Słońce zaszło i powoli zaczynało się ściemniać. Wielka tarcza drugiej Ziemi wypełniała niebo. Wydawało się, że jej krawędź styka się z horyzontem, a sama jej tarcza lekko faluje jak tafla wody smagana wiatrem. Większość ludzi udała się na nią, rozbierając miasta w celu pozyskania zasobów potrzebnych na tą podróż. Pozostały jedynie ruiny, rdzewiejące stalowe belki wystające z ziemi, niczym kości ogołoconych miast. Na planecie pozostali jedynie starcy, dzieci, chorzy fizycznie i szaleńcy. Pozostałem mając przeczucie, że druga Ziemia jest tylko iluzją. Fatamorganą zwodzącą naiwnych obietnicą zaczęcie wszystkiego od nowa. Obawiałem się, że ci wszyscy nieszczęśnicy wyruszyli w podróż bez powrotu i utkną bez paliwa w kosmicznej próżni. Ziemia zaś stała się przeraźliwie pustym miejscem. Widziałem w oddali dzieciaki chowające się pod kartonami. Walczyły o przetrwanie unikając obłąkanych szabrowników, którzy pozostali na planecie. Doszedłem do domu i zastałem tam Velociraptora. Jest to mały drapieżny dinozaur, bardzo szybki i zwinny. Był okaleczony, tak jakby go ktoś potraktował miotaczem ognia, a jego oko się zagotowało i pękło. Na początku się go przestraszyłem. Myślałem, że mnie zaatakuje. Po chwili zauważyłem jednak, że to on jest skrajnie przerażony. Oczyściłem mu rany, a on zaczął się do mnie łasić jak pies.
Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
wtorek, 11 listopada 2014
Dwie Ziemie
Słońce zaszło i powoli zaczynało się ściemniać. Wielka tarcza drugiej Ziemi wypełniała niebo. Wydawało się, że jej krawędź styka się z horyzontem, a sama jej tarcza lekko faluje jak tafla wody smagana wiatrem. Większość ludzi udała się na nią, rozbierając miasta w celu pozyskania zasobów potrzebnych na tą podróż. Pozostały jedynie ruiny, rdzewiejące stalowe belki wystające z ziemi, niczym kości ogołoconych miast. Na planecie pozostali jedynie starcy, dzieci, chorzy fizycznie i szaleńcy. Pozostałem mając przeczucie, że druga Ziemia jest tylko iluzją. Fatamorganą zwodzącą naiwnych obietnicą zaczęcie wszystkiego od nowa. Obawiałem się, że ci wszyscy nieszczęśnicy wyruszyli w podróż bez powrotu i utkną bez paliwa w kosmicznej próżni. Ziemia zaś stała się przeraźliwie pustym miejscem. Widziałem w oddali dzieciaki chowające się pod kartonami. Walczyły o przetrwanie unikając obłąkanych szabrowników, którzy pozostali na planecie. Doszedłem do domu i zastałem tam Velociraptora. Jest to mały drapieżny dinozaur, bardzo szybki i zwinny. Był okaleczony, tak jakby go ktoś potraktował miotaczem ognia, a jego oko się zagotowało i pękło. Na początku się go przestraszyłem. Myślałem, że mnie zaatakuje. Po chwili zauważyłem jednak, że to on jest skrajnie przerażony. Oczyściłem mu rany, a on zaczął się do mnie łasić jak pies.
piątek, 24 października 2014
Kosmiczny konwój
Coś niedobrego wydarzyło się na Ziemi. Resztki ludzkości utworzyły wielką flotyllę statków kosmicznych. Ogromny konwój tworzyły tysiące statków. Byłem kapitanem największej jednostki. Była to ogromna stacja kosmiczna o nazwie "D Star". Kształtem przypominała dziecięcą zabawkę, wielkiego bąka, a zewnętrzne poszycie miało blado seledynowy kolor. Ponieważ miała napęd, stała się największym statkiem. Jednostką flagową. Miałem tytuł "Strażnika". Wydawał się być bardzo prestiżowy. Prowadziłem tą kosmiczną karawanę w kierunku pobliskiej mgławicy, opalizującej chmury pyłu. Wlatując w nią znalazłem się przed szeregiem pierścieni z zakrzywionej czasoprzestrzeni. Pierścienie miały zróżnicowaną średnicę, ale tworzyły coś w rodzaju nieregularnego tunelu. Jeden z pierścieni przez który przelecieliśmy miał niebezpiecznie małą średnicę. Krawędź stacji zahaczyła o niego i nastąpiło momentalne odkształcenie kadłuba, tak jakby umieszczono na nim ogromną niewidzialną masę. Ktoś powiedział, że uszkodzeniu uległy pompy paliwowe i pomost cumowniczy.
sobota, 27 września 2014
Szach! Ale nie mat...
