Przebywałem w hotelu wraz z grupką znajomych i przyjaciół. Uprzedzono nas, że zginął ktoś ważny i z powodu żałoby, cały personel przestał pracować. W całym hotelu obowiązywała całkowita samoobsługa. Jakaś kobieta, ubrana w stereotypowy strój służącej, szybko przemknęła w stronę wyjścia. Całą ferajną udaliśmy się do marketu, będącego przybudówką do hotelu. Zanim pozostali moi towarzysze zrobili zakupy, zdążyłem przemierzyć sklep wzdłuż i w
szerz, zapoznając się dość dokładnie z całym jego asortymentem. Udałem się na pętlę tramwajową. Była całkowicie zadaszona. Spotkałem tam swojego tatę. Nadjechał tramwaj, a motorniczy zaczął narzekać, że znowu coś nie działa. Mój tata zaoferował swoją pomoc w naprawie i po chwili już otworzył właz techniczny. Pod włazem znajdował się ciekawy system hydrauliczny. Były tam grube, przezroczyste węże, z grubego i elastycznego
plastiku, o średnicy mniej więcej pięści. Po chwili zdiagnozował, że coś jest w łączniku i tamuje przepływ. Włożył tam dłoń i po chwili podał mi znaleziony, interesujący przedmiot. Wyglądał jak złote jajo o fakturze orzecha włoskiego. Odkryłem, że jest to osobliwy telefon komórkowy z aparatem. Tata nałożył na rurę końcówkę przypominającą igłę. Wcisnął ją w odpowiedni otwór i po chwili wąż zaczął się napełniać lepką, przezroczystą cieczą, która miała przyjemny,
lekko słodkawy zapach.
Znalazłem się w budynku na szczycie góry. Budynek okazał się być wiktoriańską skocznią narciarską. W pomieszczeniu wisiały dziesiątki butów z podeszwami przypominającymi połączenie bardzo krótkich nart z łyżwami. W jednej ze ścian był duży otwór. Nad nim przymocowany był uchwyt, a przed
nim siedzisko obite w czerwoną skórę. Usiadłem na nim, złapałem się uchwytu i odepchnąłem. Zjeżdżałem rurą przypominającą basenowe zjeżdżalnie. Wypadłem wprost na stok pokryty zlodowaciałym śniegiem. W pewnym momencie najechałem na wyprofilowany próg i przez kilka metrów leciałem w powietrzu. Wylądowałem, a tuż za mną wylądowała moja siostra. Była podekscytowana podobnie jak ja. Postanowiliśmy wyjść z budynku i oddać kolejny
skok. Weszliśmy na szczyt stoku, przytrzymując się ścian. Doszedłem do otworu, podskoczyłem i złapałem się krawędzi. Podciągnąłem się i próbowałem wejść do środka. W ostatniej chwili dostrzegłem, że ktoś się zbliża. Wyskoczyłem trzymając się krawędzi jedną dłonią. Ktoś przeleciał z wrzaskiem nade mną. Po chwili się puściłem, a siostra mnie przytrzymała, bym nie zjechał po stoku. Postanowiliśmy poszukać innego wyjścia. Po chwili
dostrzegliśmy wielkie, dwuskrzydłowe, łukowe wrota, wykonane ze złota. Przeszliśmy przez nie i okazało się, że to przejście służbowe dla pracowników. Przed nami rozpostarła się wielka hala. Wypełniona była wielkimi i pięknymi mechanizmami, wykończonymi drewnem i polerowanym mosiądzem. Wokół nich krzątali się pracownicy w błękitno-złotych mundurach. Nagle zadzwonił do mnie wujek i poprosił o zdjęcia do dokumentacji. Wedle jego życzenia zacząłem robić zdjęcia za pomocą jajo-orzecha. Po
chwili opuściliśmy budynek. Przed nami rozpościerał się rozległy i dość płaski, pięknie zaśnieżony szczyt. Wiktoriański budynek, który opuściliśmy, miał duże szklane okna w mosiężnych ramach i złoty, spadzisty dach. Zrobiłem mu kolejne zdjęcia. Na szczycie dostrzegłem też kolejny, tym razem okrągły budynek, o monumentalnych wręcz rozmiarach. Zwieńczony był złotawo-szklaną kopułą.
