sobota, 7 marca 2026

Rakiety hipersoniczne i ceglany dom

Siostra wynajęła stary ceglany budynek. W połowie miał rampę, z żaluzjowymi podnoszonymi roletami dla dostawców. Siostra chciała założyć hodowlę psów. Przyjechała przyjaciółka i miała ze sobą psa (innego niż w rzeczywistości). Był bardzo szybki, żywy i wskakiwał wszędzie, po czym zeskakiwał i biegał dalej. Duży biały Shih-tzu. Wszyscy sprzątaliśmy ten budynek i wymiataliśmy tony pyłu i kurzu, spod których zaczynały się wyłaniać mozaikowe podłogi. Miała być jakaś wycieczka, zwiedzanie małego miasteczka. Ludzie zaczęli się zbierać w budynku.
Przewodnik nakazał wyruszenie w drogę, a ja się zorientowałem, że leżę w łóżku i nie bardzo chciało mi się wychodzić spod ciepłej kołdry. Wyszedłem jednak i przechodziliśmy przez jakiś targ. Przyjaciółka kupiła sobie bluzkę z napisem biały elf. Był jakiś stragan ze świeżymi produktami umieszczonymi w lodzie. Wyciągnąłem spod lodu dużą oliwkę i nagle nastąpił wybuch. Domek kilkaset metrów dalej dosłownie się rozsypał w bardzo widowiskowy sposób.
Spojrzałem w ciemne niebo. Było widać setki gwiazd, lekko zakrytych półprzejrzystymi chmurami. Co chwilę chmury były rozjaśniane czerwono fioletowymi smugami, przez coś co przez nie przelatywało z zawrotnymi prędkościami. Pomyślałem, że to rakiety hipersoniczne, ale leciały gdzieś dalej...