Trzy miesiące temu zakończyłem radioterapię. Tydzień temu z hakiem miałem badanie kontrolne PET (Pozytonowa Tomografia Emisyjna). Są też już jej wyniki zinterpretowane przez multidyscyplinarną komisję lekarską. Ustaliła ona, że pozostała nieaktywna masa w okolicy mostka o wymiarach 27x58x97 mm i pewnie tak już zostanie. Jest większa o 1 cm od tego co było przed radioterapią, ale lekarka powiedziała, że może to być obrzęk po radioterapii. Podobno przy tak dużych nowotworach jak mój, takie nieaktywne guzy pozostają i o ile nie powodują uciążliwych dolegliwości, to tak je zostawiają. Trzeba je tylko obserwować, czy nie zaczynają się nagle mocno rozrastać, bo może
świadczyć to o nawrocie choroby. Wyczuwam ją, gdy mocniej nacisnę obszar między żebrami, tuż poniżej mostka. Poza tym radioterapia uszkodziła mi tkankę kostną w kręgosłupie, ale to typowy efekt uboczny leczenia. Uproszczając, jest dobrze, a jeśli nic się nie zmieni przez 5 lat to zostaną uznany za wyleczonego. Jeśli chodzi o samopoczucie to też jest dobre i staram się być aktywny fizycznie, by jak najszybciej odbudować swoją kondycję :)
![]() |
| Rozbawiło mnie :) |
środa, 24 września 2014
Co potrafimy zrobić przez sen?
"Jak wynika z wcześniejszych badań (ale też zapewne własnych doświadczeń
każdego z nas), podczas snu reagujemy na głośniejsze dźwięki, jasne
światło, silniejsze zapachy, czy dźwięk naszego imienia. Francuscy i
brytyjscy naukowcy postanowili sprawdzić, czy we śnie możemy także
wykonywać bardziej złożone czynności."
Co potrafimy zrobić przez sen?
Co potrafimy zrobić przez sen?
wtorek, 16 września 2014
Jak śnią niemowlaki...
"U maluszków bardzo dużo jest fazy REM. Badacze noworodkowych mózgów odkryli, że architektura
niemowlęcego snu bardzo różni się od tej naszej, dorosłej. Okazuje się,
że ich mózgi pozostają aktywne we wszystkich fazach snu i czuwania. A
nawet śpiąc, odbierają bodźce z otoczenia."
Co się śni niemowlakom? Śpią inaczej niż dorośli...
Co się śni niemowlakom? Śpią inaczej niż dorośli...
niedziela, 14 września 2014
Koszmary...
Przez ostatnie dwa tygodnie często dręczą mnie koszmary. Jestem na jakiejś imprezie. Są tam moi najbliżsi przyjaciele oraz znajomi. Zabawa odbywa się w podniszczonych i częściowo zrujnowanych katakumbach. Wszyscy razem tańczymy i dobrze się bawimy. Z mrocznego korytarza wychodzi nagle lekarka w białym fartuchu. Zakłada stetoskop i zaczyna mnie osłuchiwać oraz badać. W końcu stwierdza musisz iść ze mną prosto do szpitala. Nie jest dobrze. Wtedy się budzę. Inne sny kończą się podobnie niepokojąco, ale nie bardzo je pamiętam…
W następnym tygodniu będę miał badanie PET (Pozytonowa
Tomografia Emisyjna). Od zakończenia radioterapii minęły prawie trzy miesiące i ma to być badanie kontrolne, sprawdzające efekty leczenia. Choć czuję się coraz lepiej i ciągle pracuję nad odzyskaniem kondycji, która została niemal wyzerowana przez leczenie, ciągle podświadomie obawiam się nawrotu choroby.