Wszedłem do środka. Ściany wręcz ociekały ornamentowymi zdobieniami ze złota, roztaczając niemal oślepiający blask. Pod tą ogromną kopułą zbudowano kamienice, a ja przemierzałem aleję miedzy nimi. Przelewały się przez nie niezliczone potoki turystów, tworzących charakterystyczny gwar. Przystanąłem przy kawałku drewna, które początkowo wziąłem za ławkę. Przy
bliższych oględzinach zaczął przypominać grubo ciosane z jednego kawałka drewna czółno. Zaglądając do środka, dostrzegłem dwie tablice. Wykonane były z mahoniowego drewna, które skamieniało ze starości. Z jednej strony każdej z nich znajdowały się symbole, które interpretowałem jako hebrajskie lub aramejskie cyfry. Po drugiej stronie znajdował się podobnie wyglądający, drobny tekst. Podejrzewałem, że to mogła być słynna Arka Przymierza, tylko na tablicach było dwanaście przykazań, a nie dziesięć. Zadziwiło mnie, że poza mną nikt tego nie dostrzega.
Postanowiłem zrobić zdjęcie. Tym razem jednak przycisnąłem jajo-orzech z odwrotnej strony i wystrzeliło z niego wirujące ostrze, które wbiło się w arkę. Wyjąłem ostrze i zostawiłem pień za sobą. Wszedłem do jednej z kamienic. W jej wnętrzu zastałem arystokratyczną rodzinę, siedzącą na sofach i w fotelach, rozstawionych wokół kominka. Płomienie tańczyły w jego wnętrzu emanując przyjemnym ciepłem. Wszyscy przyodziali się w czerń i byli
przygnębieni. W koncie za jedną z pięknych szaf skrywała się służąca. Wszystko nagle jakby stało się dla mnie jasne i wkroczyłem pewnie na sam środek izby, niczym Herkules Poirot. Zacząłem wyjaśniać, co się wydarzyło i cofnąłem się jakby do przeszłości. Widziałem mężczyznę, wyglądającego jak potężny lord, który bił kobietę i kazał coś jej zrobić wbrew jej woli. Kobieta mu uległa i z równym okrucieństwem
nakazała swojemu synowi przespać się z jego siostrą. Chłopiec brutalnie zgwałcił młodszą siostrę, która po tym wydarzeniu uciekła z domu. Jako dorosła kobieta zatrudniła się jako służąca, a nikt jej nie rozpoznał. Podążając za swym ojcem lordem, udała się do hotelu i zabiła go za pomocą zatrutego, wirującego ostrza, identycznego do tego, które znalazłem w pniu. Narzędzie zbrodni ukryła w mechanizmie hydraulicznym na pętli tramwajowej…
Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcie. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 lipca 2014
Arka Przymierza
Etykiety:
Arka Przymierza,
Czółno,
Dekalog,
Dream,
Góra,
Hotel,
Jajo,
Narty,
Orzech,
Sen,
Szkło,
Śnieg,
Tramwaj,
Wiktoriański Strój,
Zdjęcie
niedziela, 15 kwietnia 2012
Azjatyckie zrujnowane miasto
Byłem w jakimś azjatyckim mieście, co wnioskowałem po
charakterystycznym stylu architektonicznym. Budynki były uszkodzone jakby zostały
ostrzelane. Jacyś ludzie siedzieli na metalowych prętach, a końcówki były
zakrzywione lekko w dół i wydobywał się z nich ogień jak z silnika odrzutowego.
Był to dziwny środek transportu. Znalazłem coś podobnego i dołączyłem do nich.
Lecieliśmy środkiem drogi z dużą prędkością i wszędzie widziałem zniszczenia.
Zatrzymała nas policja. Ponoć to co robiliśmy było nielegalne. Skończyło się na
upomnieniu.
Przy drodze w opuszczonej przyczepie ukrywał się umięśniony chłopak
w dresie ze złotym łańcuchem na szyi. Chował tam wielkie wory z ubraniami i
gestami starał się przekazać, żeby go nie wydać. Tuż obok mnie przeszła grupa Japończyków.
