Byłem na jakiejś wycieczce. Przechodziłem okazałym mostem nad szeroką rzeką. Most prowadził do wyspy na tej rzece. Towarzyszyła mi dziewczyna niższa ode mnie. Miała drobno pofalowane włosy w jasnym odcieniu rudego. Przechadzając się po wyspie dotarliśmy na dziedziniec okazałego, wielokondygnacyjnego budynku. Spotkaliśmy tam lekarkę w białym kitlu. Oznajmiła, że mam mieć operację, po czym szybko się oddaliła, zanim zdążyłem zadać jakieś pytania. Wszedłem więc do budynku w poszukiwaniu
odpowiedniej sali operacyjnej. Liczyłem na to, że ktoś mnie wywoła lub wywiesi jakąś informację. Niestety nie znalazłem odpowiednio oznaczonej Sali operacyjnej. Dziewczyna zasugerowała, że może będzie w innym szpitalu. Wyszliśmy więc na zewnątrz. Dzień był piękny, a słońce świeciło jasno. Zobaczyłem latające helikoptery. Były smukłe i nowoczesne. Część z nich miała barwę burgundową,
a część głęboki odcień granatu. Zamknięto też most, którym przyszliśmy. Zauważyłem jednak inny, mniej okazały, stary i przeznaczony wyłącznie do ruchu pieszego. Nie był w najlepszym stanie. Powierzchnia przeznaczona do chodzenia składała się z przeplatających się prętów zbrojeniowych, tworzących kwadraty o boku niecałych dziesięciu centymetrów. Pod tą dość niepewną konstrukcją można było obserwować rwący nurt. Woda w rzece mocno wezbrała i była bardzo mętna, w kolorze kawy z mlekiem. Stykała się z mostem, a mniej więcej po
środku nawet go zalewała na jakieś dwa centymetry. Dziewczyna powiedziała, że za nic tam nie wejdzie, ale żebym ja poszedł, bo mam mieć tą operację. Niepewnie pokonałem więc rdzewiejącą przeprawę i w końcu znalazłem się po drugiej stronie. Były tam jakieś akwaria i trenerzy szkolący foki i delfiny. Poszedłem dalej tunelem i
wyszedłem do miasta po schodach. Ludzie chodzili grupami odświętnie ubrani. Próbowałem się wypytać o drogę do szpitala, ale część mieszkańców mówiła w niezrozumiałym dla mnie języku, a część nie potrafiła wskazać drogi, ale ostrzegali mnie z lękiem, bym nie szedł za granicę. Wskazywali przy tym wysoki wał ziemny przedzielający miasteczko na pół. Dostrzegłem jedynie drogowskazy, które wskazywały poligon
kosmiczny za wałem i centrum kosmiczne. Postanowiłem więc wrócić na wyspę i jeszcze raz przeszukać budynek. Trener delfinów dał mi do zrozumienia, że nie lubią tu obcych, a wchodząc na most dostrzegłem na plaży kilkanaście helikopterów. Część z nich miała chyba emblematy
policyjne. Na wyspie znalazłem dziewczynę, której udało się spotkać lekarkę. Obie zaczęły mnie prowadzić na operację…
Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziewczyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziewczyna. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 marca 2015
niedziela, 23 marca 2014
Pusty pokój...
Przyjechałem na weekend do mojego pokoju, który kiedyś
wynajmowałem. Chciałem sprawdzić co się zmieniło, ponieważ właściciele mieli
zamiar coś przebudować. Na miejscu okazało się, że do mojego pokoju dobudowali
coś w rodzaju dodatkowego długiego pokoju. Był zrobiony dość prowizorycznie, jak
zlepek szopy, kiosku i szklarni. Były tam poustawiane jakieś stare maszyny
mechaniczne i meble. Natomiast sam mój pokój był zupełnie pusty. Nie było w nim
ani biurka, ani kanapy, ani nawet szafy. Kanapa została przeniesiona do
sąsiadującej z pomieszczeniem
kuchni. Postanowiłem się więc położyć i odpocząć.
Leżałem i nagle z mojego pokoju wyszły dwie dziewczyny. Brunetka i blondynka.
Obie były bardzo młode. Z ich nagich ciał spływała jeszcze woda, jakby dopiero
co wyszły spod prysznica. Zaczesywały dłońmi mokre włosy, krocząc powoli i wyniośle,
chodem przypominającym modelki na
wybiegu i dumnie wypinały niewielkie piersi.
Były trochę niższe ode mnie. Podniosłem się z kanapy, a jedna z dziewczyn
zatrzymała się przy mnie. Spojrzała na mnie z ukosa, przyjrzała się dokładnie
mej pozbawionej włosów głowie i wybuchła pogardliwym śmiechem. Obróciła się na
pięcie i wraz z koleżanką opuściła kuchnię.sobota, 1 marca 2014
"ą"
Wyruszyłem wraz z rodzicami na wycieczkę zagraniczną
autokarem. Podejrzewam, że mogła to być
Anglia lub Niemcy. W czasie wolnym od zwiedzania, rodzice postanowili
odwiedzić swoich znajomych, którzy właśnie tam mieszkali. Znajomi mieli córkę, która
została mi przedstawiona.
Była kilka lat ode mnie młodsza i studiowała architekturę.
Miała proste, czarne włosy, sięgające do ramion. Szczupła i o kilkanaście
centymetrów niższa ode mnie. Twarzy nie potrafiłem skojarzyć z nikim, kogo znam
w rzeczywistości. Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Zbudowała tam makietę
osiedla mieszkaniowego. To chyba był jej projekt dyplomowy.
Stylizowane było na
styl industrialnej manufaktury z czerwonej cegły. Była bardzo dumna ze swojego
projektu, a mi osobiście przypominał trochę Stary Browar, który widziałem w Poznaniu. Dziewczyna prosiła by nazywać ją „ą”.
Pokazywała mi swoje strony w Internecie, oraz swój logotyp. Była to właśnie
mała litera „ą”, ale wydłużona w taki sposób, że była wysokości litery „l”,
biała na bordowym tle. Rozstaliśmy się, ale
przyjechała do mnie, bo chciała
mnie poznać. Pokazałem jej starą część mojego rodzinnego miasta, a następnie
wsiedliśmy w autobus miejski. Przejechał obok mojej szkoły podstawowej. Była
jakby trochę inna, jakby przebudowana i pomalowana w pastelowe, jaskrawe barwy.
Wysiadłem na chwilę, by pokazać jej co i gdzie się znajdowało, a drzwi autobusu
nagle się zatrzasnęły. Udało mi się na
szczęście dobiec i otworzyć je ręcznie
na siłę. Usiadłem znowu obok „ą”, a za nami siedziała zakonnica, która
pogroziła mi palcem, uznając chyba otwieranie drzwi w ten sposób za akt
wandalizmu. Znowu pojechaliśmy do starego miasta i wróciliśmy pieszo do domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