Z wcześniejszych snów pamiętam jeszcze sen z Putinem sprzed dwóch tygodni. Siedział na tronie z niedbale założoną nogą na nogę. Tron był na środku placu w jakimś porcie. Putin siedział i przyzywał jakieś osobliwie wyglądające potwory. Jednego widziałem z bliska. Przypominał trochę olbrzymiego krokodyla. Z czoła wyrastała wypustko-wędka z świecącą kuleczką na końcu, taką, jaką posiadają niektóre ryby głębinowe. Na grzbiecie posiadał metalowe wypustki przypominające ostrza. Potrafił stanąć na dwóch łapach, które były zakończone orlimi szponami z błonami między palcami...
W następnym tygodniu będę miał badanie PET (Pozytonowa
Tomografia Emisyjna). Od zakończenia radioterapii minęły prawie trzy miesiące i ma to być badanie kontrolne, sprawdzające efekty leczenia. Choć czuję się coraz lepiej i ciągle pracuję nad odzyskaniem kondycji, która została niemal wyzerowana przez leczenie, ciągle podświadomie obawiam się nawrotu choroby.
Z wcześniejszych snów pamiętam jeszcze sen z Putinem sprzed dwóch tygodni. Siedział na tronie z niedbale założoną nogą na nogę. Tron był na środku placu w jakimś porcie. Putin siedział i przyzywał jakieś osobliwie wyglądające potwory. Jednego widziałem z bliska. Przypominał trochę olbrzymiego krokodyla. Z czoła wyrastała wypustko-wędka z świecącą kuleczką na końcu, taką, jaką posiadają niektóre ryby głębinowe. Na grzbiecie posiadał metalowe wypustki przypominające ostrza. Potrafił stanąć na dwóch łapach, które były zakończone orlimi szponami z błonami między palcami...
wtorek, 26 sierpnia 2014
SEN z Lorda Byrona
Dwoiste życie nasze: sen ma świat udzielny
Zabrać połowę czasu i byt nasz podzielić.
Śród otchłani, nazwanych bytem i nicestwem,
Nazwanych, lecz nieznanych, - sen ma świat udzielny,
Z rzetelną władzą rządząc nad marnym królestwem.
Mary i życie biorą, i postaci noszą,
Rozczulają i dręczą, i łechcą rozkoszą.
Troski dzienne ciężarem przywalają sennym
I ujmują ciężaru naszym pracom dziennym.
One się do istoty naszej mogą wcielić,Zabrać połowę czasu i byt nasz podzielić.
Jak posłańce wieczności - błysną i przepadną,
Jako przeszłości duchy - często przyszłość zgadną,
Jak wróżące Sybille - ciemność do ich ręki
Składa tyrańskie berło rozkoszy i męki.
One, gdy zechcą, na to przerobić nas mogą,
Czym nie byliśmy nigdy; - one rażą trwogą,
Wywołując cień z grobów. - Więc mary są cienie?
Przeszłość nie jestże cieniem? czymże jest marzenie?
Robotą duszy, - dusza może wyprowadzić
Z nicestwa światy nowe i na nich osadzić
Doskonalsze od ziemskich kształty promieniste,
Wlać im duch trwalszy, niźli w ciała rzeczywiste.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Zalane miasto
Płynąłem łódką. Wokół mnie rozciągały się ruiny zalanego miasta. Musiało to nastąpić dawno temu, ponieważ resztki budynków zaczęły oplatać rośliny. Niektóre tylko cienką warstwą pomalowały na zielono mchy i porosty. Woda stała w miejscu. Była mętna i gęsta od kwitnącego w niej życia.
