Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wampir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wampir. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Fragmenty libretta "Taniec Wampirów"


Kiedy idzie noc niesie pustkę i żal, nie wiem czego jest mi brak. 

Kiedy idzie noc mam tak cudowne sny, ale czuję lęk, gdy budzę się z nich. 

Ciało spowił mrok, jest we mnie dziwny niepokój, nie pojmuję skąd się bierze ten stan. 

Zguba grozi mi, pragnę ulec pokusie, którą w końcu zgotowała mi ta noc! 

Kiedy idzie noc czuję dotyk magiczny, jego źródła nie zna nikt. 

Wszystko jedno jak, pragnę odkryć nieznane, rzucę życie swe na szalę, na stos! 


W zatraceniu wolność jest! Tylko w Tobie ją odnajdę! 

Co dręczyło mnie we śnie, niech zachwyci mnie na jawie! 

Gdy z Tobą zanurzę się w mrok między odchłań, a blask!

Zapomnisz o rozdarciu, zatrzyma się czas.

Ogarnia mnie pragnienie i rozpala czar! 


Niech dzieją się te cuda, jak i w śnie, za dnia! 

Me serce to dynamit, tylko iskry mu brak! 

Bo wiem, że wiecznie chcę żyć, a wieczność zaczyna się dziś! Wieczność zaczyna się dziś... 

Miałaś kiedyś mieć wielką miłość po grób, zamiast tego idziesz na dno... 

Obłęd wciąga mnie i tak daleko jest dom, i tak daleko jest dom. 

Oddaję się dziś swoim snom...

poniedziałek, 7 listopada 2011

Otchłań


Unosiłem się w morskiej otchłani. Kilka metrów pode mną znajdował się aparat tlenowy, z którego niemrawo ulatniały się bąbelki powietrza. Nie potrzebowałem go. Otoczony wodą czułem się dziwnie spokojny i nieważki. Nagle znalazłem się na jakimś starym opuszczonym lotnisku. Z zabudowań zostały tylko ruiny. Czas i zmienne pory roku rozsadziły betonowe konstrukcje, a tym co z nich zostało, zajęły się rośliny. Bezkresne morze traw, falujące na wietrze, pokryło pas startowy. 
Między źdźbłami dostrzegłem setki, wysoko skaczących,  małych zielonych żab. Polowały na nie ogromne czarne ropuchy, całe pokryte brodawkami i ociekające śluzem. Idąc przed siebie, dotarłem do bardzo starej willi, w której mieszkałem. Był tam kolega, który miał jakieś absurdalne pretensje. Spokojnie mu wszystko wytłumaczyłem. Zaczął mnie przesadnie przepraszać. Do pokoju weszła półnaga, młoda, łysa kobieta. Była szczupła i wysoka, choć jej postawa była nieco przygarbiona. 
Piersi miała małe i spiczaste, a całe ciało pokryte misternymi tatuażami. Ubrana była jedynie w ciemną, przewiewną spódnicę. Twarz miała poważną i nie zdradzającą żadnych emocji. Była jakąś kapłanką i nigdy się nie odzywała. Gestem wskazała koledze drogę i zaprowadziła go do drzwi. Tuż przy wejściu do pokoju wisiały dwa duże, ponad dwumetrowe obrazy. Na tym po prawej od drzwi była czarnobiała postać Nosferatu. Co dziwne, miała małą kępkę kręconych włosów na czubku głowy. Po lewej stronie znajdował się obraz przedstawiający dziecko-cyklopa. Oko umiejscowione po środku czoła było szeroko otwarte z przerażenia. Na zamrożonej scenie można było dostrzec, że chłopiec cofając się potrącił mały stolik.
Była na nim czaszka, stara księga i kieliszek czerwonego wina, który się zachybotał. Z lewej strony obrazu, z ciemności wyłaniało się wielkie, przekrwione oko.  Obraz trochę poczerniał ze starości, a kolory nieco wypłowiały. Przeszedłem obok tych dzieł sztuki i wszedłem do pokoju. Znalazłem tam 7 kolejnych obrazów. Bez wątpienia były to Jej obrazy. Razem tworzyły serię. Wszystkie namalowane były w bladoniebieskich odcieniach w dość surrealistyczny sposób. Na większości z nich pojawiały się różne kobiece postacie, ale ostatni się wyróżniał. 
Przedstawiał starą kamienicę i równie stare auto, z białą oponą zapasową z boku. Namalowany był niezwykle starannie, z dbałością o wszystkie szczegóły...