Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małpa. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 grudnia 2014
Planeta małp
Wokół mnie było pełno ludzi. Reżyser kłócił się ze scenarzystą, a operatorzy ze zniecierpliwieniem chodzili z wielkimi kamerami. Technicy przenosili tony sprzętu. Mieszkanie zmieniło się w plan filmowy. Wszyscy gromadzili się na balkonie i przy oknach.
Przedsięwzięcie wyglądało na wysokobudżetowe. Zerkając przez okno widziałem aktorów, którym poprawiano makijaż i setki małp. Wszystkie miały na sobie skafandry kosmiczne ze szklanymi hełmami. Małpy wydawały się dużo bardziej zdyscyplinowane oraz skoordynowane niż aktorzy będący przedstawicielami
Homo Sapiens Sapiens. Sprawiały też wrażenie niebywale inteligentnych, a każdy ich ruch przejawiał znamiona precyzyjnej celowości. Zbierały wszystkie metalowe elementy jakie napotkały, a z mieszkań wynosiły elektronikę. Odnosiłem wrażenie, że aktorzy nieudolnie próbowali się ustawiać wśród nich według jakiejś absurdalnej fabuły. Całe to filmowanie
wydawało się jakąś farsą. Wyszedłem z domu i nadepnąłem na model samochodu sportowego, minimalnie większego od stopy. Jacyś kaskaderzy przyczepili sobie po jednym takim do każdej stopy i ścigali się ze sobą jak na wrotkach.
Wskoczyłem na model, który miałem przed sobą i po chwili zacząłem wymijać kaskaderów, bez problemu ich wyprzedzając i wykonując przy tym karkołomne ewolucje. Byli tym zaskoczeni i mimo wysiłków nie potrafili mnie dogonić…
piątek, 11 stycznia 2013
Średniowieczna kamienica, świątynia i małpy...
Byłem na wycieczce zagranicznej, chyba we Francji.
Towarzyszyli mi rodzice oraz wujek ze Śląska. Mieliśmy zwiedzać zabytkową kamienicę.
Robiłem dużo zdjęć detali takich jak: kołatka w kształcie głowy lwa, zdobienia
okalające okna, rzygacze w formie małych demonów. Weszliśmy do środka i każdy z
nas dostał słuchawkę z której można było usłyszeć komentarz lektora opisujący
zabytek. By usłyszeć go w języku polskim, należało nacisnąć przycisk z numerem
7. Z holu odjeżdżała mini ciuchcia, jako atrakcja dla najmłodszych.
Postanowiłem sam obejść to miejsce własnym tempem. Wyszedłem do ogrodu, a jego
urokliwość mnie zachwyciła. Pnącza w jesiennych odcieniach czerwieni i żółci
wspinały się i oplatały stary budynek. Krzewy były elegancko przycięte,
wielokolorowe kwiaty tworzyły geometryczne wzory. Przysiadłem na ławce przy
stawie. Przyszli tam również obecni właściciele kamienicy (w rzeczywistości to
właściciele osiedlowego sklepiku w którym obecnie jest remont). Po chwili
odezwała się słuchawka i wysłuchałem wiadomości, że czas już kończyć
zwiedzanie.
Wsiadłem do auta. Było czerwone, a w środku znajdowało się sześć
miejsc. Trzy z przodu i trzy z tyłu. Samochód bardzo dziwnie się prowadziło.
Miałem problemy z całkowitym wyhamowaniem. Zbliżając się do przejścia dla pieszych, musiałem
otworzyć drzwi i wyhamowywać pojazd nogą. Reagował też z opóźnieniem na skręt,
przez co lekko zarysowałem jakieś inne auto. Dojechałem w końcu do jakiejś
świątyni. Wysiadłem, wziąłem auto pod pachę i wniosłem je po schodach do środka (jakoś
mnie wtedy to nie dziwiło i wydawało się czymś normalnym). Odłożyłem je w
przedsionku tuż obok kilku innych. Świątynia była ogromna, zbudowana na planie
kwadratu z zaokrąglonymi narożnikami. Ołtarz był na podeście, na samym środku
świątyni.
Na ścianach znajdowało się dużo starych obrazów, poczerniałych od
dymu świec. Stało też sporo rzeźb. Zwiedzając to miejsce czułem się jak w
jakiejś galerii lub muzeum. Kiedy wyszedłem, wynosząc ze sobą auto, zauważyłem
czekających na mnie znajomych. Mój przyjaciel przedstawił swoją nową dziewczynę.
