Zmierzałem wraz z kuzynem wzdłuż płotu okalającego lotnisko.
Kilkaset metrów przed nami znajdował się terminal. Nie spieszyliśmy się
specjalnie. Minęliśmy półokrągły blaszany hangar. Wysoko na niebie dostrzegłem jaskrawo
pomarańczowy punkcik. W miarę jak się zbliżał, dostrzegłem w nim zarys śmigłowca.
Wciąż obniżając swój lot, zrobił rundkę wokół terminala pasażerskiego.
Wtedy
dostrzegłem, że był dość osobliwy. Pomimo iż był duży, był jednocześnie niesamowicie
płaski i wyginał się falująco jak pływająca ryba. Troszkę jak płaszczka. Nagle
na wysokości kilkunastu metrów jakby stracił sterowność. Przechylił się na bok
i spadł na ziemię jak kamień. Towarzyszył temu przeraźliwy dźwięk gnącego się
metalu i eksplozja. Kontenerowa
przybudówka, nieopodal terminala, wzbiła się w
powietrze na skutek fali uderzeniowej. Przeleciała kilkadziesiąt metrów, po
czym pozgniatane i powyginane elementy spadły na wagony cysterny, stojące
nieopodal na bocznicy kolejowej. Zaczęły się wykolejać, wybuchać i
zapoczątkowały reakcję łańcuchową kolejnych eksplozji. Kilka płonących wagonów
wylądowało w hangarze. Jeden rozpędzony
przejechał nieopodal nas na tyle blisko,
że aż można było poczuć żar. Biegliśmy szybko w kierunku bezpiecznego gmachu
terminala pasażerskiego. Inni ludzie również zmierzali w tym kierunku w
wszechogarniającej panice…Z tajemniczego świata Morfeusza wyrwane, oniryczne obrazy, przyobleczone w słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybuch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybuch. Pokaż wszystkie posty
sobota, 1 marca 2014
czwartek, 21 czerwca 2012
Królowa bez twarzy
Wyruszyłem na wycieczkę do niewielkiej, ale malowniczej
mieściny. Domki wyglądały na zabytkowe, ale były w dobrym stanie. Wszedłem do
sklepu. Odbywała się tam promocja na bilety autobusowe. Każdy klient dostawał
po pięć sztuk owiniętych banderolą, za darmo. Brało się je z dużego wiklinowego
kosza. Podchodząc zauważyłem, że siedzi w nim Michał Koterski i podaje po
pakiecie z charakterystycznym dla siebie, nieco głupkowatym uśmiechem.
Wziąłem
podany przez niego pakiet i wyszedłem. Udałem się za miasto. Rozciągały się tam
przepiękne zielone wzgórza przyprószone wrzosowiskami, jak w Irlandii. Gdy
wspiąłem się na jedno z wyższych wzniesień, spostrzegłem zbliżającą się do mnie
kolejkę linową. Wagonik się zatrzymał, więc do niego wszedłem. Podróż odbywała
się od wzgórza do wzgórza. Ostatecznie wagon zmierzał w kierunku masywnego
zamku.
Podobno mieszkała tam jakaś przerażająca królowa bez twarzy. Wyskoczyłem
z kolejki tuż za murami zamku. Miałem wrażenie, że nie powinienem tam być.
Ukrywałem się więc, dyskretnie przemierzając kolejne komnaty zamku. Jedna z
nich zwróciła moją uwagę. Były tam dziesiątki kobiecych twarzy umieszczonych na
stojakach oraz równie dużo peruk.
Twarze wyglądały na prawdziwe jakby zostały
wycięte z ludzkich głów. Usłyszałem odgłos zbliżających się kroków. Szybko
skryłem się za jedną z szaf. Po chwili do pokoju wkroczyła kobieca postać w
płaszczu z kapturem, który całkowicie zasłaniał jej twarz. Stanęła przy jednym
z regałów, odwrócona do mnie plecami. Sięgnęła po jedną z twarzy i założyła ją
niczym maskę. Obróciła się.
Dostrzegłem napiętą twarz młodej, bladej kobiety.
Dopasowała sobie ją dokładnie i sięgnęła po czarną perukę. Wymknąłem się gdy
była zajęta dobieraniem najodpowiedniejszej peruki. Usłyszałem płacz dziecka.
Pobiegłem w tamtym kierunku i dotarłem do lochu. Niemowlę było zamknięte w
klatce wiszącej na grubym łańcuchu. Uwolniłem je i uspokoiłem. Jakoś udało mi
się niepostrzeżenie opuścić zamek. Wiedziałem, że to jest ważne dziecko i muszę
je chronić.
Biegłem w stronę wieżowca. Gdy byłem już kilkadziesiąt metrów od
niego, postanowiłem się zatrzymać przy kępie krzaków i rozejrzeć, czy jest
bezpiecznie.
Nagle w wieżowcu pojawił się gęsty jasnoszary dym, a może to był pył. Wydawał się być niemal żywy. Widziałem jak wypełnia cały budynek. Piętro po piętrze, od parteru, aż po dach. W chwili gdy dotarł na sam szczyt budynku nastąpiła wielka eksplozja, równocześnie wybijając wszystkie okna i spowijając cały budynek jasnym pomarańczowobiałym płomieniem. Byłem przerażony. Wiedziałem, że w środku była moja rodzina.
Nagle w wieżowcu pojawił się gęsty jasnoszary dym, a może to był pył. Wydawał się być niemal żywy. Widziałem jak wypełnia cały budynek. Piętro po piętrze, od parteru, aż po dach. W chwili gdy dotarł na sam szczyt budynku nastąpiła wielka eksplozja, równocześnie wybijając wszystkie okna i spowijając cały budynek jasnym pomarańczowobiałym płomieniem. Byłem przerażony. Wiedziałem, że w środku była moja rodzina.
Etykiety:
Bilet,
Dream,
Dym,
Głowa,
Klatka,
Kolejka Linowa,
Miasto,
Michał Koterski,
Peruka,
Podziemia,
Sen,
Twarz,
Wieżowiec,
Wybuch,
Wzgórze,
Zamek
Subskrybuj:
Posty (Atom)









