Przechodziłem obok wieżowca na jakimś blokowisku.
Przystanąłem przy klatce. Byłem świadkiem, jak jakiś policjant aresztuje
dresiarza. Drzwi otworzyła kobieta w białym fartuchu lekarskim. Wszedłem do
środka. Wieżowiec okazał się być szpitalem. Było tam dużo chorych dzieci. Mimo
różnych ciężkich chorób potrafiły cieszyć się życiem. Bawiły się klockami i
lalkami. Wyszedłem i postanowiłem pobiegać. Tuż przy wieżowcu rozpoczynał się
szlak turystyczny.