Dopłynąłem do wielkiej betonowej kopuły. Wpłynąłem do małej zatoczki wżerającej się w głąb kopuły. Były tam piętrowe platformy, do których można było przymocować łodzie, zależnie od poziomu wody. Wszedłem do środka. Żyjąca tam społeczność w dużej mierze składała się z kobiet. Wszystkie były ubrane w jednakowe ciemnoniebieskie mundury. Różniły się jedynie przypiętymi symbolami, które określały miejsce w społecznej hierarchii. Swobodnie przemierzałem rozległe trzewia budowli. Doszedłem do wielkiej auli. Ktoś rozszczelnił zewnętrzne grodzie i do sali wlała się woda. Ludzie byli tym uradowani i beztrosko pływali. Pobiegłem do siedziby wyższych oficerów, a właściwie dziewięciu oficerek, bo były to wyłącznie kobiety. Zastałem je, jak zażywały kąpieli w niewielkim, prostokątnym, acz dość głębokim baseniku. Wyłożony był drobną, błękitną mozaiką, a na jego dno prowadziły schody. Panie śmiały się głośno i dopiero po chwili dostrzegły moją obecność. Zamilkły by wysłuchać mojej relacji i nieskrępowane swoją nagością, pobiegły oburzone wprost do zalanej auli. Z wymiany zdań wywnioskowałem, że oburzenie wynikało z faktu, że zwykli szeregowi obywatele mają większy basen od nich. Udałem się na targ staroci. Liczne stoiska i kramiki tworzyły zawiłą sieć alejek przykrytych barwnymi płachtami. Widziałem stare naczynia z brązu, stoiska ze świecami z prawdziwego pszczelego wosku i pordzewiałymi wojskowymi akcesoriami. Wydaje mi się, że szukałem biżuterii dla bliskiej mi osoby. Spotkałem swojego kolegę A. Poprosił bym mu przegrał jakieś dwie gry i podał mi starą dyskietkę. Zdaje mi się, że chodziło mu o gry związane z piłką nożną. Po chwili napotkałem swoją babcię. Koniecznie chciała zajść do fryzjera. Weszliśmy więc do pierwszego napotkanego zakładu fryzjerskiego. Obsługiwał go starszy mężczyzna w okularach z potarganą fryzurą i papierosem w ustach. Nie budził mojego zaufania, ale babcia ochoczo usiadła na fotelu. Fryzjer założył jej na głowę wojskowy hełm przecięty w połowie, tak, że wystawał z niego czubek głowy. Mężczyzna wziął maszynkę i zaczął golić babci wystającą cześć głowy na łyso. Zdjął hełm i pokazał babci efekt swojej pracy. O dziwo, babcia była zachwycona tą dziwaczną fryzurą i wychwalała niebywałe zdolności fryzjera. Wyszliśmy i przeszliśmy obok kliniki, która została przekształcona w sklep obuwniczy, ale stary szyld pozostał. Nagle babcia sobie zażyczyła, byśmy zaszli do kosmetyczki, by jej nakremowała i wymasowała stopy. Zaprowadziłem ją do najbliższego salonu kosmetycznego i poszedłem dalej. Usłyszałem krzyki mojego przyjaciela Ł. z wnętrza jednego z domów. Wszedłem i po poszukiwaniach odkryłem, że wpadł do kamiennej studni w przedpokoju. Zacząłem szukać pomocy lub czegoś, co pomogłoby go wydostać. W kuchni znalazłem swoją siostrę. Siedziała, przy komputerze i robiła w nim porządki. Potem weszła jakaś dziewczyna w kręconych włosach. Powiedziała, że pomoże przyjacielowi, ale dopiero po przyjęciu. Zaczęli schodzić się goście, co dziwne przeważnie pary męsko-męskie. Patrzyli się na mnie tak jakbym się im podobał i zapraszali mnie do stołu. Nie miałem jednak zamiaru korzystać z ich zaproszenia. Kilkakrotnie jakiś facet przechodził obok mnie i niby przypadkowo mnie dotykał. Bardzo mi się to nie podobało. Napawało mnie to wręcz obrzydzeniem. Wolałem przebywać raczej w kuchni. Spojrzałem jeszcze raz do studni i dostrzegłem, że ze ścian wystają końcówki belek. Odłączyłem kabel sieciowy od komputera w kuchni i zrobiłem na jego końcu pętle. Wrzuciłem do studni i krzyknąłem by się nim obwiązał i zaczął wspinać po balach, a prowizoryczna lina miała służyć asekuracji.
