Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

"ą"

Wyruszyłem wraz z rodzicami na wycieczkę zagraniczną autokarem. Podejrzewam, że mogła to być  Anglia lub Niemcy. W czasie wolnym od zwiedzania, rodzice postanowili odwiedzić swoich znajomych, którzy właśnie tam mieszkali. Znajomi mieli córkę, która została mi przedstawiona.
Była kilka lat ode mnie młodsza i studiowała architekturę. Miała proste, czarne włosy, sięgające do ramion. Szczupła i o kilkanaście centymetrów niższa ode mnie. Twarzy nie potrafiłem skojarzyć z nikim, kogo znam w rzeczywistości. Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Zbudowała tam makietę osiedla mieszkaniowego. To chyba był jej projekt dyplomowy.
Stylizowane było na styl industrialnej manufaktury z czerwonej cegły. Była bardzo dumna ze swojego projektu, a mi osobiście przypominał trochę Stary Browar, który widziałem  w Poznaniu. Dziewczyna prosiła by nazywać ją „ą”. Pokazywała mi swoje strony w Internecie, oraz swój logotyp. Była to właśnie mała litera „ą”, ale wydłużona w taki sposób, że była wysokości litery „l”, biała na bordowym tle. Rozstaliśmy się, ale
przyjechała do mnie, bo chciała mnie poznać. Pokazałem jej starą część mojego rodzinnego miasta, a następnie wsiedliśmy w autobus miejski. Przejechał obok mojej szkoły podstawowej. Była jakby trochę inna, jakby przebudowana i pomalowana w pastelowe, jaskrawe barwy. Wysiadłem na chwilę, by pokazać jej co i gdzie się znajdowało, a drzwi autobusu nagle się zatrzasnęły. Udało mi się na
szczęście dobiec i otworzyć je ręcznie na siłę. Usiadłem znowu obok „ą”, a za nami siedziała zakonnica, która pogroziła mi palcem, uznając chyba otwieranie drzwi w ten sposób za akt wandalizmu. Znowu pojechaliśmy do starego miasta i wróciliśmy pieszo do domu.

środa, 30 maja 2012

Sopor Aeternus


Wraz z kilkudziesięcioma innymi ludźmi siedziałem w niewielkiej sali. Panował półmrok, a oświetlona była jedynie  scena w rogu. Na podeście stała Anna Varney. Śpiewała na swym kameralnym koncercie. Zeszła ze sceny i przechodząc między krzesłami na widowni, podeszła do mnie. Wyciągnęła do mnie dłoń, więc ją chwyciłem i wstałem. Zaprowadziła mnie na scenę i zaczęliśmy tańczyć. Poczułem się wyróżniony. Niespodziewanie spróbowała mnie pocałować. 
Odepchnąłem ją lekko i wybiegłem z sali, a ona kontynuowała koncert. Chyba się jej przestraszyłem.  Drzwi zamknęły się za mną, a ja znalazłem się na korytarzu. Widziałem sporo znajomych z liceum, ze studiów oraz poznanych jeszcze później. Nagle drzwi od sali koncertowej znowu się otworzyły i ku memu zaskoczeniu zobaczyłem tam Ją. Okazało się, że też była na koncercie. Powoli do mnie podeszła. Objęła mnie, spojrzała w oczy i zaczęła całować. Długo i namiętnie... 
Znalazłem się w namiocie. Wyszedłem na zewnątrz i odkryłem, że byłem w lesie, a nieopodal znajdowało się jezioro. Była noc i padał intensywny deszcz. Wróciłem więc do namiotu. Tym razem dostrzegłem tam Ją. Siedziała z podkurczonymi nogami. Powiedziała, że zamierza się przeprowadzić. Podała nawet adres. Nazwa ulicy zaczynała się na "P" i była dość długa, a numer mieszkania to 2310... Znalazłem się w mieście. Miałem złe przeczucia. Natknąłem się na patrol policji. Zapytałem się ich, czy mogliby mi pomóc odnaleźć adres, który mi podała. 
Zaczęli mnie wypytywać, co wydało mi się podejrzane. Miałem wrażenie, że już tam byli. Nie wiem dlaczego, ale podałem im fałszywe imię i nazwisko. Chyba przedstawiłem się jako Marek. Ruszyłem w drogę według ich wskazówek, a mimo to błądziłem. Przeszedłem obok placu zabaw, na którego środku znajdował się mały staw rybny. Pływały tam niewielkie pomarańczowe i złote ryby. W końcu dotarłem do bardzo długiego, szarego i wysokiego wieżowca. 
Klatka schodowa obudowana była rusztowaniem, więc trzeba się było mocno schylić, by do niej wejść. Będąc już wewnątrz budynku znów musiałem trochę pobłądzić zanim odnalazłem windę. Sama winda także była osobliwa. Jej długość i szerokość były na tyle duże, że bez trudu można by tam wjechać autobusem. Nie miała drzwi, ani żadnych innych zabezpieczeń. Wznosiła się bardzo wolno, a mijane piętra były bardzo wysokie. Jakieś trzy razy wyższe niż zazwyczaj bywają w blokach. Wysiadłem na trzecim lub czwartym piętrze. 
Odnalazłem mieszkanie z właściwym numerem i zapukałem. Po chwili drzwi się uchyliły i zobaczyłem tam Ją. Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Odkryłem, że mam dla Niej jakiś prezent. Była to szklana kula. Wewnątrz niej znajdowała się jakaś ciecz. Z dna unosiły się cztery kolumny z drobnych pęcherzyków powietrza. Każda z nich była podświetlona światłem o innej barwie, a odcienie się zmieniały. 
Między nimi pływał miniaturowy delfin. W chwili, gdy oboje ją dotknęliśmy przenieśliśmy się do jakiejś alternatywnej rzeczywistości lub gry. Niewiele z tego pamiętam, ale było tam dziwnie i opuściliśmy ją. W drzwiach do pokoju dostrzegłem Jej współlokatora. Zachowywał się dość agresywnie. Wyciągnął nóż i ruszył w Jej stronę. 
Zagrodziłem mu drogę i zostałem dźgnięty w brzuch. W tym samym momencie drzwi do mieszkania wyważyła policja. Obudziłem się...