Była wysoka i miała niesamowicie długie, rude włosy sięgające aż do kolan. W
sumie było nas ośmioro i jakoś upchnęliśmy się do pojazdu. Przyjaciel
zaproponował, że poprowadzi. Zamiast patrzeć na drogę, co chwilę spoglądał na
niewiastę siedzącą obok i przejeżdżał na czerwonych światłach. Po zwróceniu mu uwagi,
w końcu zaczął się na nich zatrzymywać.
Podczas jednego z takich postojów
zobaczyłem przez okno pewnego chłopaka o latynoskiej urodzie. Ubrany był w
popielaty prochowiec i rzucał jakąś szmatą. Przechodnie podnosili ją, a wtedy
wypadało z niej kilka kości do gry. Podnosił je i przechodził na kolanach tyle
kroków ile było oczek. Następnie owijał kości szmatą i sytuacja się powtarzała.
Dojechaliśmy i wszedłem do domu razem z moim kolegą lekarzem. Dał mi dwie
lalki, chłopca i dziewczynkę, mniej więc półmetrowej wysokości. Powiedziałem, że
ich nie potrzebuję i by je zabrał. Po chwili wrócił z dwiema wypchanymi
małpami. Jedna nie miała dolnej połowy ciała i była pocerowana grubymi szwami.
Obie miały postrzępione futro, typowe dla wypchanych zwierząt. Ich nosy miały
bladoróżowy kolor i przypominały kocie. Przerażały mnie. Kolega podał mi ich
imiona. Jedna nazywała się Słoneczko i tak była podpisana czarnym flamastrem na
futrze, a imienia drugiej nie zapamiętałem. Kolega wyszedł, ale miał zaraz
wrócić. Zostaliśmy sami i właśnie wtedy podniosły powieki i przekręciły głowy w
moim kierunku. Wypowiedziałem ich imiona, a one wzdrygały się na nie. Oczy miały
bardzo mętne i mimo wszystko wyglądały przerażająco martwo…
czwartek, 27 września 2012
Inside View
Wraz z grupą znajomych znaleźliśmy się przy rzece.
Prowizorycznym promem skleconym z desek i beczek mieliśmy się przeprawić na
wyspę. Odbywał się tam dziwny festiwal, który był połączeniem festiwalu
fantastyki, takiego jak Polcon, Pyrcon czy Copernicon z festiwalem muzycznym,
takim jak Castle Party. Spośród wielu prelekcji moją uwagę przykuła prezentacja
Googla. Promowali swoją nową usługę o nazwie Inside View. Schludnie ubrany
wykładowca uruchomił aplikację na ogromnym wyświetlaczu. Prezentacja rozpoczęła
się od widoku na kulę ziemską znaną z Google Earth.
Obraz zaczął się powiększać
przechodząc przez warstwę chmur. Ukazał się zarys kontynentu, a potem miasta.
Przybliżanie następowało nadal, aż cały ekran wypełnił dach pojedynczego budynku.
Prowadzący entuzjastycznie powiedział, że teraz nastąpi rewolucja. Obraz znowu
zaczął się powiększać i przekroczył granice domostwa ukazując jego wnętrze. W
elegancko urządzonym salonie dostrzegłem jakiegoś mężczyznę drzemiącego na
fotelu. Powiększanie następowało nadal i kamera wstąpiła w jego ciało pokazując
jego narządy wewnętrzne. Żyły zaczęły przypominać skomplikowany rurociąg.
Pojedyncze
krwinki stały się wielkie jak światy. W końcu można było dostrzec komórki, a
potem atomy. Proces powiększania postępował dalej aż zobaczyłem rozedrgane
włókna. Na tym prezentacja się skończyła z zastrzeżeniem, że to jeszcze nie
koniec. Udałem się na kilka koncertów nie znanych mi zespołów. Pożegnałem
kolegów i koleżanki. Ku mojemu zaskoczeniu jedna z nich mnie pocałowała. Po
chwili spotkałem siostrę z jej mężem. Prowadził dużą ciężarówkę i powiedział,
żebym wsiadł szybko do środka, to mnie podwiezie. Patrząc po drodze przez okna
spostrzegłem, że pola i lasy po obu stronach drogi są zalane mętną wodą jak
podczas powodzi.
Dojechaliśmy do jakiegoś zamku i przekroczyliśmy jego mury. Weszliśmy
do jakiejś kaplicy. Ktoś przetrzymywał tam zakładników, a przy okazji odbywała
się jakaś ceremonia. Nieoczekiwanie na ratunek przybyła małpa o białej sierści
i wszystkich uwolniła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