Mieli na sobie obudowy po starych telewizorach kineskopowych, a przy ustach
organki. Minąłem ich i wszedłem do punktu wywoływania zdjęć. Zobaczyłem tam
siebie. Ten drugi ja zapytał się mnie o pożyczkę, ponieważ bardzo
chciałby
wywołać zdjęcia, a nie chcieli przyjąć jego pieniędzy. Zajrzałem do portfela i niestety
też miałem tylko polskie pieniądze. Nie mogąc pomóc wyszedłem na zewnątrz i spotkałem tam Ją.
Zadowolona powiedziała mi, że będzie grać w jakimś zespole muzycznym w którego skład wchodzą tylko kobiety.
czwartek, 26 stycznia 2012
Ciemnowłosa
Jestem w centrum miasta. Przepływa przez nie rzeka, ale jest
obudowana drewnianą konstrukcją. Ciągnie się ona przez całe miasto zakrywając rzekę,
a nad nią jest wybudowany drewniany dach wsparty na palach. Deski są wymieniane
na nowe, więc wielu brakuje. Trzeba chodzić po pojedynczych, a pod nogami można
dostrzec żwawy nurt. Ludziom wydaje się to nie przeszkadzać. Zwykli ludzie,
biznesmeni, studenci chodzą pewnie i bez lęku. Przeszedłem bardzo powoli, z
trudem łapiąc równowagę i dotarłem na jakiś festyn.
Żonglerzy podrzucali palące się pochodnie i
zionęli ogniem. Kobieta guma w bardzo obcisłym stroju wiła się niczym wąż wokół
jakiegoś mężczyzny. Mam jakiś pomysł na
poprawę bezpieczeństwa i mam go przedstawić w jakiejś szkole. Dostaję się do
rady, w której zasiadają najważniejsi ludzie w mieście. Mam za zadanie jak
najsprawniej go wdrożyć. Przechodząc obok cukierni nie mogę się oprzeć i kupuję
jakieś ciasto, które przypomina warkocz.
Jest to ostatnia sztuka, która była na
wystawie. Idę krętymi uliczkami i wpadam na młodą dziewczynę o bardzo ciemnej
karnacji. Ma długie, ciemne, pozlepiane włosy i wielkie ciemne oczy. Chce mi
wróżyć z dłoni i próbuje mówić po angielsku z dziwnym akcentem. "I look in
Your eyes and…", a ja odpowiadam, że wcale nie patrzy. Chyba się trochę
zmieszała i chwyciła mnie za rękę.
Prowadzi przez zaułki miasta. Dobiegamy do
gruzowiska, które jest zakończone stromą skarpą. Nagle niespodziewanie próbuje
mnie pocałować. Pyta się mnie czy ją kocham. Odpowiadam, że nie, że jej nie
znam, ale wygląda na sympatyczną osobę. Popycha mnie i ucieka. Przewracam się i
powoduję małą lawinę belek i gruzu. Udaje mi się zatrzymać w małym zagłębieniu
tuż przed skrajem urwiska. Przylegam do ziemi. Kątem oka widzę, że dziewczyna
się zatrzymała i odwróciła. Wygląda na przerażoną, płacze i ucieka. Mam
wrażenie, że ktoś nas obserwował z pobliskiego dachu. Brudny i trochę
kuśtykający idę do miasta. Lawiruję po zaułkach i docieram do schroniska.
Wszystkie prycze są zajęte, ale jakaś bardzo stara kobieta proponuje mi bym położył się przy niej. Siadam na skraju pryczy i dostrzegam coś jakby znajomego w jej oczach. Wyciąga fotografie i pokazuje mi je. Jest na nich dużo młodsza, ma krótkie ciemne włosy. Zdjęcia są ładne i zrobione w różnych miejscach świata. Wyznaje mi, że od kilkunastu lat tuła się i szuka swojej córki. Teraz widzę podobieństwo...
Wszystkie prycze są zajęte, ale jakaś bardzo stara kobieta proponuje mi bym położył się przy niej. Siadam na skraju pryczy i dostrzegam coś jakby znajomego w jej oczach. Wyciąga fotografie i pokazuje mi je. Jest na nich dużo młodsza, ma krótkie ciemne włosy. Zdjęcia są ładne i zrobione w różnych miejscach świata. Wyznaje mi, że od kilkunastu lat tuła się i szuka swojej córki. Teraz widzę podobieństwo...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















