach pojedynczego budynku. Prowadzący entuzjastycznie powiedział, że teraz nastąpi rewolucja. Obraz znowu zaczął się powiększać i przekroczył granice domostwa ukazując jego wnętrze. W elegancko urządzonym salonie dostrzegłem jakiegoś mężczyznę drzemiącego na fotelu. Powiększanie następowało nadal i kamera wstąpiła w jego ciało pokazując jego narządy wewnętrzne. Żyły zaczęły przypominać skomplikowany rurociąg. 
Pojedyncze krwinki stały się wielkie jak światy. W końcu można było dostrzec komórki, a potem atomy. Proces powiększania postępował dalej aż zobaczyłem rozedrgane włókna. Na tym prezentacja się skończyła z zastrzeżeniem, że to jeszcze nie koniec. Udałem się na kilka koncertów nie znanych mi zespołów. Pożegnałem kolegów i koleżanki. Ku mojemu zaskoczeniu jedna z nich mnie pocałowała. Po chwili spotkałem siostrę z jej mężem. Prowadził dużą ciężarówkę i powiedział, żebym wsiadł szybko do środka, to mnie podwiezie. Patrząc po drodze przez okna spostrzegłem, że pola i lasy po obu stronach drogi są zalane mętną wodą jak podczas powodzi. 
Dojechaliśmy do jakiegoś zamku i przekroczyliśmy jego mury. Weszliśmy do jakiejś kaplicy. Ktoś przetrzymywał tam zakładników, a przy okazji odbywała się jakaś ceremonia. Nieoczekiwanie na ratunek przybyła małpa o białej sierści i wszystkich uwolniła.

niedziela, 8 lipca 2012

Orbitalna wycieczka i odroczenie końca świata…


Słońce chyliło się ku zachodowi oświetlając obce mi budynki pomarańczowym światłem. Cienie wysokich, zbudowanych na planie kwadratu bloków i kamienic, niepokojąco się wydłużały. Nie byłem w stanie rozpoznać miasta, ale dostrzegłem znajomą, brodatą twarz. Razem z kolegą skierowaliśmy swe kroki w kierunku najdziwniejszego z budynków. Miał kopulasty kształt i zbudowany był z solidnej stali o czerwonej barwie. Po naciśnięciu przycisku, z sykiem rozsunęły się solidne drzwi. 
Była to winda, którą zjechaliśmy w dół. Po ponownym rozwarciu się drzwi, ukazała się nam przestronna, okrągła sala, w której odbywała się właśnie impreza w stylu lat osiemdziesiątych. Z głośników dobiegała muzyka Depeche Mode. Kolega natychmiast zintegrował się z roztańczonym tłumem. Ja natomiast dostrzegłem kilka futurystycznych biurek na środku pomieszczenia. Zbliżając się dostrzegłem na nim liczne przyciski, joysticki i pokrętła. 
Był także spory ekran na którym poruszały się
symboliczne wizerunki latających spodków. Wszyscy myśleli, że to jakaś gra komputerowa. 
Na sprawiającym wrażenie bardzo komfortowego fotelu, leżał hełm. Włożyłem go na głowę i wygodnie zasiadłem przy konsolecie. Nagle wszystko jakby ożyło. Rozświetliły się przyciski, zapaliły światła, a całe pomieszczenie uniosło się o kilka metrów do góry niczym winda. Na  półprzezroczystym wizjerze w hełmie pojawiły się różne symbole, parametry, a przy prawym skraju mojego pola widzenia dostrzegłem schematyczny rysunek robota. 
Nastąpiło zbliżenie na jego głowę. Schematyczny, okrągły, podświetlony na czerwono dysk zacumował w miejscu, gdzie u człowieka znajdowałby się mózg. Przed sobą dostrzegłem dwa wielkie okna rozstawione niczym oczy. Za grubym szkłem dostrzegłem jedynie warstwy ziemi. Wszyscy imprezowicze usiedli na podłodze w niemym oczekiwaniu. Całą konstrukcje przeszył potężny wstrząs. Miałem wrażenie, że piasek za panoramicznymi bulajami zaczyna się przesuwać, ale symboliczne informacje na wyświetlaczu wskazywały, że to my się wznosimy. 
Po chwili przebiliśmy się przez ziemię. Przez chmurę gleby dostrzegłem zarysy miasta, które szybko zaczynało maleć. Horyzont zaczął się zaokrąglać. Wlecieliśmy w chmury, a następnie niebo pociemniało. Ukazał nam się bezkresny kosmos, a ziemia się oddalała. Weszliśmy na jej orbitę. Po chwili zbliżyły się do nas trzy, srebrzyście lśniące, latające spodki. W jakiś sposób udało mi się wyczuć płynące od nich emocje. Był to paniczny strach i niepewność. Jeden z nich wystrzelił rakietę w naszym kierunku. Pomyślałem o zniszczeniu jej i z naszego pojazdu wystrzeliła jasna wiązka energii, która ją zniszczyła. 
Kolejną reakcją obcych pojazdów było wysunięcie się działek. Nie chciałem niszczyć tych spodków. Nie czułem do nich wrogości. Wiązką energii udało mi się uszkodzić ich broń. Wycofali się pozostawiając za sobą jedynie świetlistą smugę zjonizowanego gazu w skrajnej warstwie ziemskiej atmosfery. Postanowiłem wylądować. Przeprowadziłem nasz pojazd przez atmosferę i bardzo niezdarnie zbliżyłem się do powierzchni Ziemi, karczując sporą połać gwatemalskiej dżungli. 
Wysiadłem i dopiero wtedy zobaczyłem wielkie, metalowe cielsko przypominające robota. Miał humanoidalny kształt, był czerwony i ciągle jeszcze rozgrzany po przejściu przez atmosferę. W oddali zobaczyłem wzgórze wznoszące się ponad linię drzew. Po przedarciu się przez dżunglę, dotarłem do niego. Patrząc na nie z bliska zobaczyłem kamienną piramidę pokrytą zielonym mchem. Udało mi się odnaleźć wejście. Wszystkie kosztowności dawno zostały zrabowane. 
Pozostały natomiast liczne piktogramy na ścianach. Co dziwne potrafiłem je odczytać. Były to liczne przepowiednie. Nie pamiętam ich treści, ale część z nich była datowana nawet na siódme tysiąclecie.