Dopłynąłem do wielkiej betonowej kopuły. Wpłynąłem do małej zatoczki wżerającej się w głąb kopuły. Były tam piętrowe platformy, do których można było przymocować łodzie, zależnie od poziomu wody. Wszedłem do środka. Żyjąca tam społeczność w dużej mierze składała się z kobiet. Wszystkie były ubrane w jednakowe ciemnoniebieskie mundury. Różniły się jedynie przypiętymi symbolami, które określały miejsce w społecznej hierarchii. Swobodnie przemierzałem rozległe trzewia budowli. Doszedłem do wielkiej auli. Ktoś rozszczelnił zewnętrzne grodzie i do sali wlała się woda. Ludzie byli tym uradowani i beztrosko pływali. Pobiegłem do siedziby wyższych oficerów, a właściwie dziewięciu oficerek, bo były to wyłącznie kobiety. Zastałem je, jak zażywały kąpieli w niewielkim, prostokątnym, acz dość głębokim baseniku. Wyłożony był drobną, błękitną mozaiką, a na jego dno prowadziły schody. Panie śmiały się głośno i dopiero po chwili dostrzegły moją obecność. Zamilkły by wysłuchać mojej relacji i nieskrępowane swoją nagością, pobiegły oburzone wprost do zalanej auli. Z wymiany zdań wywnioskowałem, że oburzenie wynikało z faktu, że zwykli szeregowi obywatele mają większy basen od nich. Udałem się na targ staroci. Liczne stoiska i kramiki tworzyły zawiłą sieć alejek przykrytych barwnymi płachtami. Widziałem stare naczynia z brązu, stoiska ze świecami z prawdziwego pszczelego wosku i pordzewiałymi wojskowymi akcesoriami. Wydaje mi się, że szukałem biżuterii dla bliskiej mi osoby. Spotkałem swojego kolegę A. Poprosił bym mu przegrał jakieś dwie gry i podał mi starą dyskietkę. Zdaje mi się, że chodziło mu o gry związane z piłką nożną. Po chwili napotkałem swoją babcię. Koniecznie chciała zajść do fryzjera. Weszliśmy więc do pierwszego napotkanego zakładu fryzjerskiego. Obsługiwał go starszy mężczyzna w okularach z potarganą fryzurą i papierosem w ustach. Nie budził mojego zaufania, ale babcia ochoczo usiadła na fotelu. Fryzjer założył jej na głowę wojskowy hełm przecięty w połowie, tak, że wystawał z niego czubek głowy. Mężczyzna wziął maszynkę i zaczął golić babci wystającą cześć głowy na łyso. Zdjął hełm i pokazał babci efekt swojej pracy. O dziwo, babcia była zachwycona tą dziwaczną fryzurą i wychwalała niebywałe zdolności fryzjera. Wyszliśmy i przeszliśmy obok kliniki, która została przekształcona w sklep obuwniczy, ale stary szyld pozostał. Nagle babcia sobie zażyczyła, byśmy zaszli do kosmetyczki, by jej nakremowała i wymasowała stopy. Zaprowadziłem ją do najbliższego salonu kosmetycznego i poszedłem dalej. Usłyszałem krzyki mojego przyjaciela Ł. z wnętrza jednego z domów. Wszedłem i po poszukiwaniach odkryłem, że wpadł do kamiennej studni w przedpokoju. Zacząłem szukać pomocy lub czegoś, co pomogłoby go wydostać. W kuchni znalazłem swoją siostrę. Siedziała, przy komputerze i robiła w nim porządki. Potem weszła jakaś dziewczyna w kręconych włosach. Powiedziała, że pomoże przyjacielowi, ale dopiero po przyjęciu. Zaczęli schodzić się goście, co dziwne przeważnie pary męsko-męskie. Patrzyli się na mnie tak jakbym się im podobał i zapraszali mnie do stołu. Nie miałem jednak zamiaru korzystać z ich zaproszenia. Kilkakrotnie jakiś facet przechodził obok mnie i niby przypadkowo mnie dotykał. Bardzo mi się to nie podobało. Napawało mnie to wręcz obrzydzeniem. Wolałem przebywać raczej w kuchni. Spojrzałem jeszcze raz do studni i dostrzegłem, że ze ścian wystają końcówki belek. Odłączyłem kabel sieciowy od komputera w kuchni i zrobiłem na jego końcu pętle. Wrzuciłem do studni i krzyknąłem by się nim obwiązał i zaczął wspinać po balach, a prowizoryczna lina miała służyć asekuracji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