Jest to sen z nocy 25/26.05.2012

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Szkoła


Znajdowałem się przed starym, trochę zaniedbanym pałacykiem. Zielone porosty pokrywały nadkruszone schody prowadzące do wejścia. Przysiadłem na nich. Wrota się otworzyły. Wyszedł przez nie mój stary przyjaciel ubrany w sutannę. Było tam więcej ludzi. Znajome twarze, których już dawno nie widziałem. Poszliśmy się przejść. Podążaliśmy wzdłuż kanału, nad którym rząd wierzb płaczących muskał leniwie płynącą wodę.
 Wspominaliśmy dawne czasy. Wróciliśmy do pałacyku i wraz z grupką starych znajomych postanowiliśmy pojechać do parku za miastem. Wsiedliśmy do busa i ruszyliśmy. W połowie drogi do celu nagle jezdnia się zapadła, tak, że dalsza jazda była niemożliwa. Okazało się, że po ostatniej ulewie, woda podmyła drogę. Nieopodal miejsca w którym utknęliśmy, znajdowała się opuszczona stacja kolejowa. 
Beztrosko hulał po niej wiatr, trzaskając od czasu do czasu okiennicami z wybitymi szybami. Budynek mógł mieć ponad sto lat. Z jego ścian płatami odłaziła farba, a w zadaszeniu nad peronem ziały otwory, przez które widać było szare zachmurzone niebo. Strzępy czarnej papy bimbały niechlujnie. Na jednym ze słupów przybita była biała metalowa tabliczka z czerwonymi napisami. Informowała, że pociągi jeżdżą tylko na żądanie, a w celu ich przywołania należy wysłać smsa. Postąpiliśmy według instrukcji i po chwili na stacji pojawił się pojazd pociągopodobny.
 Przypominał mniejszą wersję starego autobusu z zaokrąglonymi krawędziami, potocznie nazywanego "ogórkiem". Miejsca było akurat tyle, żeby wszyscy się zmieścili. Podróż zakończyła się dość szybko i niespodziewanie w holu mojej starej szkoły. Wszyscy wysiedliśmy i udaliśmy się do klasy. Zajęliśmy trochę przymałe miejsca przy ławkach. W sali panował nieład. Jakieś papiery zwinięte w kule walały się po podłodze w  towarzystwie papierowych samolocików, kredek i pozostałości po kanapkach. Do sali wszedł jakiś obcy nauczyciel. 
Zestresowany poprawił okrągłe okulary i powiedział, że jest tu nowy i będzie nas uczył historii. Po chwili do klasy wbiegły moje  koleżanki z dziećmi na rękach i ze wzrokiem nakazującym zrozumienie, przeprosiły za spóźnienie…