niedziela, 15 stycznia 2012

Duchem być…


Jechałem razem z rodziną na wycieczkę samochodem. Prowadził ojciec. Mijaliśmy pola i lasy. Nagle ojciec stwierdził, że pojedziemy skrótem. Prowadził wąską piaszczystą dróżką przez las, a potem przez pomost. Ludzie uskakiwali przed autem do wody. Potem była stroma rampa. Za pierwszym razem nie daliśmy rady podjechać i grawitacja cofnęła nas na sam dół. 
Zaproponowałem, by spróbować na pierwszym biegu i jakoś podjechaliśmy, i zaparkowaliśmy na drewnianej platformie. Był tam urządzony letni ogródek z parasolkami. Zamówiłem lody waniliowe z bitą śmietaną i karmelem. Znalazłem się w domu. Zadzwonił dzwonek, więc wstałem z kanapy i otworzyłem drzwi. Zobaczyłem Ją. Przyjechała do mnie z niespodziewaną wizytą. Bardzo miła niespodzianka. Usiedliśmy obok siebie na dywanie. 
Wyjęła swoją komórkę. Była duża i miała dwa ekrany, na całej swej powierzchni po jednym z każdej strony. Pokazała mi zdjęcia z jakiegoś wyjazdu. Był tam przepiękny ogród na dziedzińcu jakiegoś pałacu, wąskie brukowane uliczki oświetlone światłem latarń, jakieś ruiny oświetlone światłem zachodzącego słońca i morze. Zauważyłem, że robi się zmęczona i oczy Jej się same zamykają. Wziąłem Ją na ręce. 
Objęła mnie i przytuliła. Spojrzała mi  prosto w oczy i pięknie uśmiechnęła, a po chwili zasnęła. Powiedziałem Jej, że bardzo Ją kocham, ale chyba już tego nie usłyszała, zanurzyła się w świecie snów. Położyłem Ją delikatnie na kanapie i przykryłem kocem...




...pojawiłem się na stacji kosmicznej. Jakiś teleskop kosmiczny miał awarię i schodził z orbity. Gdyby wszedł w atmosferę, jakieś toksyczne substancje dostałyby się do środowiska i doprowadziły do katastrofy ekologicznej. Do stacji był zadokowany statek, który miał go naprawić. Problem w tym, że nie miał dość paliwa, by go dogonić. O całej sytuacji wiedziałem tylko ja i kobieta, która była dowódcą misji. Wszystko było tajne i reszta załogi nie mogła się o tym dowiedzieć. Wpadłem na pomysł jak rozwiązać problem, ale nie mogłem o tym mówić. Stacja była na tyle mała, że nawet szept był słyszany w każdym jej zakamarku. Odciągnąłem panią kapitan na bok i podryfowaliśmy w najdalszy skraj stacji. Spisałem swój pomysł na kartce. 
Polegał on na tym, by  wprowadzić stację w szybki ruch wirowy i w odpowiednim momencie odczepić statek, by został wystrzelony jak z procy. Przeciążenie wewnątrz stacji byłoby znaczne i nieprzyjemne, ale powinniśmy to wytrzymać. Wyszeptała: genialne i niespodziewanie mnie pocałowała. Szybko oddaliła się by zacząć realizować plan...



...znalazłem się w kościele i poszedłem do spowiedzi. Niestety ksiądz był stary i przygłuchy. Musiałem wykrzyczeć swoje grzechy na cały kościół. Jako pokutę dostałem dzień postu i trzy zdrowaś Maryjo...




...byłem w jakiejś restauracji. Wokół długiego stołu, przykrytego białym obrusem i bogato zastawionego jedzeniem, siedzieli jacyś ludzie. Miałem wrażenie, że to rodzina, ale nikogo nie mogłem rozpoznać. Wszyscy wydawali się być obcy. Usiadłem na wolnym siedzeniu, ale przeniknąłem przez nie. 
Chciałem wziąć coś do zjedzenia, ale nie byłem w stanie niczego chwycić. Próby komunikacji z kimkolwiek kończyły się fiaskiem, tak jakby nikt mnie nie dostrzegał. Nagle jakaś kobieta zaczęła się dusić. Złapała się za serce i upadła na podłogę. Podszedłem do niej. Dostrzegła mnie i zwróciła po imieniu, w tym momencie rozpoznałem ją.
Była to jedna z dalszych ciotek. Ktoś zaczął ją reanimować. Podniosła się, zakasłała trochę i znowu zaczęła jeść jakąś wykwintną potrawę. 
Znów stała się obca i mnie nie dostrzegała. Nikt mnie nie dostrzegał…